niedziela, 20 listopada 2016

Page 12 - Twarz w tłumie

Light przekręcił klucz w zamku. Ściągnął z siebie kurtkę i powiesił ją na wieszaku, lekko wzdychając.
Na jutro już wszystko przygotowane. Powinno się udać. Jeszcze tylko…
Podłoga lekko zatrzeszczała. W progu stał Katsumi, opierając się o front drzwi. Miał zaczerwienione oczy, zapewne od łez, które wcześniej wylał. Teraz jednak nie wyglądał na załamanego. Przybitego – owszem, ale nie załamanego.
- O co chodzi? – zapytał Yagami, jednocześnie patrząc na Izumi’ego i zdejmując buty.
Katsumi przez dłuższą chwilę milczał. Ręce wsadził w kieszenie.
- Chciałem się tylko o coś zapytać - powiedział tonem małego dziecka.
- Słucham.
- Czy… - zawahał się, po czym spojrzał na Light’a. – moją moc możemy wykorzystać przeciwko L’owi?
Katsumi parzył się mu prosto w oczy.
Aż tak bardzo…?
- Myślę, że tak – odpowiedział bez zająknięcia.
Izumi znów zaczął się przyglądać swoim butom.
- To dobrze.
Po raz kolejny zapanowała pomiędzy nimi cisza. Oboje stali w bezruchu.
- L jest naszym wrogiem, tak? – Izumi zadał kolejne pytanie, przerywając tym chwilowe milczenie. – Jako jedyny może nas powstrzymać?
- Tak…
- W takim razie trzeba go jak najszybciej zlikwidować – powiedział Katsumi, nie dając nawet szansy na kontynuację wypowiedzi przez Light’a. Miał zaskakująco stanowczy i opanowany głos.
Light uśmiechnął się pod nosem. Nawet nie będzie musiał zajmować się namawianiem Katsumi’ego na wzięcie udziału w akcji, którą przygotował. Wystarczy, że teraz…
Przytaknął Izumi’emu.
- Jeśli chcesz, mógłbym zająć się tym nawet dzisiaj…
- Dałbyś radę?
Katsumi podniósł głowę, po raz kolejny spoglądając na Light’a.
- Myślę, że tak – odpowiedział nieco wymijająco. – Jeśli jednak mi się uda, możemy zacząć akcję nawet jutro.
Poszło aż za gładko…

*****

Komórka leżąca na stole zadrgała. L chwycił ją w dwa palce, po czym odebrał połączenie, naciskając zieloną słuchawkę drugą ręką.
Nawet dobrze się składa, pomyślał.
- Tu Ryuzaki, o co chodzi, Matsuda?
- Hideki nie żyje. Zmarł na atak serca.

*****

Ryuk usiadł na dachu budynku, trzymając jabłko w ręce. Z tego miejsca miał doskonały widok na całą okolicę. Bez problemu mógł śledzić ruchy FBI, Lighta i Katsumi’ego oraz obserwować budynek, w którym obecnie znajdował się L.
Jeśli zaczną się przemieszczać, podążę za nimi – pomyślał. – Nie powinno być problemu…
Ugryzł soczysty owoc. Po raz kolejny przypomniał sobie, dlaczego woli ziemskie jabłka od tych ze świata shinigami. Zaczął w myślach porównywać oba światy.
Istoty stąd są dużo ciekawsze niż te, skąd pochodzę. Są bardziej nieprzewidywalne, co sprawia, że ten świat jest dużo ciekawszy.
Spojrzał na nadgryzione jabłko. Zrozumiał, że jeśli Katsumi zniknie mu z oczu i umrze, będzie miał przerąbane.
Raczej to wątpliwe, by umarł – pomyślał. – Ma jeszcze tak długie życie…
Ostatecznie jednak odrzucił owoc i wzbił się w powietrze. Jabłko rozbryzgało się na chodniku.
Gdy chodzi o Notes Śmierci, nic nigdy nie jest pewne.

*****


Light wpatrywał się w budynek po przeciwnej stronie ulicy – sklep zoologiczny. Słońce, znajdujące się już nad horyzontem, ale jeszcze nie w zenicie, raziło go w oczy.
Nie mógł uwierzyć, że to już koniec.
Rozejrzał się po okolicy, upewniając, że wszystko zapiął na ostatni guzik, po czym pewnym krokiem przeszedł przez ulicę. Otworzył drzwi do sklepu. Starszy człowiek, wkładający karton na półkę, odwrócił do niego głowę.
- Dzień dobry – powiedział Light w naturalny, lecz uprzejmy sposób. – Chciałbym się spotkać z niejakim Ryuzakim.
Mężczyzna skinął tylko głową, po czym wskazał na drzwi prowadzące do zaplecza, drugą ręką podtrzymując karton.
Light zwinnie przeszedł pomiędzy rozstawionymi na podłodze pakunkami stojącymi w przejściu za ladę. Chwilę później stał w korytarzu za drzwiami. Upewnił się, że był sam – nie mógł pozwolić na to, by został zaskoczony atakiem z tyłu. Sprawdził również telefon.
Chwycił klamkę ręką. Nie wiedzieć czemu, nie mógł opanować ekscytacji.
Szybkim ruchem otworzył drzwi, po czym gwałtownie się cofnął. Mimo że to nie było to do końca w stylu L’a, głupotą byłoby choć nie mieć cienia podejrzeń, że ktoś nie czeka tuż za drzwiami, gotowy go zabić.
Jednak żaden atak nie nastąpił. Po kilku chwilach wszedł ostrożnie do pokoju, wszędzie się rozglądając.
Duże okno, wychodzące na ogródek, było otwarte na oścież. Wnioski, które automatycznie pojawiły się w głowie Light’a, były aż nazbyt oczywiste.
Wyjął telefon, po czym nacisnął tylko jeden przycisk.

*****

- Nie będziesz musiała nic więcej zrobić, niż wyskoczyć przez okno do ogrodu, po czym zacząć uciekać – powiedział Ryuzaki do Sui, mieszając łyżeczką w herbacie.
Okano, siedząca na kanapie naprzeciwko Ryuzaki’ego, tylko skinęła głową. Kiedy siedziała sam na sam w jego pokoju czuła się trochę nieswojo. Mimo wszystko z jakiegoś powodu chciała mu pomóc.
- Nie wiem jednak, kiedy Light zamierza zaatakować. Moim zdaniem powinnaś powiedzieć swojej przyjaciółce, że nie będzie cię przez jakiś czas.
Telefon, znajdujący się na stoliku, zawibrował. Połączenie już drugi raz mu przerwało. Powinien ją wyłączać.
Chwycił w dwa palce telefon, po czym nacisnął zieloną słuchawkę i przystawił komórkę do ucha.
- Tu Ryuzaki, o co chodzi, Matsuda?
- Hideki nie żyje. Zmarł na atak serca. – Jego głos był roztrzęsiony.
Ryuzaki jednak starał się tą wiadomość przyjąć ze spokojem. W ciszy, która obecnie panowała, powoli kalkulował nowe informacje.
- Sui – zwrócił się do Okano dopiero po kilku długich chwilach. – Myślę, że wystarczy, byś została tu najwyżej do pojutrza. Powiedz o tym Date. Panie Matsuda, ma pan może czarną perukę?

*****

- Tak, ścigamy L’a - powiedział jeden z dwóch agentów FBI na tyle cicho, by usłyszała go tylko mężczyzna po drugiej stronie słuchawki.
Ewidentnie miał trudności ze złapaniem oddechu. W sumie nic dziwnego, skoro biegł za dość smukłą osobą w jeansach i białej koszulce. Nie mógł zobaczyć jego twarzy, gdyż zakrywała ją biała maska bez określonego kształtu.
Agent jednak ulegał złudzeniu, że te ruchy nie są odpowiednie. Nie chodziło tu jednak o taktowność czy coś podobnego. Po prostu nie pasowały do mężczyzny, którego opisał im dowódca. Nie, ogólnie nie pasowały do mężczyzny.
Agent w te chwili zrozumiał, co się stało.
- Szefie, to podpucha – o mało nie krzyknął do słuchawki.
- Wiem – odpowiedział mu spokojny głos. Brzmiała w nim praktycznie niezauważalna nutka kpiny. – Pomyśl, dlaczego goni go tylko dwójka osób? Proszę jednak nie zaprzestawać pościgu.

*****

L wyszedł cicho tylnymi drzwiami do zakładu, nasuwając białą maskę – identyczną co do tej, którą nosiła Okano – na twarz. Rozejrzał się po okolicy.
- Light! – Głos w słuchawce należał do Katsumiego. -  Nie zdążyłem zapamiętać jego imienia!
Yagami zignorował ten komunikat. Spodziewał się, że L wyjdzie od razu w masce, więc nie przywiązywał do tego większej wagi.
Tak, Ryuzaki, wyjdź dalej – pomyślał Light. – W budynku się nie schowasz, a jeśli się nie pośpieszysz, to ludzie, szukający cię w tym domu, wyjdą tymi samymi drzwiami, co ty. Zadbałem o wszystko. Postarałem się, by to wyjście było jedynym, jeśli nie liczyć głównego.
Doszedł do wniosku, że zbytnio się cieszy. Jednak, jak na razie wszystko szło zgodnie ze scenariuszem, który sam ułożył.
L szedł środkiem ulicy, co jakiś czas oglądając się za siebie. Wiedział, że wszedł prosto w pułapkę. Light patrzył na niego, chcąc poznać jego prawdziwe emocje.
L, jak się czujesz, wchodząc w sieć zarzuconą przez twojego największego wroga?
Ryuzaki zaczął biec. Agenci, którzy znajdowali się na tej samej linii, co on, ruszyli za nim. Light również się nie ociągał.
Biegnąc, wyjął telefon. Wcisnął kilka numerów na klawiaturze, po czym nacisnął przycisk „Połącz”.
- Zawróćcie – powiedział, kiedy osoba, do której dzwonił, odebrała. – Działamy tak, jak uprzednio mówiłem.

*****

- Rozumiem – przyjął agent FBI, zatrzaskując telefon i gwałtownie się zatrzymując. Pochylił głowę, chwytając się za kolana.
- Co ty robisz? – zapytał drugi, również przestając biec.
- Rozkazy od szefa. Zawracamy - poinformowała go jego współpracownik.

*****

Light minął kolejną latarnię. W ciemności, jaka już spowiła ulicę, była jedną z niewielu, które pozwalały coś dostrzec. Jako taka ciemność mu jednak nie przeszkadzała.
- To ty jesteś Light Yagami? – usłyszał za sobą głos.
Odwrócił się. Na skraju światła latarni stała młoda dziewczyna. W pierwszej chwili jej nie rozpoznał. Potem jednak przypomniał sobie, że widział ją parę razy – w kawiarni, na ulicy…
- To ty jesteś osobą, która mnie śledziła? – zapytał prosto z mostu.
Skinęła tylko głową.
Założę się, że wie o mnie dość sporo… W dodatku najlepiej, żebym nie przyznawał się przed nią do bycia Kirą. Jeśli ona byłaby podstawiona przez L’a, pewnie kazałby jej to nagrać, a potem będzie chciał to wykorzystać przed sądem, co znaczy, że ma plan, jak mnie schwytać. Ostatecznie Japonia jeszcze oficjalnie nie uznała mojej władzy. Muszę się pilnować.
- Mam do ciebie sprawę – słowa dziewczyny przywróciły go do porządku, zaczął jej słuchać. – Posiadam pewne informacje, które mógłbyś jutro wykorzystać.
Aiko przyglądała się jego twarzy, jednak ta nie wyrażał żadnych emocji.
- Co chcesz w zamian? – zapytał Yagami.
- Chciałabym, żebyś nie robił krzywdy pewnej dziewczynie, która jest w to zamieszana. Zapewne nie jest nawet do końca świadoma, co robi.
Bo to była prawda – bynajmniej tak to widziała Date.
Zauważyła lekki błysk przy kieszeni spodni Light’a, jednak nie zwróciła na niego większej uwagi.
- Chodzi o to, że L już wie, iż zamierzasz go jutro zaatakować. Zorientował się po tym, jak usłyszał wiadomość o Hidekim, który zmarł na atak serca.
Zapewne wpisałeś i resztę – pomyślała Date. – Tylko jak zdobyłeś ich nowe nazwiska? – Do głowy przyszedł jej obraz człowieka, którego wszyscy nazywają Matsudą - Chociaż, chyba to nie było aż nazbyt trudne…
Na twarzy Light’a zakwitł lekki uśmiech.
- Wiesz może, co zaplanował?
Skinęła głową. Opowiedziała mu o wszystkim, co usłyszała od Sui. O tym, że to Sui wybiegnie pierwsza, by zmylić pościg – L uważał, że Kira nie ma pojęcia, że on się spodziewa, dlatego ta stara i tandetna sztuczka ma prawo zadziałać; że Hideki zmarł na atak serca, że właściciel sklepu zoologicznego prawdopodobnie nie ma zielonego pojęcia, o co w tym wszystkim chodzi, a jeśli ma, to skrzętnie to ukrywa. Light wysłuchał wszystkiego ze spokojem. Tylko raz czy dwa zadał pytanie.
- Czy ty posiadasz oczy Boga Śmierci? – powiedział, kiedy skończyła opowiadać.
Po raz kolejny odpowiedziała tylko ruchem głowy.
- Więc dlaczego nie powiesz mi, jak się nazywa? Wtedy ta cała farsa nie byłaby potrzebna, a twojej przyjaciółce nic by nie zagrażało.
Zacisnęła usta. Pyta się, dlaczego?
- Mam swoje powody – odpowiedziała tonem, którym chciała zasygnalizować, że powinni zmienić temat. – Więc jak? Powiedziałam ci wszystko, co mogłam. Ona jest niewinna, nie zrobiła nic złego…
- Rozumiem – przerwał jej. I tak wiedział, co dalej powie. – I zgadzam się na twoje warunki.
Odwrócił się do niej plecami i zaczął iść szybkim krokiem.
Kiedy zniknął za zakrętem, wyjął telefon. Zdjęcie zrobione ukradkiem nie wyszło aż tak źle. Twarz dziewczyny była w miarę wyraźna.

*****

L biegł ulicą, przewracając po drodze kosz. Agenci FBI siedzieli mu tuż na ogonie. Nie musiał się odwracać, by wiedzieć, że Light i Izumi również tam są.
Spojrzał na nazwę ulicy.
Niedobrze – pomyślał, po czym skręcił w boczną alejkę.
Miał nadzieję, że mu się uda.
Parę osób, które mijał, spojrzało się na niego dziwnie. Nie zważał na to. Zrobiłby to każdy zwyczajny człowiek.
Jeszcze raz ostro skręcił. Nic to jednak nie dało. FBI było nawet bliżej niż myślał.

*****

- Tak, zajdźcie go od drugiej strony ulicy – Yagami wydał rozkaz do urządzenia komunikacyjnego. Spojrzał na Katsumiego, który powoli tracił siły. Miał nadzieję, że jeszcze będzie mógł iść.
Na horyzoncie pojawiło się dwóch biegnących ludzi. Light rozpoznał ich jako agentów.
Zwolnił do lekkiego chodu. Katsumi zrobił to samo.
Light przyglądał się przebiegowi zdarzeń z niemałą satysfakcją. Widział, jak wokół Ryuzaki’ego formuje się krąg ludzi. Parzył, jak ulica pustoszeje. Przyglądał się, jak L próbuje jeszcze uciec.
Wiedział, że to już koniec.
To on wygrał trzeci set.
Podszedł powoli do kręgu. L klęczał na ziemi, a agent FBI trzymał mu z tyłu ręce. Już się nie szarpał.
Już się poddałeś, L? Czujesz się upokorzony? Łatwo oddałeś mi to zwycięstwo, więc powinieneś…
Agenci FBI rozstąpili się na moment, by on i Katsumi mogli wejść. Light czuł, że jest podekscytowany.
- I oto przed wami człowiek, który zatrząsnął całą ziemią – powiedział teatralnym głosem – Kira!
Podszedł bliżej do L’a i spojrzał się na niego z góry. Przykucnął koło niego.
- Przegrałeś – szepnął mu do ucha. – Zwycięstwo należy do mnie.
L drgnął. Czy przez bliski kontakt ze śmiercią w tak czystej postaci zaczynał tracić zmysły? Light nie dziwiłby się temu.
Podniósł się po czym oddalił się nieco od L’a.
- To co teraz z nim zrobimy? – zapytał jeden z agentów.
- Należy potwierdzić jego tożsamość, po czym zawieść przed sąd i wykonać wyrok. Chociaż sąd to tylko formalność.
Light obrócił się ponownie w stronę podejrzanego.
- Zdejmij mu maskę – rozkazał, wskazując na bruneta stojącego tuż obok Ryuzaki’ego. – Zaczniemy od upewnienia się, że to naprawdę L.
Brunet zbliżył się do klęczącego. Light rozpoznał w nim agenta, który obserwował L’a.
Członek FBI chwycił maskę. Zawahał się.
Co jest? – zapytał w myślach Yagami. – Pokaż w końcu jego twarz!
Agent jednak tkwił bez ruchu. O czym myślał?
Po chwili odwrócił głowę w stronę Light’a i skierował pytanie prosto do niego.
- Czy tylko ja mógłbym zobaczyć jego twarz?
Yagami’ego zaskoczyło to pytanie. Starał się jednak nie okazywać emocji.
- Przykro mi, ale ktoś oprócz Ciebie powinien potwierdzić jego tożsamość, więc zdejmij tą maskę.
Ten człowiek podejrzewa mnie o bycie Kirą? Jest po stronie L’a?
- Przykro mi, ale nie mogę tego zrobić.
Light westchnął.
- W takim razie ja również powinienem go zobaczyć. Wybacz, ale nie możemy ufać jednej osobie.
Agent skinął głową.
- Rozumiem, jednak mam pewne podejrzenia, że ten człowiek nie jest Kirą.
Wokół przeszedł lekki pomruk. Agent kontynuował.
- Ten człowiek widział mnie, że go szpiegowałem, jednak do tej pory żyję. Znał moje nazwisko, a nawet z nim rozmawiałem…
- To czyni cię jednak podejrzanym o współpracę z nim – odezwał się Katsumi, który przez cały czas siedział cicho. – A teraz pozwól. Jeśli nie chcesz zdjąć maski, ja, jako najbliższy współpracownik N’a, to zrobię.
Postawił krok w stronę L’a, jednak w tym momencie koło bruneta stanął inny agent FBI.
- Owszem, schwytany jest podejrzany – uciekał przed nami, ma na sobie maskę – ale to nie znaczy, że jego tożsamości nie może potwierdzić ktoś inny, niż wy.
Dwójka innych agentów dołączyła do strony bruneta. Light Yagami jednak zaczął cicho chichotać. Po chwili wybuchł, śmiejąc się w głos. Odgłos sprawiał, że ciarki mogły przejść po plecach.
Wiedziałem, że plan L’a jest zbyt prosty. Spodziewałem się czegoś takiego.
Przelotnie zerknął na cyfrowy zegar znajdujący się nad przystankiem. Liczba minut skoczyła o jedną.
Agenci FBI automatycznie zgięli się w pół. Z ich ust wydobywał się okropny, rozdzierający wrzask. Ten, który trzymał L’a za nadgarstki, w bolączce próbował chwycić się jego głowy, kiedy on wstawał. Sznurek trzymający maskę rozwiązał się, jednak L był już odwrócony od Light’a i Katsumi’ego. Znów zaczął uciekać.
Teraz nie ma maski – pomyślał Light. – wystarczy, że go dogonimy.

*****

Bieganie to nie coś, w czym był dobry. Jego ciało miało ochotę się poddać. Krzyczało głośno i wyraźnie „Dość!”. Nie mógł jednak stanąć i dać się zabić, gdy był tak blisko celu.
Udało mu się nawet znaleźć zastępczą maskę. Co prawda była ona papierowa i przedstawiała bliżej nieznaną mu osobę, prawdopodobnie kogoś sławnego, ale lepsze to, niż nic.
Poczuł siny ból w nogach. Jego kończyny stały się jak z ołowiu.
Jeszcze góra pół minuty, próbował sobie wmówić.
Obejrzał się za siebie. Dosłownie kilka kroków za nim biegł Yagami.
Siedemdziesiąt procent szans, że mnie złapie…

*****

W końcu się udało.
Yagami’ego ogarnęła euforia. L leżał na ziemi tuż przed nim, przytrzymywany przez Katsumi’ego.
Zwycięstwo. Wydawało mu się, że słyszy fanfary na jego cześć. Fanfary godne Boga.
Już nie pamiętał, ile czekał na ten moment. Nareszcie wygrał ostatecznie. L niedługo zginie. Wszyscy jego zastępcy nie żyją. Wczoraj wpisał do notatnika członków policji. Już niedługo zginą wszystkie osoby, które wiedzą cokolwiek o notatniku.
Spojrzał jeszcze raz na ciało przed sobą. L leżał twarzą do ziemi. Nie próbował się nawet wyrywać. Już zrozumiał, że przegrał?
W jednej chwili stan euforyczny zamienił się w strach. Mięśnie zesztywniały, a po plecach przeszedł zimny dreszcz.
L, ten, którego on znał, nigdy by się nie poddał. Przegrana byłaby dla niego gorsza od śmierci.
Nie powinien dłużej zwlekać. Być może on na coś czeka…
W momencie, w którym pochylał się, by zdjąć maskę L’owi, obrócić go i poznać jego nazwisko, usłyszał szczęk metalu. Na szyi poczuł zimno, które mogło pochodzić tylko od jednej rzeczy.
Kto mógł stać jeszcze za L’em?
- Jeśli drgniesz, wystrzelę z broni – zagroził mu dobrze znany głos. Light bez problemu zidentyfikował, od kogo on pochodzi.
Aizawa stał za nim i groził mu bronią.
Ale… On powinien nie żyć…
Na chodniku w pewnym oddaleniu stał Mogi.
Widział, jak Matsuda zakuwa zszokowanego Katsumi’ego i nakazuje mu klęczeć. Izumi nie stawiał oporu. Czyżby nie rozumiał sytuacji? Dlaczego nie wpisuje nazwisk do notatnika?
- Jak..? - wyjąkał Light pytającym tonem.
L powoli podniósł się z ziemi i stanął, garbiąc przy tym plecy. Zdjął maskę z głowy.
- Pozwól, że ci wszystko wyjaśnię – rzekł spokojnie.
Wszystkie oczy skierowane były na L’a.
Detektyw obrócił się w stronę Light’a. Jego twarz znowu była spokojna i niewzruszona.
- Po tym, jak zabiłeś Tomiko, zrozumiałem, co chcesz zrobić. Wykorzystałeś ją, by Izumi wymienił oczy…
- To nieprawda! – krzyknął Katsumi. – To ty tu jesteś zły! Ten świat potrzebuje kogoś takiego jak Kira! Kiedy on obejmie rządy, ludzie zrozumieją, że…
- Zamknij się! – krzyknął Tota, przykładając mu lufę do głowy.
- Proszę go zostawić, panie Matsuda – wtrącił się L. –Nie chciałbym również, żeby pan stracił panowanie nad sobą.
Policjant spojrzał się na niego dziwnie, jednak Ryuzaki to zignorował. Postanowił wznowić swój wywód:
- Wystarczyło tylko, by Izumi Katsumi zobaczył moją twarz…
- Czemu nie zaprzeczasz?! –krzyknął Izumi w stronę Yagami’ego, podrywają się. Matsuda musiał go przytrzymywać siłą.
Oczy Katsumi’ego odzwierciedlały wiele niezrozumiałych emocji. Po chwili jednak przygasły, zmatowiały. Izumi opadł na ziemię, spuszczając głowę.
- Więc to wszystko prawda…
- Stwierdziłeś, że nie będę się spodziewał ataku i postanowiłeś wejść do budynku bezpośrednio. Dla pewności obstawiłeś cały dom i wpisałeś do notatnika policjantów. Nie wiedziałeś jednak, że mają zmienione nazwiska. Ja z kolei pozwoliłem ci uwierzyć w niezawodność twojego planu. Postanowiłem wykorzystać dublera, by rozdzielić siły. Okazało się, że jednak o nim wiedziałeś. Prawdę mówiąc niewiele brakowało, by twój plan się powiódł. Jednak dzięki łutowi szczęścia udało mi się uciec i doprowadzić cię do miejsca, gdzie czekała już zasadzka. Może cię również zdziwić fakt, że nie ma tu ludzi. Aizawie udało się zablokować ruch w tym miejscu..
Z lewej strony rozległ się krzyk. Katsumi zaczął się miotać po asfalcie.
- Kto ma notatnik? – spytał głośno L. Wszyscy zaczęli rozglądać się wokoło.
Krzyki ucichły. Izumi umarł.
Matsuda schylił się i zaczął przeszukiwać Katsumi’ego w poszukiwaniu notatnika. Miał niezbyt wyraźną minę.
- Katsumi nie miał przy sobie Notatnika – odezwał się Light. Wszyscy zwrócili się ku niemu. – Ukryłem go. Tylko ja wiem, gdzie on jest.
- Przestań blefować – upomniał go Aizawa, mocniej przykładając lufę do jego szyi. – Nic na tym nie…
- Wierzę mu – przerwał L. – Panie Aizawa, proszę skończyć…
Light, wciąż nieskuty kajdankami, postanowił wykorzystać nieuwagę obecnego zastępcy komendanta. Uchylił się na bok, jednocześnie wytrącając Aizawie broń. Zaczął uciekać.
Rozległ się huk, a chwilę potem Light upadł na ziemię.
- Mam nadzieję, że pan posłuchał, panie Mogi. – L odwrócił się w stronę dość barczystego mężczyzny.
Policjant skinął głową na tak.
- Mogi… - wyjąkał Matsuda, nadal stojąc przy ciele Katsumi’ego.
- Środki nasenne – objaśnił L. – Obawiam się jednak, że nie będziemy mogli postawić go przed sądem. Za mało dowodów.
L spojrzał na ciało Katsumi’ego. Zmrużył na chwilę oczy.
- Panie Matsuda, co on trzyma w ręce?
Tota przez chwilę zastanawiał się, co ma zrobić, po czym kucnął i wyjął skrawek papieru z ręki jeszcze do niedawna żyjącego Izumi’ego. Spojrzał na nią, po czym podszedł i podał L’owi. Detektyw przyjrzał się kartce.

L Lawil
月夜

- Katsumi na początku chciał zabić mnie, po czym zdecydował się jednak wpisać Light’a. Ostatecznie nie zdążył zabić nikogo, ponieważ sam zginął za zawał. Light musiał wpisać do notatnika również i Izumi’ego – powiedział, po czym zaczął się rozglądać.
Być może jednak jest inny sposób na odnalezienie Notatnika, niż informacja od Light’a.
Chwilę później zauważył wielką, czarną postać siedzącą na latarni i ze znużeniem wpatrującą się w niebo.
- Hej, Boże Śmierci! – krzyknął L w stronę osobistości. – Chciałbym z tobą porozmawiać!

*****

- Czyli, jeśli dobrze zrozumiałam, Kira utracił wszystkie wspomnienia i nie wie, kim jest? – spytała Sui shinigami’ego, patrząc w górę.
Ona, L oraz trójka policjantów siedzieli w pokoju „wynajmowanym” przedtem przez Ryuzaki’ego i popijali herbatę. Aizawa, znajdujący się najbliżej drzwi,  pochylał się do przodu, Matsuda rozłożył ręce na zagłówku kanapy i drzemał, a Mogi trzymał sztywną postawę. L zaś, jak to miał w zwyczaju, balansował na krawędzi fotela. Sui, mimo wolnego miejsca, wolała oprzeć się o ścianę. Nadal ubrana tak samo, jak L, trzymała notatnik na kolanach.
- Mhm… - mruknął Ryuk, wisząc w powietrzu. – Jak kazaliście, zabrałem mu wszystkie wspomnienia, łącznie z tymi ze wczesnego dzieciństwa. Mógłbym więc dostać już te jabłka? – zapytał, po czym z ociąganiem dodał – No i, oczywiście, notatnik też…
Okano wstała i podeszła do boga śmierci.
- Jabłka znajdują się w worku na dachu budynku – powiedziała, podając notatnik shinigami’emu. – Niniejszym zrzekam się praw własności do tego Death Note’a.
Chwilę później zemdlała i upadła na podłogę. Bóg śmierci znikł.
Masuda podbiegł do Sui.
- Wszystko dobrze? – spytał.
Okano otworzyła oczy i, z pomocą policjanta, wstała.
- Matsuda, zaprowadź ją do kuchni i daj jej wody – wydał polecenie L, nawet nie patrząc na dwójkę. – Wyjaśnij, co przed chwilą tu zaszło.
Policjant skrzywił się.
- Znowu się zaczyna… - mruknął pod nosem Tota, jednak mimo wszystko wykonał polecenie.
Kiedy drzwi się zamknęły, Aizawa zadał pytanie.
- Co teraz planujesz zrobić?
- Jeśli chodzi ci o to, czym będę się zajmował, zapewne wrócę do swojego zawodu sprzed śmierci. Będzie trochę trudno od nowa zbudować autorytet oraz zasięgi, jakimi dysponowałem przed śmiercią, jednak nie jest to niewykonalne.
- A co stanie się z Light’em?
- Właśnie, panie Aizawa. Nie możemy w nieskończoność trzymać go w stanie uśpienia. Myślę, że można go wywieść gdzieś w miarę daleko od Tokio, by zaczął nowe życie. Nie pamięta, kim był. Niech zbuduje wszystko od nowa.
Aizawa lekko się uśmiechnął.
- Gdyby Matsuda tu był, powiedziałby, że to dobry tekst do wykorzystania w trzeciorzędnej książce lub telenoweli.
- Bardzo możliwe, panie Aizawa.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz