Page 3:
Rodzina
Izumi
siedział przy biurku pochylony nad notatnikiem. Czarny długopis przesuwał się
po kartce, jakby był napędzany na silnik.
-
Pierwsze nazwisko jakie wpisałeś to Ryoko Ushiba. Kto to taki? - zapytał się Raito. Nadal znajdował się
na łóżku w kącie pokoju.
Katsumi
na chwilę przestał pisać.
-
To zabójca moich rodziców. – odpowiedział, po czym wziął się do dalszej pracy.
-
Możesz mi o nim więcej powiedzieć? Jak to się stało, że twoi rodzice zginęli?
-
Miałem wtedy 17 lat. Ryoko był przyjacielem rodziny. Często grał w karty z moim
tatą. Nie uprawiali hazardu. Grali od tak, dla przyjemności. Pewnego dnia tata
musiał powiedzieć coś o swoim majątku, który trzymał w ścisłej tajemnicy.
Prawdę mówiąc sam dowiedziałem się o nim dopiero po jego śmierci. Ryoko włamał
się do naszego domu. Wszedł do sypialni rodziców i żądał PIN-u do sejfu, w
którym tata trzymał pieniądze. On odmówił. Myśląc, że przestraszy moją mamę,
zastrzelił mojego ojca. Mimo to ona nic mu nie powiedziała. Zastrzelił również
i ją. Potem chciał zwiać. Jednak ja stanąłem mu na drodze. Zadzwoniłem na
policję. Udało mi się wytrącić mu broń z ręki. Resztą zajęli się
funkcjonariusze. Moja wówczas czternastoletnia siostra Tomiko bardzo rozpaczała
po utracie rodziców. Mimo to Ryoko odpowiedział tylko za włamanie.
-
Teraz rozumiem, dlaczego tak szybko odpowiedziałeś, kiedy spytałem się, czy
postępowałem słusznie.
Raito
spojrzał się w okno.
-
Musisz wpisać więcej takich osób.
-
Co?
-
Musisz wpisać więcej uniewinnionych zbrodniarzy. Nie możemy pozwolić, by ktoś
wpadł na nasz trop.
Izumi
zrozumiał, o co chodzi Yagami’emu. Zaczął wyszukiwać w internecie podobne
przypadki. Wpisał jeszcze kilka nazwisk, po czym również spojrzał się w okno.
Niebo
było piękne i gwiaździste. Takiej nocy wszystko wydawało się możliwe.
Nagle
na tle księżyca mignęła czarna sylwetka. Katsumiemu wydawało się, że był to
człowiek ze skrzydłami. Uznał to jednak z przywidzenie.
Do
czasu, gdy w oknie pojawiła się twarz.
*****
-
Jutro dokończysz statystyki, Matsuda. Tym czasem idź do domu.
Matsuda
podniósł wzrok znad kartki. Dodatkowe pięć lat sprawiło, że jego rysy stanowczo
zmężniały.
-
To ty, komendancie Aizawa.
-
Mówiłem ci, żebyś nie tytułował mnie komendantem. Poza tym jestem tylko
zastępcą. A tak w ogóle, jak ci idzie praca?
-
Został mi tylko ostatni miesiąc. To zabawne, jak w ciągu pięciu lat wzrosła
przestępczość. Znaleźliśmy największego kryminalistę na świecie, a ja musiałem
dokleić kartkę do wykresu. Ale to chyba normalna reakcja.
Aizawa
uśmiechnął się.
-
Widzę, że parę lat więcej w policji pozwoliło ci nabrać praktyki.
Matsuda
nie zdążył odpowiedzieć, gdyż rozległ się dźwięk telefonu.
Aizawa
podniósł słuchawkę.
-
Komenda główna policji. Przy telefonie zastępca komendanta Aizawa.
Upłynęła
chwila ciszy. W tym czasie warz Aizawy przybrała kredowobiały kolor.
-
Co się stało? – zapytał Matsuda, kiedy
zastępca komendanta odłożył słuchawkę.
-
W tokijskim więzieniu zmarło siedem osób. Wszystkie na zawał serca.
*****
- Co
się tak patrzysz? – Ryuk uśmiechnął się – Używałeś notesu shinigami, a teraz
się dziwisz, jak jeden przed tobą stanął?
- Przy
naszym pierwszym spotkaniu też się zapytałeś, czy byłem zdziwiony. Pamiętasz,
Ryuku? – powiedział Raito i stanął koło łóżka.
Ryuk
obrócił się. Przed nim stał Yagami. I na pewno był żywy.
-
Czemu się tak patrzysz? Wpisywałeś nazwiska ludzi, a teraz się dziwisz, jak
jeden przed tobą stanął?
Ryuk
był naprawdę zaskoczony. Przecież Yagami-kun powinien już nie żyć! Nawet jeśli
nazwisko nie trafiłoby do notatnika, on i tak by umarł.
-
Raito, jak to zrobiłeś? – zdecydował się zapytać – Nawet jeśli Katsumi użyłby
gumki, to i tak wykrwawiłbyś się na śmierć.
-
Gumki?
Dlaczego
Raito tak się dziwi?
-
To specjalna gumka. Tylko nią można wymazać czyjeś nazwisko z notatnika i
jednocześnie przywrócić go do życia. Była przymocowana srebrnym łańcuszkiem do
okładki.
-
No tak, użyłem jej. – powiedział Izumi. Zdążył już ochłonąć z pierwszego
wrażenia. – Wymazałem nazwisko, które było zapisane tym niewyraźnym pismem.
-
Nie moja wina, że nie umiałeś tego odczytać. – oburzył się Ryuk – Wszyscy
bogowie śmierci tak piszą.
-
Czy mógłbym zobaczyć tę gumkę? – zapytał się Raito.
Katsumi
podszedł do biurka. Wziął notatnik to ręki i …
-
Hej! Co się stało z łańcuszkiem?
Okładka
w pewnym miejscu miała rozdarcie. Łańcuszka, a tym bardziej gumki, nigdzie nie
było.
-
He he! Wygląda na to, że zgubiliście gumkę.
-
Nic się nie stało. I tak nie zamierzałem jej używać. – powiedział Raito –
Chociaż w razie czego mogłaby się przydać.
Ryuk
znów obrócił się w stronę Yagami’ego.
- Nie wyjaśniłeś mi.
-
Czego ci nie wyjaśniłem?
-
Jak wróciłeś do życia.
Raito
przez krótką chwilę milczał.
-
Katsumi wytarł moje nazwisko z notatnika.
-
Jakbym cię nie wpisał, wykrwawiłbyś się na śmierć.
Yagami
uśmiechnął się.
-
I właśnie w tym tkwi haczyk.
-
Nadal nie rozumiem.
Raito
znów usiadł na łóżku i oparł się o ścianę.
-
Bo widzisz, Ryuku, kiedy wpisywałeś moje nazwisko, ja miałem umrzeć. Wykrwawić
się na śmierć. Zdecydowałeś jednak, że umrę na zawał serca. Żeby do tego
doszło, rany nie mogłyby mnie zabić. Nie dożyłbym tych czterdziestu sekund, za
które miał nastąpić zawał. Powiedzmy, że notatnik mnie uleczył, bym mógł umrzeć
w sposób, który wybrałeś.
-
To ma sens. – Ryuk nie mógł wyjść z podziwu, jaki wywołała u niego teoria
Raito.
-
To nie wszystko, Ryuku. Po mojej śmierci Nate musiał zatuszować moje rany
postrzałowe. Znalazłem w internecie artykuł, w którym mówiono, że imię i
nazwisko Kiry zostały utajnione. Założę się, że jakby powiedzieć komuś z mojej
rodziny, że to ja zabijałem przestępców, nikt by nie uwierzył. Jednakże jestem
ciekaw, jak Nearowi udało się tak perfekcyjnie zasklepić rany. Nie został nawet
ślad. – Raito wyciągnął rękę w stronę Ryuka.
Faktycznie.
Nie było nawet blizny.
-
Nie miałem pojęcia, że wpisując cię do notatnika, tak naprawdę cię uratowałem.
-
Sam napisałeś, że shinigami nie wiedzą zbyt wiele o tym zeszycie.
-
To naprawdę niezwykłe. – powiedział Katsumi, o którego istnieniu Ryuk zdążył
zapomnieć.
*****
Tomiko
szła ulicą, przyglądając się witrynom. Przebiegła wzrokiem wystawę sklepu z
ubraniami i księgarnię, jednak nic ciekawego nie rzuciło jej się w oczy.
Skręciła
na główną ulicę. Jej oczom ukazał się wielki ekran z porannymi wiadomościami.
Mimo że do pierwszych zajęć było tylko dwadzieścia minut, postanowiła posłuchać,
co spiker mówi.
-
Ten przypadek nie jest osamotniony. – powiedziała blondwłosa reporterka –
Apelujemy, by nie okazywać ignorancji wobec takich ludzi. Oddaję głos do
studia.
Na
ekranie pojawił się obraz białego pokoju z kilkoma monitorami LCD. Przy stoliku
stał elegancko ubrany szatyn.
-
Mamy jeszcze jedną wiadomość. Dzisiaj w Japonii na atak serca zmarło
dwadzieścia sześć osób, w tym piętnaście przebywało w więzieniach, czterech to
potencjalnych podejrzanych oraz sześciu uniewinnionych, oskarżanych o
morderstwo. Tylko jedna osoba nie była notowana w policyjnych kartotekach.
Tomiko
zmarszczyła czoło. Czy nie było tak samo, kiedy miała trzynaście lat? Tamtego
czasu równie ginęli przestępcy, jednak L złapał mordercę zwanego Kirą.
Postanowiła
iść dalej. Cały czas rozmyślała, czy to możliwe, żeby ktoś znalazł sposób by
uśmiercać ludzi poprzez zawał serca, jednak nic racjonalnego nie przyszło jej
do głowy. To może to było cos irracjonalnego? Jakaś magia?
Tomiko
zaczęła się zastanawiać, co by zrobiła, gdyby umiała zabijać zawałem serca.
Nie,
ona nie umiałaby zabić.
Kira
to bezlitosny morderca, który myśli, że jeśli wybije wszystkich przestępców,
będzie bohaterem.
Nagle
w oczy rzucił jej się nagłówek gazety. „Przestępcy giną na zawał serca. Czy
Kira powraca?”
Tomiko
weszła do sklepu i wzięła gazetę z półki. Podeszła do lady. Zapłaciła
kasjerowi wyszła.
Artykuł
przeczyta w szkole. Za dziesięć minut zaczyna się pierwsza lekcja.
*****
Ryuzaki
wyszedł na ulicę. Postanowił pokręcić się po mieście i poszukać jakiejś pracy.
Obecnie
jednak myślał o czymś innym. Czy to przypadek, że wrócił na ziemię, a godzinę
później kryminalista zmarł na zawał serca? Był to jednak tylko jeden
przestępca. Możliwe, że to był przypadek. Coś mu jednak mówiło, by się nad tym
głębiej zastanowił, zanim wyciągnie jakiekolwiek wnioski.
Za
późno. Zdążył już wysnuć parę teorii.
Przechodził
właśnie koło sklepiku prasowego, gdy nagle zauważył tytuł jednego z artykułów w
gazecie.
„Zawały serca wśród przestępców”
L
wszedł do sklepu. Kasjer i kilku klientów spojrzało na niego z lekkim
zdziwieniem, lecz zignorował to. Podszedł do wystawy i wziął gazetę, która
przykuła jego uwagę. Zaczął czytać.
W nocy na przełomie dwudziestej drugiej
a pierwszej w więzieniach zmarło piętnaście osób. Większość odsiadywała wyroki
za zabójstwa, znęcanie się czy podpalenia, jednak nie ominęło to złodziei i
szantażystów. Oprócz tego zginęły cztery osoby czekające na rozprawę w sądzie
oraz sześciu uniewinnionych, oskarżanych wcześniej o zabójstwa.
Lista
zmarłych przestępców oraz
dalsza cześć
artykułu na str. 4
L
dowiedział się dokładnie tyle, ile chciał. Prawdopodobieństwo, że notatnik
wrócił na ziemię, wynosiło teraz około dziewięćdziesięciu procent, czyli było
praktycznie pewne.
N
powinien zacząć działać.
Wyszedł
ze sklepu i nie patrząc na nikogo poszedł dalej.
Zaczął
się zastanawiać, co by się stało, gdyby N jednak nie zajmował się tym. Wtedy on
musiałby wrócić do gry. Równałoby się to z powrotem do roli detektywa. W sumie
dlaczego nie? Tylko jak…
Stop!
Ryuzaki miał zajmować się czymś innym.
Nie
przeszedł piętnastu kroków, gdy jego problem został rozwiązany.
Na
tabliczce przy sklepie zoologicznym widniał napis:
Poszukuję
pracownika
*****
Hideki
Ookami, właściciel sklepu zoologicznego lekko się zdziwił, kiedy zobaczył
młodego mężczyznę, który właśnie wszedł do jego sklepu. Był on zgarbiony. Włosy
miał potargane we wszystkie strony. Co jednak najdziwniejsze nie miał butów.
-
Jestem tu w sprawie ogłoszenia. – miał spokojny, ale zdecydowany głos.
Na
oko był w wieku dwudziestu pięciu lat. Tyle samo miał jego najmłodszy syn.
Tylko że on miał prace w biurze, żonę i syna w drodze. Ten tutaj na pewno nie
był w takiej samej sytuacji.
Hideki
pomyślał o Sui. Dziewczyna pracowała u niego. Możliwe, że gdyby wtedy nie
potrzebował pomocy w sklepie, ona znajdowałaby się teraz w jakimś nieciekawym
towarzystwie.
Hideki
traktował Sui jak własną córkę. No, może nie całkowicie, ale prawie. Była dla
niego jak jeden z tych słowików. Szara i zwyczajna, ale tylko z pozoru. Jej
prawdziwy skarb znajdował się gdzie indziej.
Hideki
zaprowadził go na tyły sklepu. Sam do końca nie wiedział, dlaczego ufa temu
chłopcu.
Zaprosił
go do pokoju pomalowanego na biało. Jedynym wyposażeniem znajdującym się tu
była kanapa, fotel, komoda i mały stolik. Duże okno wychodziło na ogródek.
Dawało ono mnóstwo światła.
Ookami
gestem zaprosił młodzieńca, by usiadł na fotelu, sam zaś znalazł sobie miejsce
na kanapie.
-
Chciałbym na początku dowiedzieć się, jak się nazywasz. – Hideki starał się nie
zwracać uwagi na sposób siedzenia rozmówcy.
-
Ryuzaki. – powiedział – Może mi pan mówić Ryuzaki.
-
Ja zaś nazywam się Hideki Ookami i jestem właścicielem tego sklepu. Masz może
przy sobie jakieś dokumenty?
-
Niestety nie.
To
się czasem zdarza.
-
Skończyłeś może jakąś szkołę?
- Nie
mam dyplomów, ale skończyłem kilka.
-
Nie obchodzą mnie dyplomy, tylko co masz w głowie. – powiedział Hideki z
uśmiechem – Potrzebny mi ktoś do prowadzenia księgowości.
Ookami
wiedział, że to wariactwo brać kogoś z ulicy, nie znając go i dawać mu od razu
wszystkie swoje dane osobowe, ale jakoś ufał temu chłopcu.
-
Rozumiem. Myślę, że mógłbym spróbować.
-
W takim razie, czy mógłbyś uzupełnić to? – Hideki podał Ryuzakiemu zeszyt i
dwie kartki z banku. – Muszę przelać na konto pewnej osoby pieniądze, ale nie
mogę się doczytać, co tam pisze w podpunktach. Zacząłem już uzupełniać jedno.
Jakbyś się pomylił, masz drugi arkusz. Wszystkie informacje znajdziesz w
zeszycie.
Ryuzaki
zabrał się do pracy.
Hideki,
mimo zaufania, które wzbudził w nim chłopiec, nie podał mu prawdziwych danych.
Nie zamierzał ryzykować, że ktoś może je wykorzystać. Jeśliby komuś zależało
tylko na nich, do dyskretnie je spisze, potem narobi takich błędów, żeby go na
pewno nie przyjęli, a potem się ulotni. Tak bynajmniej zrobiłby on.
Po
jakimś czasie Ryuzaki oddał kartki.
W
uzupełnianej przez Hidekiego części znajdowały się dwa błędy zrobione
specjalnie. Do miała być forma testu.
Ookami
zaczął sprawdzać arkusze. Chłopak wyłapał te dwa błędy. Potem porównał dane z
zeszytem. Wszystko było wykonane bezbłędnie.
-
Masz tą robotę, młody.
*****
Katsumi
rzucił torbę na biurko. Po blacie potoczyło się kilka długopisów.
-
Już wróciłeś?
Izumi
spojrzał w stronę łóżka. Raito siedział przed laptopem i spisywał imiona w
notatniku.
-
Jest szesnasta.
-
Już?
Katsumi
zajrzał Yagami’emu przez ramię. Na ekranie laptopa była lista dzieci od
jedenastego do piętnastego roku życia.
-
Kim oni są?
-
To dzieci z Wammy House, organizacji, która próbuje stworzyć zastępcę L’a, a
raczej Near’a. Udało mi się ustalić tylko tyle osób.
-
I chcesz tak ich po prostu zabić? Nie będziesz miał wyrzutów sumienia?
Katsumi
podskoczył, słysząc wypowiedź tuż koło swojego lewego ucha.
-
Ryuk, zapomniałem, że tu jesteś.
-
Jeśli o to chodzi, Ryuku, to faktycznie trochę mi ich żal. Ale oni nam
zagrażają. Każdy z nich będzie chciał zatrzymać mnie za wszelką cenę.
-
A jak w ogóle dostałeś ich dane? Przecież z tego co mówiłeś, wynikało, że ich
nazwisko zna tylko kilka osób. Do tego każda z nich nigdy go nie ujawni. Nie
mówiąc o ich twarzach. – zdziwił się Katsumi.
- To przecież utalentowane dzieci, nie? Część
z nich była kiedyś w innych sierocińcach. Ten tutaj, Albert McGonagal w wieku
dziesięciu lat obalił teorię Einsteina. Kilka miesięcy później jego rodzice
zmarli w wypadku. Od tej pory się o nim nie słyszy.
-
Rozumiem. – powiedział Ryuk – Wystarczyło teraz znaleźć podobne przypadki.
-
Dokładnie.
-
A co z tymi, których nazwisk nie znajdziesz w internecie? – zapytał się
Katsumi.
-
To akurat było proste. Spójrz na wpisy.
Izumi
chwycił notatnik. Zaczął czytać.
Albert McGonagal Uduszenie gazem
Zrobić listę sierocińców
Zdobyć nazwiska i zdjęcia wszystkich
wychowanków sierocińca
Wysłać na adres abc@go.com
Dzień później, 15 maja o godzinie 2300
umrzeć z powodu wycieku gazu.
-
Zdaje mi się, że pominąłeś jeden szczegół. – odezwał się Ryuk.
-
Jaki?
-
Jak ta osoba pomyśli o tym by wysłać te dane na ten, konkretny adres.
-
Strona wcześniej.
Izumi
cofnął się na wcześniejsze wpisy.
Dan Hodges
Zaproponuje Albertowi McGonagal układ
opierający się na wysłaniu danych wszystkich wychowanków z sierocińca na adres abc@go.com w zamian za pewną sumę pieniędzy. Umrze z powodu
wypadku 16 maja.
-
A jak z kolei on wpadnie, by zaproponować mu takie coś?
-
Skontaktowałem się z nim.
-
Co?
-
Wiedziałem, że nie odmówi. Był karany za drobne przekręty i małe wyłudzenia.
Byłem pewien, że jeśli zaproponuje mu pieniądze w zamian za przekonanie
dzieciaka, nie odmówi. Podobnie jest z innymi sierocińcami.
- A
dlaczego wycieki gazu i wypadki?
-
To jest już dużo prostsze. Wielu ludzi mnie popiera. A co, jeśli by się
okazało, że Kira zabija dzieci z sierocińca? Jak by ludzie o mnie myśleli?
-
Wiesz co? Ty jednak jesteś prawdziwym geniuszem.
*****
-
Hej! Widziałaś gdzieś Ryuzakiego? – spytała Sui, po czym usiadła na łóżku.
-
Nie mam pojęcia, gdzie on jest. – Aiko przekręciła stronę w książce – Ale po co
się przejmujesz? Jeden problem mniej.
-
W sumie chyba masz rację. Znałam go tylko kilka minut, a już zaprosiłam go do
siebie. Byłam nierozsądna. – Sui wzruszyła ramionami – Ale jeśli zawsze
będziemy kierować się rozsądkiem, to życie stanie się nudne.
-
Sprawdzałaś, czy nic ci nie zginęło?
-
Nie. A co?
-
Mógł być złodziejem.
Sui
dopadła swoją szufladę. Zaczęła sprawdzać, czy wszystko jest na miejscu.
-
Spokojnie, zrobiłam to za ciebie.
-
Zaglądałaś do moich rzeczy?
-
No ba. Myślałam, że nie mamy tajemnic.
-
Bo nie mamy. Ale i tak nie powinnaś zaglądać.
-
Wiem. Myślałam, że nie będziesz miała nic przeciwko. W końcu mieszkamy razem w
pokoju. Znam listę twoich rzeczy na pamięć.
-
Czyżby?
-
Tak. Laptop i akcesoria do niego na spółkę ze mną, czarna bluza, zegarek z
pchlego targu, czerwona torebka, bluzka z logo zespołu…
-
Dobra, wierzę.
Aiko
spojrzała na zegarek. Była 1642. Włożyła zakładkę pomiędzy strony,
po czym wstała z łóżka. Zarzuciła na siebie kanarkowo żółtą bluzę, założyła
adidasy i podeszła do drzwi.
-
Zbieraj się. Za chwilę siedemnasta, a ty nic nie robisz. Niedługo masz być w
tym swoim sklepie zoologicznym.
*****
-
Przepraszam za spóźnienie. – wydyszała Sui, gdy tylko weszła tylnymi drzwiami
na składzik. Mimo że nie była najgorsza z WF-u, nie lubiła biegać.
-
Jakie spóźnienie? – zapytał ją siwowłosy staruszek spoglądając na zegarek –
Jesteś dwie minuty przed czasem.
Ookami
podszedł do niej i przestawił zegarek Wskazywał teraz 1658.
-
Dzisiaj trzeba się zająć układaniem na półkach nowej dostawy. – właściciel wskazał na kartony koło wejścia
do sklepu – Pomoże ci nowy pracownik, którego dziś zatrudniłem.
- Nowy?
-
Potrzebny był ktoś do druczków.
-
Przecież ja to mogłam robić
-
Ty masz jeszcze szkołę. Nie możesz jej zaniedbać.
-
Masz rację, Ookami-san – powiedziała po chwili namysłu – A kto to ten nowy?
-
Poznałem go dopiero dzisiaj.
-
I od razu pozwoliłeś wypełniać woje dane osobowe Ookami-san?
- W
sumie tak. Jak to ty mówisz? „Jeśli zawsze będziemy kierować się rozsądkiem, to
życie będzie nudne.”
Ookami
zniknął za drzwiami. Sui chwyciła pudełko i podeszła do regału. Zaczęła układać
karmę dla kotów.
Czyżby
Ookami-san jej nie ufał? Chyba bardziej był jej dziadkiem niż szefem. A może po
prostu miał przeczucie? Może po prostu wiedział, że temu człowiekowi można
zaufać? Tak jak ona czuł, że po prostu powinien to zrobić?
Czarny
kot z opakowania przyglądał się jej z lekkim rozbawieniem. Dziewczyna, która
nie wierz w przeznaczenie, nagle zaczyna nim tłumaczyć swoje zachowanie.
Przecież to niemożliwe, że coś z góry ma się wydarzyć. Ludzie są kowalami swego
losu. To ich decyzje w pływają na teraźniejszość czy przyszłość.
Sui
położyła trzy kolejne saszetki na półkę. Kot patrzył się teraz z większym
zrozumieniem.
-
O Boszzz… chyba nie zamierzam sugerować się wzrokiem wydrukowanego zwierzaka! –
krzyknęła w myślach.
Chwilę
później usłyszała skrzypnięcie drzwiami. Ktoś wszedł od strony zaplecza.
-
Chyba już pana rozumiem, Ookami-san. Ja tez ostatnio zrobiłam coś podobnego.
Sui
spojrzała się w stronę drzwi. Zdała sobie sprawę, że to nie był Ookami. W
drzwiach stał Ryuzaki.
*****
Drzwi
do pokoju gwałtownie się otworzyły. Stanęła w nich czarnowłosa, około
dwudziestoletnia dziewczyna.
-
Co o tym myślisz, Nii-san?! – krzyknęła, wchodząc do pokoju i ciskając gazetę z
wielkim nagłówkiem „Czy Kira powraca?” na biurko – Sorry, że weszłam bez
pukania.
-
Nic się nie stało, Tomiko. – Izumi odłożył laptopa na bok i wstał od biurka –
Tylko następnym razem zrób to, za nim wejdziesz.
-
Postaram się. Od kiedy nie mieszkamy razem, nie mogę się przyzwyczaić, żeby do
ciebie pukać. Czuję się, jakbym szła do koleżanki, nie do brata. – jej zielone
oczy penetrowały pomieszczenie – Nie wiedziałam, że masz gościa.
Nieznajomy
spojrzał się w ich stronę, po czym odłożył książkę na bok i wstał.
-
Raito Yagami. – przedstawił się, wyciągając do niej rękę – Kanji od tsuki
(księżyc 月), ya
od yoru
(noc 夜) i
gami on kamisama (bóg 神).
-
A ja nazywam się Tomiko Izumi i jestem siostrą Katsumiego. Kanji od tomi
(bogactwo富) ko od (dziecko 子), a nazwisko od izumi (fontanna泉).
-
Ja i Raito postanowiliśmy razem mieszkać.
Tomiko
otworzyła szeroko oczy.
-
Tylko na czas studiów. Uznaliśmy, że wyjdzie taniej.
Siostra
jeszcze przez moment prześwietlała o wzrokiem. W pewnym momencie uznała, że nie
kłamie i powiedziała o artykule, który
wzbudził w niej zainteresowanie.
-
Może usiądziemy? – zaproponował Raito.
Po
chwili cała trójka znalazła sobie miejsce na jednym z dwóch łóżek w pokoju.
Tomiko podała gazetę Katsumiemu.
-
Słyszałeś już?
-
A kto nie słyszał? U nas na studiach na okrągło o tym gadaliśmy. Widzisz, każdy
z nas pamięta czasy Kiry. Byliśmy wtedy wychowywani. Zawsze się zastanawiałem,
co by było, gdyby to wszystko wróciło.
-
Ja osobiście mam nadzieję, że to tylko zbieg okoliczności. Wyobraźcie sobie
taką moc w rękach człowieka.
-
Ja sobie wyobrażam. – powiedział Raito – Ten człowiek byłby najpotężniejszą
osobą na kuli ziemskiej. Osobiście uważam, ze robi dobrze, tak wykorzystując
swoje moce. Wymierza karę złym, których nie dosięgło ramię sprawiedliwości.
-
Ale przecież ludzie umierali w więzieniach!
-
To tez prawda. Ale nie uważasz, że tak jest dobrze? Oni po jakimś czasie by
wyszli. Wróciliby do swoich „zajęć”. Wyobraź sobie, że ktoś zamordował twoich
rodziców. Nie wierzę, żebyś przebaczyła.
W
oczach Tomiko pojawiły się łzy.
-
Co się stało?
-
I ty się pytasz, co się stało? Ty cholerny pacanie pytasz, co się stało?
Raito
nagle poczuł ciepło na policzku. Od siły uderzenia upadł na podłogę.
Tomiko
trzasnęła drzwiami do pokoju i wyszła.
-
Biegnij za nią! Później mi nawrzucasz! – krzyknął Raito do Katsumiego, który
naprawdę się zdenerwował.
Po
sekundzie drzwi zamknęły się również za Izumim.
Raito
przyłożył obie rękę do policzka, po czym wstał. Chwycił z łóżka czarny notes i
wrzucił go do torby. Za wszelką cenę nie mógł pozwolić, by Tomiko go dotknęła.
Policzek
zaczął go piec jeszcze bardziej. Siostra Katsumiego miała naprawdę ostre
paznokcie.
Zszedł
do łazienki i opatrzył sobie rozcięcie. Tomiko miała naprawdę mocne uderzenie.
Uwagi
Jak znam życie, zaraz znajdą się ci,
którzy powiedzą: „Przecież jeśli Ryuk uratował Raito, to powinien sam zginąć”.
Otóż nie. Ryuk nie miał świadomości, że ratuje Raito. Rem nie uratowała Misy
bezpośrednio przed śmiercią, lecz miała świadomość, że ją ratuje. Na tym polega
różnica (jeśliby było inaczej, to Rem by nadal żył).
