czwartek, 10 września 2015

Page 2 - Atak

No dobra. Dodaję drugi rozdział. Prace nad trzecim idą dość marnie, jednak w najbliższym czasie powinien się pojawić.



PAGE 2: ATAK

- To jakieś wariactwo. – szepnął do siebie Katsumi, idąc za Yagamim. Raito poruszał się mało zaludnionymi ulicami by, jak powiedział, zobaczyło go jak najmniej osób.
- Dlaczego nie możemy iść główną? – Izumi zwrócił się do Yagami’ego - Nikt cię przecież nie zapamięta.
Raito, nie przerywając (dość szybkiego) spaceru, przewrócił oczami.
- Zbyt bardzo rzucam się w oczy. Zwykle wyglądający człowiek nie jest niczym zjawiskowym, ale mężczyzna w garniturze z potarganymi włosami, grudkami brudu i cuchnący cmentarzem już tak. Takich ludzi się zapamiętuje.
Katsumi szedł w milczeniu. To było nazbyt oczywiste. Jak mógł być aż tak głupi?
Potem naszła go inna myśl. Mianowicie: dlaczego wlecze się za tym człowiekiem? To on trzyma teraz notatnik. Mógłby przejść przez boczną uliczkę na główną. Zeszyt wypróbowałby w domu. Jest już po dwudziestej pierwszej. Ta upierdliwa dziewczyna nie powinna go wypatrywać…
Ej! A dlaczego on to tak poważnie traktuje? To tylko głupi zeszyt z wpisanymi, wymyślonymi zasadami. Notatnik z taka mocą nie ma prawa istnieć.
W tym momencie Raito zatrzymał się. Izumi miał wrażenie, że Yagami słyszał jego myśli.
- Ty nadal nie wierzysz mi do końca.
Było to raczej stwierdzenie niż pytanie.
Ten człowiek chyba faktycznie czyta w myślach.
- Nie szkodzi. Zapewne jakbym spotkał na ulicy kogoś takiego jak ja, uznałbym go za wariata.
Yagami uśmiechnął się lekko.
- W takim razie uważam, - kontynuował Raito – że powinniśmy rozwiać wątpliwości. Znajdź, proszę, odbiornik telewizyjny nastawiony na wiadomości.
- Nie muszę. Mam telewizję w telefonie.
Raito rozejrzał się.  Dwa mieszkania dalej stał budynek do rozbiórki.
Izumi podążył za jego wzrokiem i wnet pojął, o co chodzi Yagami’emu.
- Też myślę, że to dobre miejsce, by się ukryć. – powiedział.
Katsumi rozumiał dlaczego powinni się schować. Sam do końca nie wiedział, jakby się zachował, jeśli notatnik okaże się prawdziwy. Poza tym Raito i tak zwraca zbyt dużą uwagę.
Weszli przez rozwalone drzwi do środka budynku.  Minęli przedpokój. Wyszli na korytarz. Otworzyli drugie drzwi na prawo i usiedli przy ścianie koło okna.
- Podaj mi notes. – powiedział Raito.
Katsumi otworzył torbę. Wyjął zeszyt i podał go Yagami’emu.
- Nastaw program na wiadomości. Ja jeszcze muszę coś zrobić.
Raito chwycił długopis, który przed chwilą znajdował się przyczepiony do tylnej okładki. Otworzył zeszyt. Jego oczy znowu podeszły czerwienią.
Izumi w tym czasie nastawił program na Sakura TV.
- Nadają teraz jakąś transmisję. Ktoś podłożył bombę po budynek mieszkalny i domaga się miliarda jenów.
Katsumi spojrzał na Yagami’ego. Raito właśnie oderwał długopis od kartki.
- Za dwie minuty będę mógł pokazać ci jego działanie.
- Dlaczego dopiero za dwie?
- Po tym czasie umrze ktoś, do kogo wiadomość o zawale serca nie może trafić.

*****

- Czyli to jednak on?
- Tak, powinien być teraz na lotnisku w Tokio. – w siedzibie szefa FBI rozległ się zmieniony komputerowo głos. – Moi ludzie już się tym zajęli.
Steve Mason był lekko zaskoczony. Już od pięciu lat pracuje z N, ale i tak on nie przestaje go zadziwiać.
Po drugiej stronie monitora siedział białowłosy chłopiec, a właściwie już młody mężczyzna. Przypadkowa osoba dałaby mu najwyżej siedemnaście lat. Tymczasem minęły jego dwudzieste czwarte urodziny.
Przed nim leżało 8 równo ułożonych stosów kart. Near właśnie zaczynał nową rundę Pasjansa.
- Chciałbym pana również poinformować, że postanowiłem zrobić sobie krótkie wakacje. Jeśli się będzie działo coś na tyle poważnego, że będzie wymagało mojej interwencji, na pewno skontaktuję się z panem.
- Rozumiem. A co, jeśli ja będę się chciał z panem porozumieć?
- Nie będzie takiej potrzeby. Proszę się nie martwić; wkroczę do gry w odpowiednim momencie. Na dzisiaj to już wszystko.
- Rozumiem. Do widzenia.
- Do widzenia.
Ekran laptopa rozświetlił się ikonami znanych folderów.
Nadeszło kolejne połączenie. Near, nie przerywając gry, odebrał je.
- Wszystko poszło zgodnie z planem. – powiedziała blondynka w okularach przeciwsłonecznych – Sprawca został schwytany i oddany w ręce policji.
- Sprawdziliście funkcjonariuszy? – spytał Nate, kładąc siódemkę kier na ósemkę trefl.
- Tak. Wszyscy byli czyści. Chris odprowadza ich teraz skuterem. Będzie go pilnował aż do jutrzejszej rozprawy.
- Dobrze się spisaliście. Po tej sprawie postanowiłem zrobić sobie małe wakacje. Nie będzie się można ze mną skontaktować.
- Rozumiem. Rozłączam się.
Na ekranie laptopa znów pojawił się pulpit.
W tym czasie Nate’owi udało się zebrać wszystkie kiery. Przed chwilą zamknął ostatnia sprawę, nad którą pracował. Już od jakiegoś czasu planował wakacje. No bo przecież ile można łapać przestępców?
Trefle tez już były w komplecie.
W sumie, jeśli zniknie na tydzień czy dwa, świat się nie zawali.
Near skończył układać również i piki. Wziął do ręki ostatnią kartę: króla karo. Miał go właśnie położyć na resztę kart i tym samym zakończyć grę, gdy ból ścisnął go w klace piersiowej. Nate chwycił się za serce i bezwładnie upadł na ziemię.
Król karo wypadł mu z ręki. Ta gra już nigdy nie mała być dokończona.

*****

Raito podał Katsumiemu zeszyt.
- Wystarczy, że wpiszesz jego nazwisko, a on w ciągu 40 sekund umrze na zawał serca.
Izumi przytknął długopis do kartki. Zawahał się.
- Ale, jeśli on faktycznie umrze, to czy będę mordercą?
- A czy twoim zdaniem Kira nim był?
Katsumi zamyślił się przez chwilę. Do jego głowy powróciły obrazy rodziców. Przypomniał mu się moment, kiedy Ryoko Ushiba ich zabijał, a potem jego szyderczy uśmiech, gdy wychodził z sali rozpraw.
- Uważam, że Kira postępował słusznie. – odezwał się w końcu – Niektórzy ludzie zasługują na śmierć. Plamią ręce krwią niewinnych. Tacy ludzie nie powinni chodzić po ziemi.
Szybkim ruchem zapisał imię sabotażysty. Jeśli notatnik nie działa, zrobił z siebie tylko pośmiewisko, ale jeśli to wszystko prawda, będzie mógł ukarać zabójcę swoich rodziców. Kto wie… Może nawet stanie się następcą Kiry?
Trzydzieści cztery… trzydzieści trzy…trzydzieści dwa…
Jeszcze trochę, a będzie pewny, czy notatnik działa.
Dwadzieścia pięć… dwadzieścia cztery… dwadzieścia trzy…
A co, jeśli to wszystko jest kłamstwem, a on robi sobie zbyt wielkie nadzieje?
Siedemnaście… szesnaście… piętnaście…
Sabotażysta wyszedł na dach budynku.
- Wasz czas na złożenie kasy minął!
Dziewięć… osiem… siedem…
- A co jeśli damy dwa miliardy jenów? – krzyknął jeden z reporterów.
Cztery… trzy…
-Niech będzie. Macie czas do…- sabotażysta zamilkł i złapał się za serce. Pilot odpalający ładunek spadł dwadzieścia metrów w dół i roztrzaskał się o chodnik.
Tymczasem sabotażysta rzucał się jeszcze przez chwilę, po czym potknął się o krawędź dachu i skończył na asfalcie.
Zaraz podbiegł do niego medyk. Przez moment badał zwłoki, po czym napisał coś na kartce i podał policjantom.
Minutę później odezwał się reporter.
- Mamy najświeższe wiadomości! Sabotażysta zmarł prawdopodobnie na atak serca!

*****

- Chyba do reszt zwariowałam. – pomyślała Sui, idąc korytarzem do swojego pokoju. Podążał za nią dość młody, lecz z pewnością dorosły mężczyzna. Chodził zgarbiony, co niwelowało jego wzrost.
- Jest. Ostatni pokój na pierwszym piętrze. – powiedziała głośno Okano i nacisnęła klamkę.
Oślepił ich na chwilę blask światła dochodzącego z pokoju. Wnętrze nie było duże, ale za to przytulne. Ściany były pomalowane na cytrynowy kolor. Po lewej stronie od drzwi stała komoda, która – jak mówiła Aiko – pamiętała czasy drugiej wojny światowej.  Mimo to Sui ją lubiła. Po drugiej stronie pokoju znajdowało się małe biurko. Razem ze stojącym obok niego krzesłem komputerowym (oczywiście tym najtańszym) tworzyło ciekawy zestaw. Na wprost drzwi znajdowało się okno.  Koronkowa firanka, zapewne z czasów komody, była bardziej szara niż biała. Po obu stronach okna stały dwa piętrowe łóżka. Pomiędzy nimi ustawiono mały stolik, na którym stał laptop.
- Sui! Nareszcie jesteś! – przywitał Okano znajomy głos – Nawet sobie nie wyobrażasz, jaka zżerała mnie ciekawość, kiedy napisa…
Aiko Date, blondynka średniego wzrostu, przerwała swoją tyradę. Z otwartymi szeroko brązowymi oczami patrzyła się na osobę, która weszła za Sui do pokoju.
- Kto to jest? – zapytała półgłosem przyjaciółkę.
- Właśnie w jego sprawie do ciebie pisałam. A teraz idź i zamknij drzwi, bo jeszcze ktoś nieproszony tu wejdzie.
Aiko z niekrytym zdziwieniem wykonała prośbę koleżanki.
Sui w tym czasie zabrała laptopa ze stolika i odłożyła go na komodę.
- Kupiłam go na spółkę z Aiko w tamtym roku. – wytłumaczyła – Obie mamy prace dorywcze. Jen do jena i się uzbierało. A! Zapomniałam przedstawić: to jest Aiko Date, moja przyjaciółka.
- Możesz mi mówić Ryuzaki. – odezwał się brunet, „siedząc” już na krześle przy biurku.
- Jesteś pewna, że on nie jest z psychiatryka? – spytała prawie niedosłyszalnym szeptem Aiko.
- Przecież sprawdzałaś wszystko, nawet zakład dla ćpunów. Moim zdaniem to bezdomny.
- Ale to nie jest powód, by go tutaj przyprowadzać. Jaki miałaś w tym cel?
- Nie wiem. – ucięła Sui i dodała na głos - Przydałoby się, byś doprowadził się do porządku. Ja i Aiko skombinujemy ci jakieś ciuchy, a ty tu przez chwilę poczekasz, zgoda?
Ryuzaki prawie niezauważalnie skinął głową.
Dziewczyny wyszły na korytarz i skierowały kroki w stronę schodów.
- Ja bym z nim uważała. – powiedziała Aiko.
- A ja czuję, że może z tego wyniknąć coś ciekawego.
- A jak go spotkałaś?
Sui po krótce opowiedziała, co się wydarzyło na cmentarzu.
- Ale żeby tak wyjść z grobu???
- Mnie też to się wydało dziwne.
- A może go zamknęli żywego w trumnie?
- Nagrobek jest z dwa tysiące czwartego roku. Gdybym ja co jakiś czas tam nie sprzątała, to byłby już zniszczony. W sensie jeszcze bardziej, niż teraz. Wątpię, że cos takiego miało miejsce.
Sui zatrzymała się przed drzwiami do kuchni.
- Widzimy się w pokoju. – szepnęła do Aiko i zajrzała przez dziurkę od klucza. Kucharka spała w najlepsze.
Okano otworzyła drzwi i na palcach przeszła do regałów.
Zaczęła się zastanawiać, skąd Ryuzaki wziął się w tym grobie. Na pewno nie poszedł go okraść, bo wtedy nie musiałby wyważać płyty. Nie mogli go również zamurować, bo klej ewidentnie był stary i kruchy. Może się podkopał? Nie wyważyłby płyty. A jak tunel się zawalił? Łatwiej było go odkopać, niż rozwalać grób.
To co on tam, do cholery, robił?

*****

Gdy tylko drzwi się zatrzasnęły, Ryuzaki wstał i wziął laptopa z komody. Musiał się zorientować, jakie zmiany zaszły podczas jego „nieobecności”. Czy szef FBI się zmienił? Kto zajął jego miejsce: Mello czy Near? I najważniejsze: czy Raito został złapany?
Dla niego było zupełnie jasne, że Yagami-kun to Kira. Rem wpisał jego imię, kiedy chciał sprawdzić notatnik. Gdyby okazało się, że zasada trzynastu dni jest fałszywa, jedynym podejrzanym byłaby Amane. Rem’owi widoczne zależało na Misie. Chciał zapewne w ten sposób ją ochronić. Wniosek: Amane to Kira, a zasada trzynastu dni jest fałszywa. Misa jest jednak zbyt głupia, by ukrywać się przez tak długi czas. I nie miała jak dostać się do danych policyjnych. Raito musiał nią sterować. Yagami-kun i Amane zaczęli chodzić ze sobą mniej więcej wtedy, gdy pojawił się drugi Kira. Wniosek: Raito to Kira, a Misa to drugi Kira.
Mimo że Windows przez jedenaście lat zmienił się nie do poznania, podstawy zostały te same. L nie miał problemu z wejściem na komputer Sui i połączeniem się z internetem. Otworzył wyszukiwarkę i wpisał hasło „sprawa kiry”. Wyskoczyło 3 247 836 091 wyników. Wszedł w pierwszą wyszukana witrynę i zaczął czytać. Artykuł pochodził z 2010 roku.

„Wg. danych przedstawionych przez policję, morderca znany jako Kira zmarł wczoraj. Został pokonany przez połączone siły japońskiej policji i stowarzyszenia SPK (złożonego z agentów FBI) pod dowództwem L’a. Po walce trwającej od 2003 roku udało się złapać najgroźniejszego mordercę na świecie.
Sposób działania Kiry, jak również jego dane osobowe, zostały utajnione.  – „To jedyny sposób, by nie dopuścić do ponownych ataków.” – mówi Aizawa-san, jeden z działaczy policji – „Twarz i nazwisko Kiry są utajnione, by chronić jego niczego nie świadomą rodzinę. Najbliższe osoby nie miały pojęcia o jego działaniach.”
Po wszystkich wydarzeniach L postanowił przekazać pałeczkę jego zastępcy N’owi, a sam udać się na emeryturę.

- Czyli do oficjalnych wiadomości nie podano informacji o mojej śmierci. Near w ten sposób chciał uniknąć niepotrzebnego szumu. Z drugiej strony mogła o to poprosić policja. – pomyślał L – Od mojej śmierci minęło sześć lat, zanim Kira został złapany. Liczyłem, że Aizawa-san domyśli się, co jest grane. Ale skoro ja żyję, jest to możliwe, że Raito również? To zależy jak zginął. Jeśli został wpisany do notatnika tak jak ja, to istnieje piętnaście procent szans, że żyje, lecz jeśli umarł w jakikolwiek inny sposób, to prawdopodobieństwo maleje do jednego procenta. Mimo że oficjalnie przeszedłem na emeryturę, nie powinienem ujawniać, że żyję. FBI i ICPO zapewne wiedzą o mojej śmierci. Tak samo japońska policja. Czy powstały przeciek w tych agencjach? Prawdopodobieństwo wynosi pięćdziesiąt jeden procent.
Pytanie numer dwa: co z Mello? Jeżeli pałeczkę przejął N, to on zapewne się wściekł i chciał złapać Kirę na własną rękę, by udowodnić, że jest lepszy od niego. Jeśli Near dowodził SPK (bo japońskiej policji na dziewięćdziesiąt procent Raito), to w takim razie komu przewodził Mello?
L wpisał w wyszukiwarkę kryptonim swojego drugiego zastępcy i, jak się spodziewał, nie wyszukano nic sensownego. Zaczął więc sprawdzać ważniejsze sprawy. Szefem FBI był nadal Steve Mason. N musiał powiedzieć mu o jego śmierci, by uzyskać jego pomoc.
Jeszcze przez kilka chwil sprawdzał wiadomości, po czym zaczął testować, na ile jego informatyczne możliwości osłabły w starciu z rozwojem techniki.

*****
Sui wychodziła z kuchni z tacą pełną naleśników. Pewnie miały być przeznaczone na jutrzejsze śniadanie, ale co tam. W kuchni stało jeszcze z dziesięć takich samych tac. Sui mogła się założyć, że nie tylko ona nie jadła kolacji. Aiko pewnie nic nie przełknęła.
Kiedy zamykała drzwi zdawało jej się, że kucharka lekko się poruszyła. Nie zwróciła jednak na to większej uwagi.
Nie zdążyła zrobić pięciu kroków, gdy koło niej zmaterializowała się Date.
- Po co ci tyle naleśników?
Sui nie była zaskoczona nagłym pojawieniem się swojej przyjaciółki. Przywykła już do tego.
- Na kolację. Mogę się założyć, że nic nie jadłaś. Prawdopodobne nasz gość też.
- Ufasz mu? – spytała Aiko po krótkiej chwili.
Sui zastanowiła się.
- Myślę, że nie mam powodu, by mu nie ufać.
- Dziewczyno! Ty ledwo go znasz!
- Ale widzę coś w jego oczach. Coś, czego nie miała żadna ze spotkanych przeze mnie osób.
- To tylko dlatego, że nie widać jego tęczówek! – mówiła Aiko nie kryjąc emocji – To sprawia, ze wygląda jeszcze bardziej podejrzanie.
- Nie chodzi tu o jego tęczówki. Coś w nim jest. Czuję, że to ktoś wyjątkowy.
- Wyjątkowy! Wygląda jakby uciekł z zakładu dla ćpunów albo dla obłąkanych. Jeśli w twoim mniemaniu to wyjątkowość, to ja wolę być całkowicie normalna.
Okano westchnęła. Czy Aiko zna definicję słowa „intuicja”? Niektórych rzeczy jest się pewnym. Nie ma na to logicznego wytłumaczenia.
- Lepiej myśl, jakie jest hasło do Wi-Fi dyrki. – kontynuowała Aiko – Kagawa-kun pożyczył te ciuchy pod warunkiem, że podamy mu kod w ciągu tygodnia. – mówiąc to skinęła na stare jeansy i białą koszulkę, które niosła na rękach.
- Nie mogłaś pójść na inny układ? Pamiętasz, jak ostatnio zgodziłyśmy się na coś takiego?
- Nie musisz mi przypominać. – Date wzdrygnęła się – Było do wyboru to lub tydzień dyżuru w łazience zamiast niego.
- … który nam grozi, jeśli nie zgadniemy hasła. – dodała w myślach Sui i otworzyła łokciem drzwi do pokoju.
Pierwszym co zobaczyła, był Ryuzaki „siedzący” na krześle przed biurkiem i zawzięcie piszącym coś na klawiaturze laptopa.

*****

Strumień wody uderzył w jego plecy. Zdrętwiałe mięśnie zaczęły się powoli rozluźniać.
Ryuzaki zastanawiał się, co powinien teraz zrobić. Pozostaje zagadką, jak powrócił z zaświatów. Prawdopodobnie to się nigdy nie wyjaśni. Near zadbał, by o jego śmierci dowiedziało się dokładnie tyle osób, ile trzeba. Nie byłoby mowy o podszyciu się pod niego, co jest równoznaczne z tym, że nikt by mu nie uwierzył, jeśliby powiedział o tym, że żyje. A może wie o tym mniej osób, niż podejrzewa? W razie pojawienia się fałszywego L’a, N mógłby się z nim skonfrontować i udowodnić, że ktoś próbował się pod niego podszyć. W takim razie jakie osoby na pewno o tym wiedzą? Ludzie organizacji której dowodził i FBI. W innych przypadkach nie było konieczności informowania o jego śmierci.
Teraz chyba powinien się skupić na szukaniu domu oraz pracy. Zacząć wszystko od nowa. Tylko co to znaczy? Przez całe życie był detektywem tropiącym najgorszych morderców tego świata. Nie przygotowywał się do niczego innego. Miało tak być do końca jego dni.
Tyle że on już umarł. Ciąg tych dni urwał się tak niespodziewanie, jak się znów rozpoczął.
Ryuzaki jak na razie postanowił skupić się na przeżyciu.

*****

- No i co? – Aiko zawzięcie tupała nogą – Pod nasza nieobecność włamał się do komputera!
- Przecież wytłumaczył, że musiał sprawdzić parę rzeczy w intrenecie. – powiedziała Sui siedząc najspokojniej na świecie siedząc na swoim łóżku.
Miejsce, na którym kilka chwil temu znajdował się Ryuzaki, było nienaruszone. Laptop nadal był otwarty na folderze z plikami.
- Poza tym – ciągnęła Okano – jeśliby miał złe zamiary, to wziąłby laptopa i uciekł.
Tym razem to Aiko przewróciła oczami. Jak jej przyjaciółka mogła bagatelizować ten incydent?
Upłynęło kila milczących minut. Date cały czas chodziła wzburzona po pokoju. Zastanawiała się, dlaczego nie wywaliła Ryuzakiego. Może to Okano na nią tak wpłynęła?
W końcu Aiko podeszła do komputera. Zamierzała go wyłączyć, kiedy nagle zauważyła coś interesującego.
- Sui, od kiedy ty oglądasz „The Walking Dead”?
Okano drgnęła. Po chwili zerwała się i podeszła do laptopa.
- W życiu nie widziałam żadnego odcinka. – oświadczyła – W takim razie co tutaj robi folder ze wszystkimi sezonami? – Sui przyglądała się ekranowi, jakby nigdy nie widziała nic podobnego. Po chwili jednak drgnęła, a w jej głosie było słychać przejęcie. – Tak samo nie powinno się tu znajdować się to! – tu wskazała palcem na dokument zatytułowany „lista wychowanków” – Nasz gość włamał się na komputer dyrki!
- No i co? – Aiko siliła się na obojętność, jednak niezbyt dobrze jej to wchodziło.
- A pamiętasz, jak powiedział, że wszedł na internet?  Jedynym routerem widocznym w tym budynku jest tej dyrektorki! Miałaś telefon przy sobie, więc na pewno nie ściągnęła z niego neta.
W tym momencie Aiko załapała, o co chodzi Sui. Ryuzaki musiał znać hasło do Wi-Fi.
Od razu weszła w ustawienia połączenia. Jedyną widoczną siecią była „G.M. priwaty Wi-Fi”, z którą mieli aktualnie łączność! Date postanowiła to wykorzystać.
Od razu usiadła przed komputerem.
- Sui, podaj kartkę i długopis. – omal nie krzyknęła.
Aiko kliknęła ikonkę „Wyświetl hasło”. Zamiast kropek pojawiły się litery alfabetu łacińskiego bez większego ładu.
- Jak ona to mogła zapamiętać? – zapytała się w myślach Date, przenosząc znaki na kartkę. Kiedy skończyła, zapis wyglądał mniej więcej tak:

S b  i o m 21 2 3 2 3 b
       
- Nie mogła zapisać tego po japońsku?
- Chyba nie. – odpowiedziała jej Sui – Gdyby było to w naszym języku, prędzej czy później ktoś by zgadł. Ona jest w połowie amerykanką, więc to dla niej nie problem. Myślisz, że zmieni hasło, jak się zorientuje, że ktoś korzysta z jej routera?
- Mnie to teraz nie obchodzi. – odpowiedziała Aiko, wstając od biurka z laptopem – Nie wiem jak ty, ale ja zamierzam obejrzeć jakiś film.
- Może włącz Sakurę TV. Za 15 minut ma się rozpocząć nowy serial, który chciałam zobaczyć.

*****

Aiko, Sui i Ryuzaki siedzieli na łóżku po prawej stronie od okna. Wszyscy troje zajadali się naleśnikami.
Date jakoś przełknęła obecność nowego znajomego Sui. Kilka minut wcześniej ustalili, że Ryuzaki chwilowo zamieszka w pokoju na poddaszu, który był wynajmowany podczas kryzysu, by utrzymać sierociniec.
Na ekranie laptopa nadal wyświetlało się szare tło i komunikat „PROSZĘ CZEKAĆ”.
- Serial za chwilę się zacznie, a to się nie chce załadować. – powiedziała Aiko – Może zrezygnujmy jednak z tego pomysłu i włączmy jakiś naprawdę fajny film. Piraci z Karaibów część czwarta. Co wy na to?
- Poczekajmy jeszcze chwilę.
W tym samym momencie na ekranie pojawiła się gama barw. Prezenter wiadomości komentował coś podniesionym głosem.
- Jesteś pewna, że dzisiaj miał być ten serial? – spytała Aiko.
- Tak. Powinien zacząć się dwie minuty temu. – odpowiedziała jej Sui - Zupełnie nie rozumiem, dlaczego…
- To jest wydanie specjalne. – przerwał jej Ryuzaki – Nadają z miejsca podłożenia bomby. Sprawca żąda miliarda jenów, by nie doszło do odpalenia. Serial zacznie się po zakończeniu tej transmisji.
Sui spojrzała na niego,  potem znów na telewizor. Po chwili otworzyła oczy szeroko ze zdumienia.
- Aiko, spójrz na to zdjęcie w prawym, dolnym rogu.
Date również skierowała wzrok na ekran.
- No co. To zdjęcie Koichi’ego Kitamudy, sabota… - Aiko przerwała swoją wypowiedź. Przez chwilę wpatrywała się w ekran laptopa, nic nie mówiąc. – Ej! Przecież on w tamtym roku wyprowadził się stąd.
- Kitamuda właśnie wchodzi na dach! – krzyczał spiker do mikrofonu. – Czas na przekazanie pieniędzy właśnie się skończył.
Nastąpiło zbliżenie kamery. Koichi stał na krawędzi dachu.
- Wasz czas na złożenie kasy minął. – krzyknął, podnosząc do góry pilot do odpalania ładunków.
- A co, jeślibyśmy dali dwa miliardy jenów? – wrzasnął jeden z reporterów.
Nastąpiły dwie sekundy ciszy.
- Niech będzie. Macie czas do… - sabotażysta zamilkł i złapał się za serce.
Pilot do odpalenia ładunku roztrzaskał się na chodniku. Chwilę później na asfalcie leżało ciało Kitamudy.
Do miejsca zdarzenia podbiegł mężczyzna ubrany w biały fartuch. Przez chwilę badał zwłoki, potem wyjął notes i długopis. Napisał kilka znaków, po czym wyrwał kartkę i podał ją pobliskiemu policjantowi.
Kamera znowu została skierowana na spikera.
- Mamy najświeższe wiadomości! Sabotażysta zmarł prawdopodobnie na atak serca!
Ryuzaki o mało nie trafił głową w ścianę. Przez chwilę myślał, że on również umrze na zawał serca. I to niespowodowany notatnikiem.
- Uspokój się! – warknął na siebie w myślach.
Przecież zawał serca jednej osoby nie oznacza, że notatnik wrócił do świata ludzi. Z drugiej strony jeśli dodać do tego fakt, że godzinę temu wstał z martwych, uzyskamy trzydziestosiedmio procentowe prawdopodobieństwo, że mogło się tak stać.
 - Ryuzaki, wszystko w porządku? – zapytały obie dziewczyny równocześnie.
- Tak. Wszystko w porządku. – odpowiedział L, siadając znów w swojej „normalnej” pozie i przybierając obojętny wyraz twarzy.

*****

- Kim jest Nate River? – spytał się Izumi.
Razem z Raito siedzieli w jego pokoju. Yagami wziął prysznic i pożyczył ubrania od Katsumiego. Teraz wyglądał jak normalny, niczym nie wyróżniający się człowiek.
- Jest to N, który ostatnim razem mnie pokonał.
- To nie zrobił tego L?
- L umarł w dwa tysiące czwartym roku. Od tamtego czasu to ja dowodziłem japońskim sztabem.
- Czyli jesteś lepszy od L?
- Można tak powiedzieć. Po swojej stronie miałem kogoś, o kim L nie miał zielonego pojęcia. To pozwoliło mi wygrać.
Raito usiadł na łóżku i oparł się o ścianę. Westchnął.
- Jednak wolałbym pokonać go własnoręcznie.
Upłynęło kilka milczących minut.
- Zastanawia mnie jedno. – odezwał się Katsumi – Jakim cudem wróciłeś do świata żywych?
- Tego nie wiem. – odpowiedział.