Page 4 : Imie
Sobota
16 maja
Tego
dnia świat obiegły dwie wiadomości.
Pierwsza
to wyciek gazu w sierocińcach na terenie całego świata. Najdziwniejsze było to,
że wszystko zdarzyło się tej samej nocy.
Druga
z nich dotyczyła tylko jednej osoby. W Wielkiej Brytanii znaleziono ciało
dwudziestoczteroletniego mężczyzny. Był on dość charakterystyczny. Raz – to
albinos i dwa – wcale nie wyglądał na dwadzieścia cztery lata. Policja jeszcze
nie zidentyfikowała tej osoby.
*****
L
odłożył gazetę na bok.
Znajdował
się teraz w niebieskim pokoju. Tym samym, w którym rozmawiał z Hidekim o pracę.
Ookami-san pozwolił mu tu zamieszkać.
Pierwszą
myślą, jaka przyszła mu do głowy po przeczytaniu gazety to to, że Near nie
żyje. Jego zdjęcie pojawiło się wszędzie, jednak nikt nie mógł go
zidentyfikować. Prawdopodobieństwo wynosiło sześćdziesiąt procent.
Druga
sprawa to wycieki gazu w sierocińcach. Były one rozmieszczone na całym świecie.
L od razu skojarzył je z Wammy House.
Przyjął,
że Kirze w jakiś sposób udało się uzyskać nazwiska dzieci z sierocińca. Do tego
umarł Near. Kira musiał znać i jego nazwisko.
Ale
jeśli N nie żyje, to kto się zajmie tą sprawą?
-
Ja. – powiedział w myślach.
Z
Wammy House nikt nie został. Widać, że nowy właściciel notesu jest piekielnie
inteligentny.
Pierwszym,
co musi zrobić, to skontaktować się z policją.
Nie.
Pierwszym,
co musi zrobić, to upewnić się, że jego nazwisko nie będzie łatwo dostępne.
*****
-
Katsumi.
Izumi
podniósł wzrok znad podręcznika.
-
Wybacz za to, jak potraktowałem twoją siostrę.
Cisza.
-
Gdyby dotknęła notatnika, wpadlibyśmy oboje. Nazwiska da się wytłumaczyć, ale
Ryuka już nie.
-
On ma rację. – dodał swoje bóg śmierci – Przestań się już humorzyć, bo zaczyna
robić się nudno.
Katsumi
westchnął.
-
Niech wam będzie. Powiedzmy, że ci wybaczam. Pod warunkiem, że przeprosisz moją
siostrę.
-
Zgoda.
-
Wiesz, że będziesz musiał znaleźć sobie jakąś pracę? Prędzej czy później wyda
się to podejrzane, że tylko siedzisz w domu.
-
Już to zrobiłem. Piszę artykuły do gazety.
Ryuk
i Katsumi spojrzeli na niego pytająco.
-
W ten sposób będę mógł przynajmniej po części kontrolować przepływ danych.
*****
-
Co?
-
Pytam, czy mogłabyś mi pomóc.
Sui
zaczęła się uważnie przyglądać Ryuzakiemu. Wydawało jej się dziwne, że on ją o
coś prosi.
-
W jaki sposób?
-
Będziesz musiała odwrócić uwagę pewnej osoby.
-
Niby dlaczego ja?
-
A znasz kogoś, kto mógłby cię zastąpić? – w głosie bruneta było słychać lekkie
zniecierpliwienie, jednak Okano nie chciała dać za wygraną, a przynajmniej nie
tak prędko.
-
Jest jeszcze Aiko …
-
… która mi nie ufa.
-
… i Ookami-san …
-
… którego wolałbym nie wtajemniczać.
Sui
westchnęła. Nikt więcej nie przychodził jej do głowy.
-
Niech ci będzie, Ryuzaki.
*****
Ryuzaki
i Sui weszli na teren kościoła rzymskokatolickiego. Przed nimi stała monumentalna
budowla pokryta białym tynkiem. Dach wykonano z żelaza, a na jego szczycie
znajdował się krzyż.
Drzwi
otworzyły się z lekkim skrzypieniem. Okano i Ryuzaki znaleźli się w ogromnej,
białej sali. Naprzeciwko nich stał ołtarz zdobiony złotem i srebrem. Wyżej
widniał wielki, okrągły witraż, na którego tle wisiał krzyż.
W
kościele znajdowały się dwa rzędy drewnianych ławek z oparciami. Pomiędzy nimi
leżał długi, czerwony dywan.
Obecnie
nie było tu nikogo, jeśli nie liczyć Okano i Ryuzakiego.
Dwójka
skierowała swoje kroki do zachrystii. Kiedy stanęli przy drzwiach, Sui
zapukała. Otworzył siwowłosy ksiądz ubrany w czarną sutannę.
-
Słucham. – powiedział, przyglądając się Ryuzakiemu.
Okano
chrząknęła. Zakonnik spojrzał na nią.
-
Jesteśmy z organizacji, która odnawia stare groby. Nazywam się Tamaki
Yoshitomi, a to Shigeru Gensai. Na cmentarzu, który należy do tego kościoła,
znaleźliśmy obiekt, który chcielibyśmy odnowić.
Ksiądz
uśmiechnął się.
-
Dobrze się składa, że jestem tutaj proboszczem. Wejdźcie.
Duchowny
zaprosił ich gestem do pomieszczenia. Sui i Ryuzaki usiedli przy małym,
okrągłym stoliku.
-
No więc, który grób chcielibyście odnowić?
-
Chodzi nam o grób z dwa tysiące czwartego roku. Znajduje się w sektorze 32a. –
powiedział Ryuzaki – Kamień jest całkiem w porządku, ale litery starły się
całkowicie. Były malowane farbą.
- Rozumiem.
Macie jeszcze jakeś szczegóły z nim związane?
-
Leżą w nim dwie osoby. Jedna jest po siedemdziesiątce.
Starszy
pan podszedł do mosiężnych drzwi. Nacisnął klamkę i wszedł. Sui i Ryuzaki
podążyli za nim.
Znaleźli
się w małej, kamiennej komórce. Po prawej stronie znajdował się ogromny regał.
Ksiądz
otworzył jedną z szuflad. Była ona podpisana „32a”. Przerzucił kilka kart.
W
tym momencie Sui osunęła się na ziemię. Przestraszony ksiądz uklęknął koło
niej.
Tą
sytuację wykorzystał Ryuzaki. Szybko, ale po cichu podszedł do szuflady. Zaczął
przerzucać karty.
Dziewięćdziesiąt
osiem … dziewięćdziesiąt dziewięć … dwa tysiące … dwa tysiące dwa …
Jest.
Dwa tysiące cztery. Były tylko trzy karty. Ryuzaki błyskawicznie znalazł te
właściwą.
Chwilę
potem już klęczał przy Sui. Wyjął z jej kieszeni inhalator i podał jej dawkę.
Po kilku sekundach Sui otworzyła oczy.
-
C… co się stało? – zapytała lekko oszołomiona.
-
Zemdlałaś, młoda damo. – odpowiedział jej duchowny.
Ryuzaki
pomógł Sui wstać.
-
Zaprowadzę ją do domu. – oświadczył.
-
Na pewno nie wzywać pogotowia?
-
Na pewno.
Sui
oparła się o ramię Ryuzakiego i oboje wyszli z kościoła. Gdy tylko upewnili
się, że ksiądz ich nie zobaczy, automatycznie odsunęli się od siebie.
-
Dobrze grasz. – powiedział Ryuzaki.
-
Naprawdę tak uważasz? – zapytała Sui pełna życia – Rozważałam wiele opcji mojej
przyszłości, ale chyba nigdy jako aktorka.
Przez
chwilę szli w milczeniu.
-
Nie uważasz, że powinieneś założyć buty? – Sui wskazała bose stopy Ryuzakiego.
-
Nie.
-
A widziałeś, jak staruszek się na ciebie patrzył? Jeszcze chwila, a oddałby ci
swoje.
Brunet
najwyraźniej zignorował to pytanie.
-
A tak z innej beczki, po co ci te dokumenty?
Ryuzaki
przez chwilę zastanawiał się nad odpowiedzią.
-
Muszę je zniszczyć.
Okano
uniosła brwi.
-
Dlaczego?
-
Zawierają dane, które mogą tylko zaszkodzić.
-
Komu? W jaki sposób? – Sui próbowała coś z niego wyciągnąć.
Nie
doczekała się odpowiedzi na to pytanie.
*****
Raito
siedział na ławce w parku i pisał tekst do gazety. Wybrał miejsce, gdzie mało
kto przechodził. W obecnych godzinach nie było tu nikogo.
-
Co tam bazgrzesz, Raito? – spytał się Ryuk.
-
Artykuł do gazety. – odpowiedział zwięźle Yagami.
-
A dlaczego nie w Death Note?
Yagami
westchnął.
-
Przecież nie mogę wiecznie karać przestępców. W pewnym momencie ludzie
przestana czynić zło. Nie całkowicie, ale ich liczba będzie dużo mniejsza. Ja
też zamierzam żyć w utopi, którą stworzę.
Ryuk
chwilę się zastanawiał.
-
Czyli po części robisz to dla siebie?
-
Brzmi to tak, jakbym był samolubny, Ryuku. Ja tylko sprawiam, że świat staje
się lepszy. Powoli wyeliminuję zabójstwa, kradzieże, wyłudzenia. Chcę stworzyć
świat, w którym żyłoby się spokojnie. Ja strzegłbym porządku. Jako
Sprawiedliwy, który zmienił świat.
Yagami
patrzył prosto w słońce. Promienie oświetlały wszystko wokół. Dawały życie na
tej ziemi. Pomagały przetrwać wszystkiemu, co dobre.
-
Myślę, że moje działania można porównać do słońca.
Ryuk
spojrzał na niego ze zdziwieniem.
-
Bo widzisz, moje działania są teraz duże, bo wielu ludzi popełnia przestępstwa.
Tak samo jest ze słońcem. Teraz świeci na horyzoncie przez długi czas. Jednak
kiedy przyjdzie zima, dni będą stawały się coraz krótsze. Powoli będzie zmniejszać
się liczba przestępców na świecie. Kto wie, czy nie nadejdzie dzień, w którym
nie będę miał kogo wpisać do Death Note? Ale ludzie szybko zapominają. Pojawi
się ktoś, kto pomyśli: „Może Kira już nie żyje lub nie umie już zabijać?” i
pójdzie czynić zło. Powoli znów zacznie nadchodzić lato. W konsekwencji zawsze
będzie potrzebny ktoś taki jak ja.
Ryuk
przez chwilę trawił jego słowa.
-
A dlaczego wybrałeś zawód dziennikarza?
-
Ze względu na to. – Yagami wyciągnął z kieszeni marynarki legitymację i pokazał
ją Ryukowi – Z tym papierkiem można zrobić więcej, niż przeciętny człowiek.
Nawet policja czasami nie ma takiego dostępu, jak dziennikarze. To proste.
Więcej osób zaufa dziennikarzowi, niż policjantowi. Szczególnie, jeśli miała
konflikty z prawem.
Ryuk
zmarszczył czoło. Zaczął się przyglądać legitymacji. Coś mu w niej nie
pasowało.
-
Takuro Akatsuka? – odezwał się w końcu.
-
A myślałeś, że napiszę Raito Yagami?
Bóg
śmierci spojrzał się w niebo.
-
Ryuku, jakbym napisał swoje imię, a potem spotkał kogoś z przeszłości, to nie
uważasz, że to byłby zbyt duży zbieg okoliczności, że wyglądam i mam tak samo
na imię, jak zmarła osoba? Jeśli będę miał inne dane osobowe, uznają mnie
najwyżej za sobowtóra.
-
Rozumiem. Ale przecież siostra Katsumiego zna twoje prawdziwe nazwisko.
Yagami
lekko się uśmiechnął.
-
Była wzburzona i prawie się rozpłakała na moich oczach. Została chwilowo
zdezorientowana. W takim stanie każdemu może się coś pomylić.
Yagami
schował swoje rzeczy do torby i ruszył przez miasto.
*****
L
siedział w fotelu w pokoju i patrzył się w okno. Zaczął się zastanawiać, gdzie
jeszcze może być jego nazwisko.
-
Ryuzaki?
L
spojrzał się na Sui, która siedziała na kanapie.
-
Co było w tych dokumentach?
-
Rozumiem. Dziwi cię, jak dane osobowe zmarłego mogą wpłynąć na czyjeś losy.
-
W sumie to tak.
Nastąpiła
chwila milczenia.
-
Mogłabyś mi pomóc jeszcze raz?
Sui
lekko irytował fakt, że Ryuzaki nie odpowiada na część pytań.
-
Zależy jak. – odpowiedziała.
-
Chciałabym, abyś wymieniła jak najwięcej rzeczy, miejsc lub instytucji, które
mają, miały lub będą mieć twoje nazwisko na papierze.
-
Na to akurat mogę się zgodzić.
-
Więc słucham.
-
Na akcie urodzenia ….
Akt
urodzenia L’a został zniszczony.
-
… w dzienniku szkolnym …
Były
tylko do czwartej klasy, wszystkie zniszczone.
-
… na dyplomach …
Do
szkoły chodził stosunkowo krótko, więc nie było ich wiele. I tak, wszystkie
zniszczone.
-
… w szpitalu i tym podobnych …
Nadal
nic.
-
… oprócz tego legitymacje i zeszyty …
Tego
też już dawno nie ma.
Ryuzaki
pokazał ręką, by się zatrzymała. Wstał, podszedł do szafki na drugim końcu
pokoju i wyjął wielkie pudło ciastek, po czym postawił je na stoliku. Wrócił na
swoje miejsce na fotelu.
-
Masz ochotę? – Ryuzaki wskazał pudło z ciastkami.
-
Nie dzięki.
L wziął
jedno i wsadził je do ust.
-
Kontynuuj. – powiedział lekko niezrozumiale.
-
Jeszcze w pamiętniku, w notatkach przyjaciół i instytucjach typu dom dziecka.
Nie
ma. Nie ma. Nie ma. Fakt, że według urzędów Ryuzaki nie istnieje, jest
niezwykle pomocny.
- Nie
wymieniłaś tych w przyszłości. – zauważył.
-
To w takim razie wszystko powiększy się o dowód osobisty i dokumenty, które
będę podpisywać.
I
nadal nic. Wyglądało na to, że jego nazwisko nie trafi tak łatwo w ręce Kiry.
*****
-
Sporo tu tych nazwisk. – powiedział Katsumi.
Cała trojka, czyli Raito, Ryuk i Izumi
przeglądali kolejne strony Death Note. Powoli zbliżała się dwudziesta pierwsza.
-
Przecież działałem od 2003 do 2010 roku. To chyba normalne, że będzie ich
sporo.
Katsumi
przewracał dalej kartki.
Yagami’emu
coś jednak nie pasowało. I to od początku. Coś było nie tak.
Już
jak pierwszy raz wziął notes do ręki, wydał mu się lekko za ciężki. Uznał
jednak, że to tylko złudzenie. Po prostu nie miał go dawno w rękach. Jednak
kiedy zaczął go przeglądać, uczucie powróciło.
Raito
znów spojrzał na zeszyt. Przypominało to oglądanie rodzinnego albumu, tylko że
zamiast zdjęć były nazwiska.
Shibumaru
Takuo. Jego wpisał siedem razy. Jeśli się przyjrzeć, to nawet jego charakter
pisma się zmienił.
Yagami
przypomniał sobie dzień, w którym znalazł notatnik. Te dwie osoby, Otoharada
Kurou i Shibumaru Takuo, były początkiem.
Były
początkiem.
Raito
zaczął powtarzać to słowo w myślach. To był klucz do czegoś. Tylko do czego?
Były
początkiem.
Były
początkiem.
Miał
wrażenie, że te słowa coś oznaczają. Tylko co?
Były
początkiem.
Były
początkiem.
BYŁY początkiem.
Były
POCZĄTKIEM!!!
Nazwiska
tych dwóch osób POWINNY być na pierwszych stronach! Katsumi POWINIEN dawno je
ominąć!
Yagami
wyrwał z rąk Izumiego zeszyt. Zaczął przewracać kolejne strony. Notatnik
przeplatały dwa charaktery. Dwie osoby.
W
mgnieniu oka przewracał dalej kartki. Teraz już był pewien, że jego pismo
przeplata się z pismem Misy.
-
Przecież oboje wydawaliśmy wyroki. – tłumaczył sobie w myślach, jednocześnie
próbując się uspokoić. Katsumi ścierał gumką nazwiska. Czy jest możliwe, że
starł jeszcze jedną osobę?
Nagle
zatrzymał się na jednej ze stron. Jego twarz nagle pobladła.
-
Ryuku, dlaczego nie powiedziałeś, że złączyłeś notatniki?
-
Nie miałem obowiązku ci o tym mówić. – bóg śmierci wzruszył ramionami.
-
Katsumi, ile wytarłeś nazwisk tego dnia, kiedy dostałeś w ręce notatnik?
-
Chyba … - Izumi zaczął się zastanawiać – Chyba dwa.
Na
twarzy Raito strach ustąpił miejsca wściekłości.
-
I ty mi mówisz to dopiero teraz? – Yagami chwycił koszulkę Katsumiego i
przyciągnął go do siebie.
Zeszyt
w tym czasie upadł na podłogę. Ryuk zobaczył, że na środku strony było wolne
pole. Czyli to tak wzburzyło Raito?
Ostatnim
wpisanym nazwiskiem przed przerwą był „Quillish Wammy”.
*****
-
Nie do wiary, że szefostwo przydzieliło do tej sprawy tylko trzy osoby! –
krzyknął Aizawa.
Razem
z Matsudą i Ide znajdowali się w jednym pokoju. Wszyscy troje siedzieli na
dwóch kanapach ustawionych na środku prostopadle do siebie. Koło nich stał
stolik, a na nim laptop.
-
Myślę, że chodzi o to, by nie ryzykować
zbytnio życia ludzi. – wtrącił się Matsuda – Wiecie, to my ostatnio
zajmowaliśmy się tą sprawą.
-
A mi się wydaje, że szefostwo nie wierzy, że cokolwiek zdziałamy. – rzucił Ide.
- Ale
i tak trzeba próbować.
Aizawa
westchnął. On sam nie wierzył, że uda im się cokolwiek zdziałać.
-
Wtedy był z nami L, a i tak niewiele
mogliśmy udowodnić. Teraz jesteśmy tylko my. Trzeba od czegoś zacząć. Co już
wiemy?
-
Moim zdaniem Kira znów jest w Japonii. – zaczął jako pierwszy Matsuda – Dane o
przestępcach były dostępne w japońskich mediach. W niektórych przypadkach tylko
w japońskich.
-
To było oczywiste, inaczej policja nikogo do tej sprawy by nie przydzieliła.
Ale podsunąłeś mi pomysł. Spróbujmy zacząć tak samo, jak zaczął to L. Matsuda,
upewnij się w tym jeszcze raz.
-
Zrozumiałem, szefie.
Matsuda
odpalił laptopa leżącego na stoliku. Po chwili dało się słyszeć stukanie palców
w klawiaturę.
-
Co było następnym krokiem L’a?
-
Wygląda na to, że ten występ w telewizji.
Aizawa
pokręcił głową. Tego nie można skopiować.
-
Lepiej trzymajmy się od tego z dala.
-
Ale nigdy nie zaszkodzi spróbować. – wtrącił się Matsuda – Co może się stać?
Najwyżej wyjdziemy na debili.
-
Aizawa ma rację. – z laptopa rozległ się zmodyfikowany komputerowo głos.
Wszyscy
podskoczyli i spojrzeli się na ekran laptopa. Wyświetlała się na nim czarna
litera R na białym tle. Wszyscy rozpoznali czcionkę jako tę, której używał L.
-
To byłoby nierozsądne wykonywać tą sztuczkę dwa razy. – kontynuował głos.
-
R?
-
Tak, jestem R.
-
Jak długo nas słuchałeś?
-
Od momentu, w którym Matsuda włączył przeglądarkę. Miałem szczęście, że
zjawiliście się tu wszyscy. Chciałbym z wami współpracować.
-
Niby w jaki … - zaczął Matsuda, ale Aizawa go uciszył.
-
Czy zgadzacie się?
Grupa
popatrzyła po sobie.
-
Musimy odbyć małą naradę. – zadecydował zastępca komendanta.
Wyłączyli
mikrofon i odeszli na kilka kroków od komputera.
-
Ja nie mam zastrzeżeń co do tego, by R do nas dołączył, – wyraził swoje zdanie
Aizawa – jednak chciałbym usłyszeć, co wy o tym sądzicie.
-
Ja jestem za. – odezwał się Hideki – A ty, Matsuda?
Cisza.
Matsuda
zaczął przyglądać się twarzom osób.
-
A co jeśli R to Kira?
Nikt
nie odpowiedział.
Aizawa
zaczął rozważać tą opcję. Jeśli R to Kira, to i tak podsłuchiwałby nasze
rozmowy. To geniusz informatyczny. Jeśli umiał ustalić, z którego komputera
będą korzystać, to bez problemu odpali go na odległość. Jeśli R nie jest Kirą,
mogłoby to im znacznie pomóc.
-
Myślę, że warto zaryzykować. – odrzekł w końcu Aizawa.
Reszta
grupy przytaknęła. Wrócili na miejsca i włączyli mikrofon.
-
R, zgadzamy się na współpracę.
-
To może na początek wymienimy się danymi i spostrzeżeniami?
*****
L
rozłączył się.
Policja
nie posiadała wiele informacji. Był teraz bogatszy o daty i godziny zgonów
przestępców.
Zaczął
przeglądać zdobyte dane, jednak niewiele to dało. Kira był zbyt inteligentny,
by pierwsze ofiary wiązały się z nim. A może chciał, żeby tak myśleć?
Odłożył
kartki na bok. To być może kiedyś się przyda.
Podszedł
do kredensu i wyjął paczkę biszkoptów. Położył ją na stoliku, po czym wrócił na
fotel. Rozerwał foliowe opakowanie. W pokoju było słychać lekki trzask.
Ktoś
zapukał do drzwi.
-
Otwarte. – powiedział Ryuzaki.
Do
pokoju weszła Sui z kartką w ręce.
-
Co to ma być? – spytała się ze złością w głosie.
-
Co masz na myśli?
-
To! – krzyknęła Sui i położyła kartkę na stoliku (choć położyła to za słabe
słowo).
Na
kartce znajdowały się tylko trzy wyrazy.
Pożyczyłem
laptopa.
Ryuzaki
L wziął karki z danymi ze stolika i zaczął je
od nowa przeglądać.
-
Był mi potrzebny. – wyjaśnił ze spokojem w głosie.
-
A nie pomyślałeś, że mogę się na to nie zgodzić?
Pomyślał.
Dokładnie wtedy, kiedy wychodził z ostatniego pokoju na pierwszym piętrze. No
ale potrzebował laptopa. Jak inaczej mógłby kontaktować się z policją?
Lista
rzeczy do kupienia. Numer jeden – laptop.
-
Poczęstuj się biszkoptem.
-
Czekam na wyjaśnienia.
Ryuzaki
westchnął, nadal patrząc się w kartki.
-
To nieodpowiednia pora.
-
Czyli to kolejne pytanie be odpowiedzi?
-
Tak. Usiądź i ochłoń. – Ryuzaki wskazał gestem na kanapę.
Sui
zrobiła to, o co poprosił. Przez chwilę miała ochotę rzucić się na niego.
Wszedł do jej pokoju, wziął laptopa i nawet nie powiedział „przepraszam”. A ona
myślała, że to Aiko jest ta nieopanowana.
Złość
powoli ustępowała. Sui zdążyła nawrzucać mu w myślach takie rzeczy, o których
nawet nie śniła. Rozumiała – jeden raz skorzystać z czyjegoś laptopa w jego
pokoju bez wiedzy właściciela, ale to zdarzyło się już drugi raz. I do tego
wziął go siebie.
W
sumie była już teraz spokojna. Ryuzaki pożyczył go. Do tego zostawił wiadomość.
-
Czy teraz masz do mnie jakieś pytanie? – zapytał się Ryuzaki z tym samym
spokojem, co poprzednio.
-
A obiecasz, że dasz mi na nie odpowiedź?
-
Nie mogę tego obiecać.
Sui
wzięła głęboki oddech.
-
Czy istnieje jakiś ważny powód, dla którego nie wyjaśniasz mi tylu rzeczy?
-
Owszem, jest.
-
Jaki?
-
Tego też nie mogę ci powiedzieć.
