Zanim otworzył oczy, usłyszał stuk
obcasów o podłogę. Kobieta ewidentnie kierowała się w jego stronę.
Zdecydował się unieść powieki.
Wszędobylska biel nagle poraziła go w oczy. Odruchowo zmrużył powieki i osłonił
je ręką.
- Widzę, że już się pan obudził. –
Do jego uszu dotarł głos. Był zaskakująco cienki, nieco piskliwy; z pewnością
należał do kobiety.
Jego oczy dostosowywały się powoli
do pomieszczenia. Rozejrzał się. Gdzie nie spojrzał, wszędzie widział biel. Był
przykryty białą pościelą, koło niego stała biała kotara, a przy łóżku znajdował
się biały stolik. Biały parapet, białe okna, białe ściany.
Dopiero teraz zrozumiał, że
znajduje się w szpitalu.
- Znalazł pana pewien
przechodzień. Leżał pan nieprzytomny na ścieżce koło lasu. – Pielęgniarce zupełnie
nie przeszkadzało to, że pacjent nie odzywa się ani słowem. – Mówię panu, miał
pan szczęście, że ktoś akurat tamtędy przechodził. Nie jest stąd, inaczej bym
go znała, ale i tak widać, że jest miły.
Prawdę mówiąc nie rozumiał wiele z
jej gadaniny.
Light dopiero teraz postanowił
spojrzeć na pielęgniarkę. Była dość niska. Na oko wyglądała na kogoś przed
trzydziestką. Włosy (ni to blond, ni brąz, ani nawet czerwień) miała zaplecione
w mocno ściśnięty warkocz, związany zieloną gumką. Kitel, który miała na sobie,
wydawał się nieco większy, niż być powinien, a buty – czarne obcasy – zupełnie
nie pasowały do wyglądu pielęgniarki.
- To jak ma pan na imię?
Musiał stwierdzić, że zaskoczyło
go pytanie kobiety. Nie odpowiedział na nie natychmiast, ani po dłuższej
chwili. Prawdę mówiąc, nie mógł na nie odpowiedzieć w ogóle. Po prostu nie
pamiętał. Próbował przywołać jakiekolwiek inne wspomnienie, jednak
bezskutecznie. Wtedy zrozumiał, że nie wie, kim jest.
Już miała otworzyć usta i co
odpowiedzieć, kiedy pielęgniarka znowu zaczęła mówić.
- No nie wie pan, jak się nazywa?
Light pokiwał twierdząco głową.
- Słyszałam, że po wypadkach można
stracić pamięć, ale nie odnotowaliśmy u pana większych obrażeń… - powiedziała
bardziej do siebie, niż do pacjenta, jednocześnie zaglądając w akta leżące na
stoliku. – Czy to w ogóle możliwe, że można sobie od tak wszystko zapomnieć?
Yagami zauważył, że pielęgniarka z
góry założyła, iż nie pamięta nic. Chwilę potem zrozumiał, co pielęgniarka tak
naprawdę chciała przez to powiedzieć.
- Naprawdę nie pamiętam… - odezwał
się Light, lecz po raz kolejny pielęgniarka weszła mu w słowo.
- Pójdę po doktora. On się już
panem zajmie.
Kobieta wyszła z oddziału,
stukocząc obcasami.
*****
~2 lata później~
Cmentarz zawsze był cichym
miejscem. No, może z pominięciem czasu, kiedy odbywały się pogrzeby ludzi
mających dużo znajomych lub też znanych osobistości.
Tego dnia jednak panowała cisza.
Jego zdaniem to był dobry znak.
Stał przed grobem Watariego. Wiele
razy zastanawiał się, czy nie lepiej było pochować go jednak w jego ojczystym
kraju. Mimo wszystko ciało zostało tu.
Cały nagrobek zbudowano od
początku. Teraz wykonano go z biało-szarej płyty. Na tablicy upamiętniającej
widniało już tylko jedno nazwisko, wypisane czarnymi, wyraźnymi literami.
Nagrobek, prawdę mówiąc, rzucał
się trochę w oczy, między innymi z powodu swojego europejskiego wyglądu.
L przyszedł tu tylko po to, by
upewnić się, że wszystko z nagrobkiem jest w porządku. Bynajmniej tak myślał.
Za sobą usłyszał kroki, a po
chwili do jego uszu dotarł dziewczęcy głos.
- Dawno cię nie widziałam.
Bez większego problemu rozpoznał,
do kogo należy.
Sui Okano stanęła tuż koło niego.
Miała na sobie coś, co można było nazwać żeńskim garniturem. Rude włosy
zaplotła w dwa warkocze.
- Co właściwie robiłeś przez ten
cały czas? – zapytała bez ogródek.
- Powoli wracam do zawodu –
odpowiedział L, znów patrząc na nagrobek.
- A ja dostałam się na studia z
językoznawstwa.
L wiedział to. Wiedział również,
że obecnie mieszka z Ookamim, który zdecydował opłacać jej studia. Można
powiedzieć, że stał się już w pełni ojcem zastępczym.
- Gratuluję – odpowiedział L bez
większego entuzjazmu.
- Miałam w sumie posprzątać trochę
na grobie moich rodziców – zaczęła Sui. – ale, jeśli chcesz, mogę zaprosić cię
na kawę.
- Nie, dzięk…
- Będą naleśniki. I ciasto –
powiedziała Okano, przerywając L’owi. Co
z tego, że spalone na wiór – dodała w myślach.
- Może jednak przyjdę.
*****
- …więc przy napięciu półtora
wolta, natężenie prądu będzie równe jeden i pół wolta podzielić przez stałą
wynoszącą 10 omów, co, po skróceniu jednostek, da nam wynik zero i piętnaście
setnych ampera.
Light odłożył kredę i spojrzał na
klasę. Gimnazjaliści patrzyli na tablicę, jakby nauczyciel właśnie napisał
magiczną formułkę w języku, którego zupełnie nie rozumieli. Jedni szukali
czegoś w podręczniku, inni ze zmrużonymi oczami przyglądali się zapiskom
Lighta. Ostatecznie jeden z uczniów, siedzący w przedostatniej ławce od ściany
podniósł rękę. Nauczyciel udzielił mu głosu.
- Kanato-sensei, czy mógłby pan wytłumaczyć
nam wszystko od początku?
Light westchnął i starł całe swoje
zapiski, jakich dokonał przez ostatnie pięć minut. Od nowa zaczął tłumaczyć
wszystko. Tym razem jednak mówił wolniej, przypominał również wzory, które
uczniowie już dawno powinni znać. Kiedy tym razem obrócił się do klasy, wszyscy
pilnie notowali w swoich zeszytach.
To był jego pierwszy pełny rok
nauczania w szkole. Kiedy wcześniejszy nauczyciel fizyki zachorował, jemu udało
się dostać na posadę tymczasowego zastępcy. W CV nie miał praktycznie co
napisać z powodu swojej amnezji, lecz jednak go przyjęli. To było prawdziwe
zrządzenie losu.
- W takim razie, kto chce zgłasza
się do rozwiązania zadania pierwszego?
Około połowa klasy podniosła ręce.
Light wybrał blondyna, którego imienia jeszcze nie zapamiętał, i podał mu
kredę. Nastolatek zaczął bez wahania pisać na tablicy.
Lightowi już nie przeszkadzał
fakt, że jego dzieciństwo, okres nastoletni a także wczesna dorosłość zniknęły
wraz z jego pamięcią. Zdążył przyzwyczaić się do nowej tożsamości.
Może to i dobrze… - pomyślał. W rejestrze zaginionych nie było
nikogo choćby podobnego do niego, a to już mogło znaczyć wiele – zaczynając od
zwykłych scenariuszy, w których był samotnikiem, aż po kryminalną przeszłość
rodem z filmu akcji.
Light Yagami zniknął na zawsze, a
właściciel jego imienia stał się normalną, niczym nie wyróżniającą się osobą.
Przeczytałam wszystko. Muszę powiedzieć, że historia super!
OdpowiedzUsuń