Page 6 -–Kawiarnia
-
I jak wyniki, Matsuda?
-
Dość marnie. Redaktor gazety zarzeka się, że nie pamięta, kto dał mu ten
artykuł. Nie chciał również dać listy dziennikarzy.
L
jeszcze raz rozejrzał się po pomieszczeniu, w którym znajdował się Matsuda.
-
W ten sposób nic nie osiągniemy. Jeśli przedstawiłeś się jako policjant,
redaktor musiał się przestraszyć. Widocznie są jakieś przekręty w gazecie.
Czyli ktoś musi przeniknąć do środka. Wtedy wszystkiego się dowiemy.
Matsuda
patrzył się w ekran laptopa. Wyglądał, jakby się nad czymś zastanawiał.
-
Chyba masz rację, L. Tylko kto pójdzie?
-
Myślę, że będę musiał sam to zrobić.
Matsuda
otworzył szeroko oczy.
-
Musimy zachować to w jak największej dyskrecji. Ciebie już znają. Zostałem ja.
-
Ale przecież możemy wtajemniczyć w to jeszcze jedną osobę.
-
To zbyt ryzykowne. Im więcej ludzi, tym większe ryzyko błędu. Poza tym dałem
już jeden artykuł do gazety.
-
A co, jeśli tamten człowiek będzie miał oczy shinigami?
-
W takim razie ty będziesz musiał wszystkich powiadomić i kontynuować moją
pracę.
*****
L
wyłączył laptopa. Sui chyba już przyzwyczaiła się, że pożycza jej sprzęt.
Jeśli
Raito działa sam, to prawdopodobieństwo posiadania przez niego oczu shinigami
wynosi około połowy procenta. Ostatnim razem nie dokonał wymiany, ponieważ cena
była zbyt duża. Jeśli jednak ma wspólnika, to sytuacja się zmienia. Bardzo
możliwe, że ten drugi wymienił oczy.
Należy
wziąć pod uwagę fakt, że Raito będzie spodziewał się kogoś nowego w gazecie.
Pytanie tylko, czy zaskoczy go widok Ryuzaki’ego.
L
spojrzał na wydrukowane pliki, które leżały na stole. Oprócz listy przestępców,
którą aktualizował codziennie, znajdowały się tam artykuły z tokijskich portali
informacyjnych.
Jeszcze
raz przejrzał stronę, która wzbudziła w nim zainteresowanie.
Seryjnie
napady na banki
W ostatnich
dniach w Tokio jest niespokojnie. Bliżej nieznany mężczyzna seryjnie napada na
banki. Jego ofiarami stało się dziesięć placówek takich firm jak Bank Japonii (日本銀行) czy MUFG (Mitsubishi UFJ Financial Group ; 株式会社三菱UFJフィナンシャル・グループ). W napadach do tej pory zginęło osiem osób.
Poniżej
znajdowało się bardzo wyraźne zdjęcie przestępcy. Ścigany miał blond włosy
sięgające do ramion, kościstą twarz i brązowe oczy. Jego ostatni napad odbył
się wczoraj, pierwszy – piętnaście dni temu.
Ta
sprawa stała się jedną z najgłośniejszych w Japonii. Jeśli Kira nie mógł go
zabić, to znaczy, że nie posiada oczu. Powinien jednak liczyć się ryzykiem.
Choć prawdopodobieństwo posiadania oczu prze Raito lub jego wspólnika jest
małe, nie może go wykluczyć.
Ryuzaki
wziął z komody nową paczkę ciastek.
Następnym
krokiem powinno być spenetrowanie gazety.
*****
Raito
zapukał do drzwi redaktora.
-
Otwarte. – Yagami usłyszał gruby, męski głos.
Wszedł
do pokoju. Jasne oświetlenie poraziło go w oczy.
-
O, już jesteś, Takuro. Siadaj. Chciałbym z tobą porozmawiać.
Raito
podszedł do biurka i usiadł na krześle obok.
-
O co chodzi, panie redaktorze?
-
Dzisiaj był policjant w związku z twoim artykułem.
-
Czy było coś z nim nie tak? – w glosie Raito było słychać niepokój – Tekst był
niepoprawny politycznie?
-
Nie, skąd?! Wypytywał się, kto jest jego twórcą. Nic poza tym. Chciałem się
tylko dowiedzieć, czy może wiesz, o co mogło chodzić?
Raito
pokiwał głową.
-
Niestety nie, panie redaktorze.
-
W takim razie nic więcej do ciebie nie mam, Aktsuka-kun. I pośpiesz się z tym
nowym artykułem.
-
Tak jest, panie redaktorze.
Raito
skłonił się i wyszedł z pokoju. L jest szybki. Zadziałał już następnego dnia po
opublikowaniu tekstu. Do tego współpracuje z policją.
W
najbliższym czasie w gazecie powinien
pojawić się ktoś nowy. Szpieg L’a. A wtedy po nitce do kłębka.
Już
niedługo zagrożenie powinno zostać zlikwidowane.
*****
Tomiko
chodziła po mieście i przyglądała się wystawom. Miała trochę wolnego czasu,
więc postanowiła wyjść na zakupy.
Minęła
bank i weszła do księgarni. Od razu poczuła woń druku. Kochała ten zapach.
-
Dzień dobry. Czy szuka pani jakiegoś konkretnego tytułu? – spytała się
sprzedawczyni.
-
Dzień dobry. Nie, przyszłam wybrać coś nowego do czytania.
Izumi
spojrzała na najbliższą półkę. Ostatnio jej brat dziwnie się zachowywał. O co
mogło chodzić?
Wzięła
do ręki „Na skraju jutra”. Zaczęła czytać opis znajdujący się z tyłu książki.
Jej
brat stał się taki w momencie, w którym Kira zaczął działać. A może on ma coś
na sumieniu?
Izumi
podeszła do kasjerki, zapłaciła za książkę i wyszła. Postanowiła udać się do
starszego brata i porozmawiać z nim.
*****
Ktoś
zapukał do drzwi.
-
Otwarte! – powiedział Raito. Obecnie znajdował się w pokoju sam.
Drzwi
otworzyły się. Do pomieszczenia weszła
wysoka brunetka.
-
To ty, Izumi. – Yagami uśmiechnął się – Chciałem cię przeprosić za ostatnie
spotkanie. Zachowałem się nietaktownie.
-
Nic się nie stało. – zapewniła Tomiko – Nie powinnam się tak łatwo obrażać,
Yagami-san.
-
Akatsuka. – poprawił ją Raito – Nazywam się Takuro Akatsuka.
Tomiko
zmieszała się. Była pewna, że przyjaciel je brata miał na nazwisko Yagami.
-
Przepraszam. – powiedziała.
-
Nic się nie stało. – rzekł Raito beztroskim tonem – Co cię tu sprowadza?
- Wiesz
może, gdzie jest mój brat?
-
Nie, ale zaraz powinien wrócić. A co się stało?
Izumi
usiadła na łóżku swojego brata i wyjrzała przez okno.
-
Katsumiego-sana coś trapi. Zmienił się. Stał się taki, od kiedy Kira znów
zaczął działać. Martwię się, że Nii-san zrobił coś głupiego.
Raito
spojrzał się w stronę Tomiko.
-
Izumi nie jest taki.
-
Skąd możesz to wiedzieć? – Tomiko spojrzała mu w oczy – Ja ma wątpliwości,
chociaż znam go, od kiedy jestem na świecie.
-
Uwierz mi. On nie robi nic złego. Po prostu o tym wiem.
*****
L
zapukał do drzwi.
-
Proszę. – odezwał się głos redaktora gazety.
Ryuzaki
wszedł do białego pokoju. Na biurku leżały stosy papierów.
Redaktor
podniósł głowę znad tekstu i spojrzał się na przybyłego. Przez chwilę próbował
sobie przypomnieć, kto to.
-
To ty jesteś od artykułu od Kiry?
Brunet
skinął głową.
-
Czyli zdecydowałeś się jednak na pracę w naszej gazecie?
-
Tak.
Redaktor
przyjrzał się mu jeszcze raz. Dość dziwny wygląd, niezbyt rozmowny, ale jego
artykuł robi furorę. Poza tym przydałby się ktoś jeszcze. Co jak co, ale
ostatnio odeszło dwóch dziennikarzy, a przybył tylko jeden.
Po
raz kolejny rozległo się pukanie do drzwi.
-
Wejść. – powiedział krótko redaktor.
Zawiasy
lekko skrzypnęły. Do pokoju wszedł szatyn z teczką w ręce. L poznałby go na
końcu świata, a może i jeszcze dalej.
-
Mam artykuł, o który pan prosił. – powiedział Raito, nie zwracając uwagi na
L’a. A może go po prostu nie zauważył?
-
To dobrze, Akatsuka-kun. Przy okazji poznaj nowego. Nazywa się Ryuzaki.
Yagami
drgnął. Po chwili odwrócił się w stronę L’a.
-
Milo cię poznać, Ryuzaki-san. – w głosie Raito było słychać lekką radość. Oczy
jednak mówiły co innego.
Yagami
wyciągnął rękę w geście powitania.
-
Wzajemnie, Akatsuka-san. – L uścisnął dłoń Raito.
Cała
scena brzmiała jak najzwyklejsze przywitanie nowego pracownika. L i Raito jednak
nie spuszczali z siebie wzroku. Każdy z nich próbował prześwietlić drugiego
spojrzeniem. Wysondować. Wedrzeć się jak najgłębiej.
-
Mhmmm… - chrząknął redaktor – Może oprowadzisz nowego po budynku, Takuro-san?
-
Nie ma problemu. – Raito otworzył drzwi i wyszedł na korytarz – Idziesz, Ryuzaki?
Brunet
wyszedł z gabinetu i ruszył za Yagami’m. Po kilku chwilach byli już
wystarczająco daleko od miejsca spotkania, by zacząć rozmowę.
-
Dlaczego to robisz? – zaczął Raito.
-
Mógłbym spytać się ciebie o to samo.
-
Nie jesteś już najlepszym detektywem na świecie. Nie masz obowiązku ze mną
walczyć. Stań po mojej stronie…
-
Yagami, kun. – przerwał mu L – Doskonale wiesz, że to, co robisz, jest złe.
-
Ja zaś wiem, że ty również po części czujesz to samo, co ja. To jedyna droga do
zapanowania pokoju. – Raito spojrzał się uważniej na Ryuzaki’ego. Nie znalazł
nawet śladu zrozumienia.
-
Wszystko zbudowane jest na strachu. Są dobrzy nie dlatego, że chcą tacy być,
tylko dlatego, że muszą. To jest forma niewoli. Tylko nieliczni mogą ci się
postawić. Nie zamierzam się poddawać.
Przez
kilka chwil szli w milczeniu.
-
I jak ci się podoba redakcja? – Ryuzaki poczuł ciężar ręki na lewym ramieniu.
Koło nich zmaterializował się redaktor.
-
Właśnie miałem go zaprowadzić do drukarni, szefie. – powiedział Raito.
-
Myślę, że nie trzeba. Wiem gdzie się znajduje. – odrzekł spokojnie Ryuzaki, po
czym obrócił się na pięcie i ruszył w stronę wyjścia.
-
Tylko pamiętaj! Jeśli zabraknie ci weny, przyjdź do tej kawiarni, o której ci
mówiłem. W soboty od godziny szesnastej mają nawet promocję! – krzyknął Raito
za odchodzącym L’em.
*****
Raito
siedział w wynajmowanym pokoju. Jego wzrok był skierowany w okno.
-
Raito!
Yagami
po raz kolejny zignorował Ryuka, który od kilkunastu minut próbował wydusić z
niego jakąkolwiek odpowiedź.
-
Hej, Raito! Czemu się na mnie obraziłeś?
Yagami
westchnął.
-
Nie obraziłem się, Ryuku, tylko usiłuję myśleć.
-
Nad czym takim?
Raito
położył się na łóżku i spojrzał na biały sufit.
-
Wczoraj rano spotkałem L’a.
-
???
-
W gazecie. Przypuszczałem, że pojawi się ktoś nowy. Ktoś, kto będzie szpiegował
dla L’a. Nie sądziłem jednak, że Ryuzaki pofatyguje się osobiście. Jeśli
wynająłby kogoś do szpiegowania ruchów gazety, mógłbym dojść, gdzie on mieszka.
L jest jednak sprytny i nie wierzę, by udało się go w jakikolwiek sposób
śledzić. Ryuzaki wiele zaryzykował, ale mimo to nic mu nie mogę zrobić.
Shinigami
wzniósł się w powietrze, po cym zawisł do góry nogami.
-
Przypominam ci, Raito, o możliwości wymiany oczu.
-
Już to omawialiśmy, Ryuku. – Yagami westchnął lekko znudzony – Naprawdę mam aż
tak dużo życia, że pokusa zdobycia połowy jest silniejsza niż nuda, gdy pokonam
L’a?
-
Chciałem tylko być uczciwy. – bóg śmierci wzruszył ramionami – Skoro nie udało
ci się namówić Izumi’ego, myślałem, że sam wymienisz oczy. Pogramy w Mario
Golfa?
*****
L
układał karmę w fioletowych opakowaniach na półkach. Sklepik Ookami-sana cieszył
się dużym powodzeniem.
Ryuzaki
zaczął rozmyślać o spotkaniu z Raito. Nawet jeśli uda mu się nagrać rozmowę, w
której Yagami oświadcza, że jest Kirą, niczego nie udowodni bez notatnika.
Trzeba jednocześnie przejąć zeszyt i udowodnić mu winę. Sam notatnik nie
wystarczy jako dowód.
Tylko
w jaki sposób trzeba to zrobić? W sumie zawsze można się pozbyć zeszytu i
problem z głowy. Wystarczy dojść, gdzie Yagami-kun obecnie mieszka i odebrać mu
notatnik. W takim wypadku trzeba by przeszukać cały budynek. Prawdopodobieństwo
znalezienia zeszytu wynosi wtedy około siedmiu procent. To za mało, by podjąć
takie działania. Poza tym Raito może mieć ukryte zapasowe kartki.
Plan
B. Zamontować kamery w jego domu i obserwować go przez okrągłą dobę. Tak jak
ostatnio.
Tylko
że wtedy był największym detektywem na świecie i mógł sobie na coś takiego
pozwolić. Poza tym lepiej nie stosować tej samej sztuczki kolejny raz.
Pytanie
numer dwa. Po co Kira chce się z nim spotkać?
Sobota,
dwudziesty trzeci maja dwa tysiące piętnasty rok. W kawiarni, w której
rozmawiali, kiedy byli razem na uczelni. Czas i miejsce podał naprawdę jasno.
Co znaczy, że w redakcji najprawdopodobniej nie ma kamer, a sam redaktor nie
jest zbyt bystry.
Co
Kira planuje? Czy to jakiś podstęp?
Czy
powinien się z nim spotkać? Nie.
Czy
chce tam iść? Tak.
Mówią,
że ciekawość to pierwszy stopień do piekła. Żeby złapać Kirę, trzeba zajść
jeszcze dalej.
*****
Kelnerka
postawiła przed Ryuzaki’m porcję lodów.
L siedział teraz w kawiarni. Tej samej, co przed laty.
-
Przepraszamy, ale nie może pan przebywać z zakrytą twarzą w miejscach
publicznych.
L
zdjął maskę i odłożył ją na bok. Jeśli zaprotestowałby, kelnerka wezwałaby
policję. Pojawiłby się wtedy problem z tajnością. Możliwe, że byłby notowany. Ciekawe,
jakby policja zareagowała na wieść, że nie posiada żadnych dokumentów…
Ryuzaki
nabrał na łyżeczkę trochę białej, zimnej masy, po czym wsadził do ust.
Możliwe,
że Raito ściągnął go tu tylko po to, by go zabić. Przecież śmierć można wywołać
nie tylko notatnikiem.
Lody
zaczęły powoli się roztapiać. Ryuzaki postanowił podsumować wszystko, co już
wiedział.
Raito
Yagami to Kira. By tego dowieść potrzebny jest notatnik oraz jednoznaczne
dowody.
Mello,
Near i członkowie SPK nie żyją. O notatniku wiedzieli tylko on, grupa śledcza
oraz, prawdopodobnie, szef FBI. Poza tym należało uwzględnić pomocników Raito.
On
i Yagami, mimo że zostali wpisani do notatnika, żyją. Więc można wskrzeszać ludzi
którzy umarli przez zeszyt. Wystarczy, by wpis zniknął z notatnika. Czy do tego
wystarczy zwykła gumka? Jeśli nie, to jak powinno się wymazać nazwisko? Czy
Yagami może zabić kogoś, a potem przywrócić do życia?
Drzwi
do lokalu otworzyły się. W progu stanął Raito. L przyglądał się, jak Kira szuka
go wzrokiem. Po chwili Yagami zauważył go i podszedł do stolika. Znajdowali się
dokładnie w tym samym miejscu, co poprzednio.
-
Witaj, L. – powiedział Raito, siadając.
- Nawzajem.
Chciałbym się dowiedzieć, po co mnie tu sprowadziłeś. – L włożył do ust kolejną
porcję lodów.
-
Czy musi być jakiś cel? – Yagami uśmiechnął się lekko.
-
Nie zrobiłbyś czegoś, co nie ma celu.
Do
stolika podeszła blondwłosa kelnerka. Ta sama, która obsługiwała Ryuzaki’ego.
-
Witam szanownego pana. Może kawy? – spytała się. W ręku trzymała niewielki
notesik.
-
Poproszę. – Raito posłał jej uśmiech.
Kelnerka
oddaliła się szybkim krokiem do kuchni.
-
Mam do ciebie kilka pytań, L. – uśmiech a twarzy Raito znikł równie szybko, jak
się pojawił.
-
Odpowiem ci na nie, jeśli ty odpowiesz na moje.
Ryuzaki
odstawił pucharek na bok. Oblizując dokładnie łyżeczkę, przyglądał się
Yagami’emu.
Raito
skinął głową.
-
Ja zaczynam. Czy na pewno nie chcesz przejść na moją stronę?
-
Przecież znasz moje zdanie na ten temat, Yagami-kun.
Raito
westchnął.
-
Szkoda. Mógłbyś się naprawdę przydać. Dawałem ci szansę, więc nie miej do mnie
żalu, kiedy cię zabiję.
-
Teraz moja kolej. Dlaczego oboje żyjemy?
-
A więc to cię dręczy? Na to mogę ci odpowiedzieć. Istnieje specjalna gumka,
którą można wymazać nazwiska z Death Note’a.
Czyli
Kira ma ten sam notes, co poprzednio. Do tego wie o gumce. Żaden shinigami
nigdy w życiu nie wymazałby nazwiska z Death Note’a. To działanie wbrew ich
usposobieniu.
Raito
ma wspólnika.
-
Jeszcze jakieś pytanie?
-
Near, SPK, Wammy’s House. Czy musiałeś ich zabijać?
Raito
przez chwilę milczał. Czyżby po tylu latach egzekucji wciąż miał sumienie?
-
Musiałem. – odpowiedział stanowczo – Jesteś świadomy, że w przyszłości
podzielisz ich los?
-
Co ci daje gwarancję, że wygrasz?
Raito
pokiwał głową.
-
To już trzecie pytanie. Teraz ja.
Blondwłosa
kelnerka podeszła do stolika i podała Yagami’emu kawę.
-
Chciałbym zamówić jeszcze jedną porcję lodów. – powiedział Ryuzaki.
-
Jaki pan smak wybiera?
-
Waniliowe.
Kelnerka
wzięła pucharek ze stołu i oddaliła się. Łyżeczka została na stoliku.
-
Współpracujesz z policją? – spytał się Raito.
-
Tak.
-
Mógłbyś odpowiadać bardziej szczegółowo?
-
Nie. Dlaczego byłeś pewny, mówiąc o wygranej?
Yagami
uśmiechnął się.
-
O tym później. Wiesz, dlaczego wybrałem liczbę pięć do naszej komunikacji?
L
zaczął się bawić łyżeczką od lodów.
-
Po pięciu latach wróciłeś. Po pięciu dniach od rozpoczęcia twoich działań
zacząłem z tobą walczyć. Piąty więzień napisał „L, czy wiesz”…
-
Nie tylko.
L
przyjrzał mu się uważnie. Czego jeszcze nie zauważył?
-
Shi. – Yagami uśmiechnął się. Ryuzaki wnet pojął, o co chodzi.
Shi
– japoński wyraz oznaczający jednocześnie śmierć i cztery.
Pięć
jest po czwórce.
Pięć
jest po śmierci.
-
Chciałbym ci zadać jeszcze jedno pytanie. Kogo wyznaczyli do pracy nad
ujawnieniem Kiry?
-
Doskonale wiesz, że ci tego nie powiem.
-
Rozumiem. – Yagami westchnął - Uważam, że przydałoby się to już skończyć.
Pytałeś mnie, dlaczego jestem pewny wygranej. Ostatnim razem cię pokonałem.
Dlaczego nie teraz?
Nie,
Yagami nie może mieć oczu. A może jego wspólnik je posiada?
-
Jestem pewien wygranej z jednego, prostego powodu. Za kilka minut zginiesz.
Jeśli wstaniesz od stolika, bomba przytwierdzona do ławki wybuchnie. Żeby nie
było nudno, ma dodatkowo ustawiony zapłon na pięć minut. Jeśli podniesiesz
alarm teraz, ja odpalę ładunek pilotem, który mam w kieszeni. Masz wybór. Albo
umrzesz teraz i zabierzesz do grobu mnie i wszystkich w tej kawiarni, albo
zginiesz tylko ty. Żegnaj, Ryuzaki.
Raito
wstał od stolika. Po chwili był już za drzwiami.
L
automatycznie zmienił pozycję na taką, by zobaczyć, co jest pod ławką.
Faktycznie, znajdował się tam tykająca bomba.
Cztery
minuty trzydzieści sekund. Yagami miał rację. Nawet jeśli wezwałby ludzi do
rozbrojenia bomby, nie zdążyliby na czas. Ale on nie może tak po prostu zginąć!
Cztery
minuty piętnaście sekund. Do bomby prowadziło dwadzieścia kabli. Raito chciał
zminimalizować szanse przecięcia właściwego do pięciu procent. Kabel może
znajdować się w losowym położeniu. Nawet jeśli zacząłby teraz krzyczeć, by
wszyscy wyszli (co mu i tak nie bardzo pasowało), na początku zostałby uznany
za żartownisia. Zanim ludzie zrozumieją, czas minie.
Trzy
minuty trzydzieści sekund. Musi być jakieś wyjście.
Chwila.
Bomba musi mieć jakiś wyłącznik. Jakby Ryuzaki się nie pojawił, a Raito
niechcący ją włączył, musiałby ją jakoś unieszkodliwić.
L
zaczął szukać przycisku do wyłączania. Nic jednak nie znalazł.
A
może Raito po prostu wie, który kabel należy przeciąć? Albo ma wyłącznik w
pilocie?
Dwie
minuty. Materiał wybuchowy jest połączony dwudziestoma kablami z systemem
odpalającym. Ładunek można zdetonować pry użyciu pilota a odległość (albo Raito
blefował).
Minuta
trzydzieści sekund. Myśl, Ryuzaki.
-
Przepraszam pana, że musiał pan tyle czekać na lody. – L usłyszał głos tuż nad
sobą – Mieliśmy drobne problemy.
A
może powiedzieć kelnerce o tym wszystkim? Zrobi dużo niepotrzebnego szumu i nic
to nie da.
Ryuzaki
wrócił do swojej dawnej pozycji.
-
Nic się nie stało. Proszę się nie martwić.
Kelnerka
odeszła, lekko postukując butami. Ryuzaki wrócił do rozmyślań.
Zostało
około trzydziestu sekund. Czy naprawdę nie może nic zrobić?
L
mimowolnie spojrzał się na stół. Raito nawet nie tknął kawy.
I
wtedy go oświeciło. Detonator musi być elektroniczny. Jest mała szansa, że to zadziała, ale i tak większa niż
w sytuacji, w której będzie musiał przeciąć kabel.
Ryuzaki
chwycił kawę ze stolika, po czym znów pochylił się nad bombą. Przechylił kubek
i zalał płynem system odpalający. Po obudowie przeszło parę niebieskich
iskierek.
Licznik
zatrzymał się na dziesięciu sekundach.

