środa, 23 grudnia 2015

Page 6: Kawiarnia

Siemka (o ile ktoś to czyta, ale gdzieś muszę umieszczać obrazki, które stworzyłam)! Bez zbędnych formalności wrzucam kolejny rozdział.



Page 6 -–Kawiarnia

- I jak wyniki, Matsuda?
- Dość marnie. Redaktor gazety zarzeka się, że nie pamięta, kto dał mu ten artykuł. Nie chciał również dać listy dziennikarzy.
L jeszcze raz rozejrzał się po pomieszczeniu, w którym znajdował się Matsuda.
- W ten sposób nic nie osiągniemy. Jeśli przedstawiłeś się jako policjant, redaktor musiał się przestraszyć. Widocznie są jakieś przekręty w gazecie. Czyli ktoś musi przeniknąć do środka. Wtedy wszystkiego się dowiemy.
Matsuda patrzył się w ekran laptopa. Wyglądał, jakby się nad czymś zastanawiał.
- Chyba masz rację, L. Tylko kto pójdzie?
- Myślę, że będę musiał sam to zrobić.
Matsuda otworzył szeroko oczy.
- Musimy zachować to w jak największej dyskrecji. Ciebie już znają. Zostałem ja.
- Ale przecież możemy wtajemniczyć w to jeszcze jedną osobę.
- To zbyt ryzykowne. Im więcej ludzi, tym większe ryzyko błędu. Poza tym dałem już jeden artykuł do gazety.
- A co, jeśli tamten człowiek będzie miał oczy shinigami?
- W takim razie ty będziesz musiał wszystkich powiadomić i kontynuować moją pracę.

*****

L wyłączył laptopa. Sui chyba już przyzwyczaiła się, że pożycza jej sprzęt.
Jeśli Raito działa sam, to prawdopodobieństwo posiadania przez niego oczu shinigami wynosi około połowy procenta. Ostatnim razem nie dokonał wymiany, ponieważ cena była zbyt duża. Jeśli jednak ma wspólnika, to sytuacja się zmienia. Bardzo możliwe, że ten drugi wymienił oczy.
Należy wziąć pod uwagę fakt, że Raito będzie spodziewał się kogoś nowego w gazecie. Pytanie tylko, czy zaskoczy go widok Ryuzaki’ego.
L spojrzał na wydrukowane pliki, które leżały na stole. Oprócz listy przestępców, którą aktualizował codziennie, znajdowały się tam artykuły z tokijskich portali informacyjnych.
Jeszcze raz przejrzał stronę, która wzbudziła w nim zainteresowanie.

Seryjnie napady na banki

W ostatnich dniach w Tokio jest niespokojnie. Bliżej nieznany mężczyzna seryjnie napada na banki. Jego ofiarami stało się dziesięć placówek takich firm jak Bank Japonii (日本銀) czy MUFG (Mitsubishi UFJ Financial Group ; 株式会社三菱UFJフィナンシャル・グルー). W napadach do tej pory zginęło osiem osób.

Poniżej znajdowało się bardzo wyraźne zdjęcie przestępcy. Ścigany miał blond włosy sięgające do ramion, kościstą twarz i brązowe oczy. Jego ostatni napad odbył się wczoraj, pierwszy – piętnaście dni temu.
Ta sprawa stała się jedną z najgłośniejszych w Japonii. Jeśli Kira nie mógł go zabić, to znaczy, że nie posiada oczu. Powinien jednak liczyć się ryzykiem. Choć prawdopodobieństwo posiadania oczu prze Raito lub jego wspólnika jest małe, nie może go wykluczyć.
Ryuzaki wziął z komody nową paczkę ciastek.
Następnym krokiem powinno być spenetrowanie gazety.

*****

Raito zapukał do drzwi redaktora.
- Otwarte. – Yagami usłyszał gruby, męski głos.
Wszedł do pokoju. Jasne oświetlenie poraziło go w oczy.
- O, już jesteś, Takuro. Siadaj. Chciałbym z tobą porozmawiać.
Raito podszedł do biurka i usiadł na krześle obok.
- O co chodzi, panie redaktorze?
- Dzisiaj był policjant w związku z twoim artykułem.
- Czy było coś z nim nie tak? – w glosie Raito było słychać niepokój – Tekst był niepoprawny politycznie?
- Nie, skąd?! Wypytywał się, kto jest jego twórcą. Nic poza tym. Chciałem się tylko dowiedzieć, czy może wiesz, o co mogło chodzić?
Raito pokiwał głową.
- Niestety nie, panie redaktorze.
- W takim razie nic więcej do ciebie nie mam, Aktsuka-kun. I pośpiesz się z tym nowym artykułem.
- Tak jest, panie redaktorze.
Raito skłonił się i wyszedł z pokoju. L jest szybki. Zadziałał już następnego dnia po opublikowaniu tekstu. Do tego współpracuje z policją.
W najbliższym czasie  w gazecie powinien pojawić się ktoś nowy. Szpieg L’a. A wtedy po nitce do kłębka.
Już niedługo zagrożenie powinno zostać zlikwidowane.

*****

Tomiko chodziła po mieście i przyglądała się wystawom. Miała trochę wolnego czasu, więc postanowiła wyjść na zakupy.
Minęła bank i weszła do księgarni. Od razu poczuła woń druku. Kochała ten zapach.
- Dzień dobry. Czy szuka pani jakiegoś konkretnego tytułu? – spytała się sprzedawczyni.
- Dzień dobry. Nie, przyszłam wybrać coś nowego do czytania.
Izumi spojrzała na najbliższą półkę. Ostatnio jej brat dziwnie się zachowywał. O co mogło chodzić?
Wzięła do ręki „Na skraju jutra”. Zaczęła czytać opis znajdujący się z tyłu książki.
Jej brat stał się taki w momencie, w którym Kira zaczął działać. A może on ma coś na sumieniu?
Izumi podeszła do kasjerki, zapłaciła za książkę i wyszła. Postanowiła udać się do starszego brata i porozmawiać z nim.

*****

Ktoś zapukał do drzwi.
- Otwarte! – powiedział Raito. Obecnie znajdował się w pokoju sam.
Drzwi otworzyły się.  Do pomieszczenia weszła wysoka brunetka.
- To ty, Izumi. – Yagami uśmiechnął się – Chciałem cię przeprosić za ostatnie spotkanie. Zachowałem się nietaktownie.
- Nic się nie stało. – zapewniła Tomiko – Nie powinnam się tak łatwo obrażać, Yagami-san.
- Akatsuka. – poprawił ją Raito – Nazywam się Takuro Akatsuka.
Tomiko zmieszała się. Była pewna, że przyjaciel je brata miał na nazwisko Yagami.
- Przepraszam. – powiedziała.
- Nic się nie stało. – rzekł Raito beztroskim tonem – Co cię tu sprowadza?
- Wiesz może, gdzie jest mój brat?
- Nie, ale zaraz powinien wrócić. A co się stało?
Izumi usiadła na łóżku swojego brata i wyjrzała przez okno.
- Katsumiego-sana coś trapi. Zmienił się. Stał się taki, od kiedy Kira znów zaczął działać. Martwię się, że Nii-san zrobił coś głupiego.
Raito spojrzał się w stronę Tomiko.
- Izumi nie jest taki.
- Skąd możesz to wiedzieć? – Tomiko spojrzała mu w oczy – Ja ma wątpliwości, chociaż znam go, od kiedy jestem na świecie.
- Uwierz mi. On nie robi nic złego. Po prostu o tym wiem.

*****

L zapukał do drzwi.
- Proszę. – odezwał się głos redaktora gazety.
Ryuzaki wszedł do białego pokoju. Na biurku leżały stosy papierów.
Redaktor podniósł głowę znad tekstu i spojrzał się na przybyłego. Przez chwilę próbował sobie przypomnieć, kto to.
- To ty jesteś od artykułu od Kiry?
Brunet skinął głową.
- Czyli zdecydowałeś się jednak na pracę w naszej gazecie?
- Tak.
Redaktor przyjrzał się mu jeszcze raz. Dość dziwny wygląd, niezbyt rozmowny, ale jego artykuł robi furorę. Poza tym przydałby się ktoś jeszcze. Co jak co, ale ostatnio odeszło dwóch dziennikarzy, a przybył tylko jeden.
Po raz kolejny rozległo się pukanie do drzwi.
- Wejść. – powiedział krótko redaktor.
Zawiasy lekko skrzypnęły. Do pokoju wszedł szatyn z teczką w ręce. L poznałby go na końcu świata, a może i jeszcze dalej.
- Mam artykuł, o który pan prosił. – powiedział Raito, nie zwracając uwagi na L’a. A może go po prostu nie zauważył?
- To dobrze, Akatsuka-kun. Przy okazji poznaj nowego. Nazywa się Ryuzaki.
Yagami drgnął. Po chwili odwrócił się w stronę L’a.
- Milo cię poznać, Ryuzaki-san. – w głosie Raito było słychać lekką radość. Oczy jednak mówiły co innego.
Yagami wyciągnął rękę w geście powitania.
- Wzajemnie, Akatsuka-san. – L uścisnął dłoń Raito.
Cała scena brzmiała jak najzwyklejsze przywitanie nowego pracownika. L i Raito jednak nie spuszczali z siebie wzroku. Każdy z nich próbował prześwietlić drugiego spojrzeniem. Wysondować. Wedrzeć się jak najgłębiej.
- Mhmmm… - chrząknął redaktor – Może oprowadzisz nowego po budynku, Takuro-san?
- Nie ma problemu. – Raito otworzył drzwi i wyszedł na korytarz – Idziesz, Ryuzaki?
Brunet wyszedł z gabinetu i ruszył za Yagami’m. Po kilku chwilach byli już wystarczająco daleko od miejsca spotkania, by zacząć rozmowę.
- Dlaczego to robisz? – zaczął Raito.
- Mógłbym spytać się ciebie o to samo.
- Nie jesteś już najlepszym detektywem na świecie. Nie masz obowiązku ze mną walczyć. Stań po mojej stronie…
- Yagami, kun. – przerwał mu L – Doskonale wiesz, że to, co robisz, jest złe.
- Ja zaś wiem, że ty również po części czujesz to samo, co ja. To jedyna droga do zapanowania pokoju. – Raito spojrzał się uważniej na Ryuzaki’ego. Nie znalazł nawet śladu zrozumienia.
- Wszystko zbudowane jest na strachu. Są dobrzy nie dlatego, że chcą tacy być, tylko dlatego, że muszą. To jest forma niewoli. Tylko nieliczni mogą ci się postawić. Nie zamierzam się poddawać.
Przez kilka chwil szli w milczeniu.
- I jak ci się podoba redakcja? – Ryuzaki poczuł ciężar ręki na lewym ramieniu. Koło nich zmaterializował się redaktor.
- Właśnie miałem go zaprowadzić do drukarni, szefie. – powiedział Raito.
- Myślę, że nie trzeba. Wiem gdzie się znajduje. – odrzekł spokojnie Ryuzaki, po czym obrócił się na pięcie i ruszył w stronę wyjścia.
- Tylko pamiętaj! Jeśli zabraknie ci weny, przyjdź do tej kawiarni, o której ci mówiłem. W soboty od godziny szesnastej mają nawet promocję! – krzyknął Raito za odchodzącym L’em.

*****

Raito siedział w wynajmowanym pokoju. Jego wzrok był skierowany w okno.
- Raito!
Yagami po raz kolejny zignorował Ryuka, który od kilkunastu minut próbował wydusić z niego jakąkolwiek odpowiedź.
- Hej, Raito! Czemu się na mnie obraziłeś?
Yagami westchnął.
- Nie obraziłem się, Ryuku, tylko usiłuję myśleć.
- Nad czym takim?
Raito położył się na łóżku i spojrzał na biały sufit.
- Wczoraj rano spotkałem L’a.
- ???
- W gazecie. Przypuszczałem, że pojawi się ktoś nowy. Ktoś, kto będzie szpiegował dla L’a. Nie sądziłem jednak, że Ryuzaki pofatyguje się osobiście. Jeśli wynająłby kogoś do szpiegowania ruchów gazety, mógłbym dojść, gdzie on mieszka. L jest jednak sprytny i nie wierzę, by udało się go w jakikolwiek sposób śledzić. Ryuzaki wiele zaryzykował, ale mimo to nic mu nie mogę zrobić.
Shinigami wzniósł się w powietrze, po cym zawisł do góry nogami.
- Przypominam ci, Raito, o możliwości wymiany oczu.
- Już to omawialiśmy, Ryuku. – Yagami westchnął lekko znudzony – Naprawdę mam aż tak dużo życia, że pokusa zdobycia połowy jest silniejsza niż nuda, gdy pokonam L’a?
- Chciałem tylko być uczciwy. – bóg śmierci wzruszył ramionami – Skoro nie udało ci się namówić Izumi’ego, myślałem, że sam wymienisz oczy. Pogramy w Mario Golfa?

*****

L układał karmę w fioletowych opakowaniach na półkach. Sklepik Ookami-sana cieszył się dużym powodzeniem.
Ryuzaki zaczął rozmyślać o spotkaniu z Raito. Nawet jeśli uda mu się nagrać rozmowę, w której Yagami oświadcza, że jest Kirą, niczego nie udowodni bez notatnika. Trzeba jednocześnie przejąć zeszyt i udowodnić mu winę. Sam notatnik nie wystarczy jako dowód.
Tylko w jaki sposób trzeba to zrobić? W sumie zawsze można się pozbyć zeszytu i problem z głowy. Wystarczy dojść, gdzie Yagami-kun obecnie mieszka i odebrać mu notatnik. W takim wypadku trzeba by przeszukać cały budynek. Prawdopodobieństwo znalezienia zeszytu wynosi wtedy około siedmiu procent. To za mało, by podjąć takie działania. Poza tym Raito może mieć ukryte zapasowe kartki.
Plan B. Zamontować kamery w jego domu i obserwować go przez okrągłą dobę. Tak jak ostatnio.
Tylko że wtedy był największym detektywem na świecie i mógł sobie na coś takiego pozwolić. Poza tym lepiej nie stosować tej samej sztuczki kolejny raz.
Pytanie numer dwa. Po co Kira chce się z nim spotkać?
Sobota, dwudziesty trzeci maja dwa tysiące piętnasty rok. W kawiarni, w której rozmawiali, kiedy byli razem na uczelni. Czas i miejsce podał naprawdę jasno. Co znaczy, że w redakcji najprawdopodobniej nie ma kamer, a sam redaktor nie jest zbyt bystry.
Co Kira planuje? Czy to jakiś podstęp?
Czy powinien się z nim spotkać? Nie.
Czy chce tam iść? Tak.
Mówią, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła. Żeby złapać Kirę, trzeba zajść jeszcze dalej.

*****

Kelnerka postawiła przed Ryuzaki’m  porcję lodów. L siedział teraz w kawiarni. Tej samej, co przed laty.
- Przepraszamy, ale nie może pan przebywać z zakrytą twarzą w miejscach publicznych.
L zdjął maskę i odłożył ją na bok. Jeśli zaprotestowałby, kelnerka wezwałaby policję. Pojawiłby się wtedy problem z tajnością. Możliwe, że byłby notowany. Ciekawe, jakby policja zareagowała na wieść, że nie posiada żadnych dokumentów…
Ryuzaki nabrał na łyżeczkę trochę białej, zimnej masy, po czym wsadził do ust.
Możliwe, że Raito ściągnął go tu tylko po to, by go zabić. Przecież śmierć można wywołać nie tylko notatnikiem.
Lody zaczęły powoli się roztapiać. Ryuzaki postanowił podsumować wszystko, co już wiedział.
Raito Yagami to Kira. By tego dowieść potrzebny jest notatnik oraz jednoznaczne dowody.
Mello, Near i członkowie SPK nie żyją. O notatniku wiedzieli tylko on, grupa śledcza oraz, prawdopodobnie, szef FBI. Poza tym należało uwzględnić pomocników Raito.
On i Yagami, mimo że zostali wpisani do notatnika, żyją. Więc można wskrzeszać ludzi którzy umarli przez zeszyt. Wystarczy, by wpis zniknął z notatnika. Czy do tego wystarczy zwykła gumka? Jeśli nie, to jak powinno się wymazać nazwisko? Czy Yagami może zabić kogoś, a potem przywrócić do życia?
Drzwi do lokalu otworzyły się. W progu stanął Raito. L przyglądał się, jak Kira szuka go wzrokiem. Po chwili Yagami zauważył go i podszedł do stolika. Znajdowali się dokładnie w tym samym miejscu, co poprzednio.
- Witaj, L. – powiedział Raito, siadając.
- Nawzajem. Chciałbym się dowiedzieć, po co mnie tu sprowadziłeś. – L włożył do ust kolejną porcję lodów.
- Czy musi być jakiś cel? – Yagami uśmiechnął się lekko.
- Nie zrobiłbyś czegoś, co nie ma celu.
Do stolika podeszła blondwłosa kelnerka. Ta sama, która obsługiwała Ryuzaki’ego.
- Witam szanownego pana. Może kawy? – spytała się. W ręku trzymała niewielki notesik.
- Poproszę. – Raito posłał jej uśmiech.
Kelnerka oddaliła się szybkim krokiem do kuchni.
- Mam do ciebie kilka pytań, L. – uśmiech a twarzy Raito znikł równie szybko, jak się pojawił.
- Odpowiem ci na nie, jeśli ty odpowiesz na moje.
Ryuzaki odstawił pucharek na bok. Oblizując dokładnie łyżeczkę, przyglądał się Yagami’emu.
Raito skinął głową.
- Ja zaczynam. Czy na pewno nie chcesz przejść na moją stronę?
- Przecież znasz moje zdanie na ten temat, Yagami-kun.
Raito westchnął.
- Szkoda. Mógłbyś się naprawdę przydać. Dawałem ci szansę, więc nie miej do mnie żalu, kiedy cię zabiję.
- Teraz moja kolej. Dlaczego oboje żyjemy?
- A więc to cię dręczy? Na to mogę ci odpowiedzieć. Istnieje specjalna gumka, którą można wymazać nazwiska z Death Note’a.
Czyli Kira ma ten sam notes, co poprzednio. Do tego wie o gumce. Żaden shinigami nigdy w życiu nie wymazałby nazwiska z Death Note’a. To działanie wbrew ich usposobieniu.
Raito ma wspólnika.
- Jeszcze jakieś pytanie?
- Near, SPK, Wammy’s House. Czy musiałeś ich zabijać?
Raito przez chwilę milczał. Czyżby po tylu latach egzekucji wciąż miał sumienie?
- Musiałem. – odpowiedział stanowczo – Jesteś świadomy, że w przyszłości podzielisz ich los?
- Co ci daje gwarancję, że wygrasz?
Raito pokiwał głową.
- To już trzecie pytanie. Teraz ja.
Blondwłosa kelnerka podeszła do stolika i podała Yagami’emu kawę.
- Chciałbym zamówić jeszcze jedną porcję lodów. – powiedział Ryuzaki.
- Jaki pan smak wybiera?
- Waniliowe.
Kelnerka wzięła pucharek ze stołu i oddaliła się. Łyżeczka została na stoliku.
- Współpracujesz z policją? – spytał się Raito.
- Tak.
- Mógłbyś odpowiadać bardziej szczegółowo?
- Nie. Dlaczego byłeś pewny, mówiąc o wygranej?
Yagami uśmiechnął się.
- O tym później. Wiesz, dlaczego wybrałem liczbę pięć do naszej komunikacji?
L zaczął się bawić łyżeczką od lodów.
- Po pięciu latach wróciłeś. Po pięciu dniach od rozpoczęcia twoich działań zacząłem z tobą walczyć. Piąty więzień napisał „L, czy wiesz”…
- Nie tylko.
L przyjrzał mu się uważnie. Czego jeszcze nie zauważył?
- Shi. – Yagami uśmiechnął się. Ryuzaki wnet pojął, o co chodzi.
Shi – japoński wyraz oznaczający jednocześnie śmierć i cztery.
Pięć jest po czwórce.
Pięć jest po śmierci.
- Chciałbym ci zadać jeszcze jedno pytanie. Kogo wyznaczyli do pracy nad ujawnieniem Kiry?
- Doskonale wiesz, że ci tego nie powiem.
- Rozumiem. – Yagami westchnął - Uważam, że przydałoby się to już skończyć. Pytałeś mnie, dlaczego jestem pewny wygranej. Ostatnim razem cię pokonałem. Dlaczego nie teraz?
Nie, Yagami nie może mieć oczu. A może jego wspólnik je posiada?
- Jestem pewien wygranej z jednego, prostego powodu. Za kilka minut zginiesz. Jeśli wstaniesz od stolika, bomba przytwierdzona do ławki wybuchnie. Żeby nie było nudno, ma dodatkowo ustawiony zapłon na pięć minut. Jeśli podniesiesz alarm teraz, ja odpalę ładunek pilotem, który mam w kieszeni. Masz wybór. Albo umrzesz teraz i zabierzesz do grobu mnie i wszystkich w tej kawiarni, albo zginiesz tylko ty. Żegnaj, Ryuzaki.
Raito wstał od stolika. Po chwili był już za drzwiami.
L automatycznie zmienił pozycję na taką, by zobaczyć, co jest pod ławką. Faktycznie, znajdował się tam tykająca bomba.
Cztery minuty trzydzieści sekund. Yagami miał rację. Nawet jeśli wezwałby ludzi do rozbrojenia bomby, nie zdążyliby na czas. Ale on nie może tak po prostu zginąć!
Cztery minuty piętnaście sekund. Do bomby prowadziło dwadzieścia kabli. Raito chciał zminimalizować szanse przecięcia właściwego do pięciu procent. Kabel może znajdować się w losowym położeniu. Nawet jeśli zacząłby teraz krzyczeć, by wszyscy wyszli (co mu i tak nie bardzo pasowało), na początku zostałby uznany za żartownisia. Zanim ludzie zrozumieją, czas minie.
Trzy minuty trzydzieści sekund. Musi być jakieś wyjście.
Chwila. Bomba musi mieć jakiś wyłącznik. Jakby Ryuzaki się nie pojawił, a Raito niechcący ją włączył, musiałby ją jakoś unieszkodliwić.
L zaczął szukać przycisku do wyłączania. Nic jednak nie znalazł.
A może Raito po prostu wie, który kabel należy przeciąć? Albo ma wyłącznik w pilocie?
Dwie minuty. Materiał wybuchowy jest połączony dwudziestoma kablami z systemem odpalającym. Ładunek można zdetonować pry użyciu pilota a odległość (albo Raito blefował).
Minuta trzydzieści sekund. Myśl, Ryuzaki.
- Przepraszam pana, że musiał pan tyle czekać na lody. – L usłyszał głos tuż nad sobą – Mieliśmy drobne problemy.
A może powiedzieć kelnerce o tym wszystkim? Zrobi dużo niepotrzebnego szumu i nic to nie da.
Ryuzaki wrócił do swojej dawnej pozycji.
- Nic się nie stało. Proszę się nie martwić.
Kelnerka odeszła, lekko postukując butami. Ryuzaki wrócił do rozmyślań.
Zostało około trzydziestu sekund. Czy naprawdę nie może nic zrobić?
L mimowolnie spojrzał się na stół. Raito nawet nie tknął kawy.
I wtedy go oświeciło. Detonator musi być elektroniczny. Jest mała  szansa, że to zadziała, ale i tak większa niż w sytuacji, w której będzie musiał przeciąć kabel.
Ryuzaki chwycił kawę ze stolika, po czym znów pochylił się nad bombą. Przechylił kubek i zalał płynem system odpalający. Po obudowie przeszło parę niebieskich iskierek.
Licznik zatrzymał się na dziesięciu sekundach.

wtorek, 1 grudnia 2015

Page 5 - Gazeta

Elo! Wrzucałam tu cokolwiek chyba wieki temu. Mniejsza... Wracam z nowym rozdziałem.
Tada!


Page 5 - GAZETA

- Teraz naszym priorytetem powinno być zdobycie nazwiska L’a.
Katsumi kiwnął głową. On również uznał to za prawidłowe działanie.
Był niedzielny poranek. Słonce zaglądało przez szybę do pokoju, tworząc cienie rzeczy znajdujących się na parapecie.
- Tylko jak chcesz to zrobić? – zapytał się Ryuk – Ostatnim razem miałeś Rem, a teraz…
- Teraz mam technikę i legitymacje dziennikarza. – uciął Raito – Już ci mówiłem, że z tym papierkiem mogę wejść prawie wszędzie.
- To co planujesz zrobić najpierw? – zagadnął Katsumi.
- Muszę się zastanowić. Żadne z nas nie pamięta nazwiska L’a…
- Ja pamiętam.
- A powiesz je, Ryuku?
- Przecież znasz reguły, Raito. Nie stoję po niczyjej stronie. Jestem tylko obserwatorem.
- Wracając do tematu, nikt z nas nie pamięta LUB NIE POWIE nazwiska L’a, - Raito spojrzał się na Ryuka, który właśnie po raz kolejny zamierzał się wtrącić – ale ktoś musi je znać. Jacyś ludzie z jego przeszłości.
- Tylko jak zamierzasz znaleźć takie osoby?
- Tak samo, jak znalazłem resztę nazwisk. Wystarczy poszukać informacji o chłopcu, który przejawiał ogromny talent dedukcyjny, matematyczny i obserwacyjny, a potem informacje o nim zniknęły.
- He he. Nie wziąłeś pod uwagę jednego, Raito.
- Czego takiego?
- A jeśli L został detektywem, zanim internet się dobrze rozwinął?
Raito westchnął.
- Jak ty mało znasz ludzi, Ryuku. I pomyśleć, że przebywałeś na ziemi ponad siedem lat.
- ?
- Ludzie lubią się chwalić tym, co robią. Blogi, filmiki na YouTubie służą właśnie temu. Wszyscy chcą przyciągnąć uwagę do siebie. Fotografują, malują, piszą. Czasami jednak zdarzy się osoba, która będzie opisywać swoją przeszłość. Nie jest ich wielu, ale wystarczy, by napisać o L’u parę zdań. Często to są wspominki ze szkoły, wczesnej młodości. Ludzie od zawsze kochali opowiadać. Nie wykluczone, że gdzieś wśród tego znajduje się L. Rozumiecie? „A w mojej klasie był chłopiec, który miał czarne włosy. Jego tęczówki nigdy nie były widoczne. Był najlepszy ze wszystkich przedmiotów. Bla, bla, bla.” Wystarczy znaleźć takie osoby. Przede wszystkim należy wziąć pod uwagę Wielką Brytanię i USA. Jeśli dobrze pamiętam, jego nazwisko było angielskie.
- To ja idę sprawdzić na necie.
Izumi podszedł do biurka i włączył laptopa.
- To jak on wyglądał?
- Czarne włosy, oczy bez tęczówek. Ale wygląd mógł się zmienić. Bierz pod uwagę również osoby z innym kolorem włosów i niebieskimi tęczówkami.
- Zrozumiałem.
Katsumi kliknął w wyszukiwarkę i zaczął pisać hasła. W tym czasie Raito wyjął teczkę. Wziął do ręki czystą kartkę.
- Co będziesz robić? – zapytał się Ryuk.
- A co mogę robić? Będę pisał artykuł do gazety.

*****

Sui weszła na cmentarz z bukietem czerwonych goździków. Jej mama często mówiła, że bardzo lubi ten kolor. Okano-sama byłaby zadowolona, gdyby je zobaczyła.
Przeszła przez kolejną alejkę.
A może jej mama mówiła tak tylko dlatego, by nie martwiła się o swój kolor włosów? Nie, ona by nie kłamała. A może jednak?
Miała już za sobą połowę drogi.
Przypomniało jej się, że kiedy ostatnim razem przyszła do rodziców, poprosiła o kogoś, kto by ją zrozumiał. Chwilę później pojawił się Ryuzaki.
Ogrodzenie. Sui automatycznie skręciła w prawo.
Czy to był tylko przypadek? A może przeznaczenie?
Nagle zobaczyła, że ktoś stał na grobie koło jej rodziców. Przyspieszyła kroku. Czyżby ktoś po tylu latach się tu pojawił?
Po  chwili poznała zgarbioną sylwetkę i czarne włosy. Przecież to był…
- Ryuzaki! – krzyknęła dziewczyna.
Chłopak stał tylko kilka grobów dalej.  Usłyszawszy głos, odwrócił się. W ręku trzymał mały pędzel.
Sui podbiegła do niego.
- Co ty tu robisz? – spojrzała na czarną puszkę farby stojącą na grobie – Ty na serio to odnawiasz?
- Mhm… - mruknął Ryuzaki i wrócił do pracy.
Dziewczyna powoli przyjrzała się grobowi. Wszystkie ubytki w płycie były niewidoczne. Litery znów lśniły czernią. Sui mogła bez problemu odczytać napis.

Quillish Wammy
Żył lat 71
Zm. 5 XI 2015

Druga strona tablicy nie była jeszcze dokończona.
- A tak właściwie, dlaczego odnawiasz ten grób?
Ryuzaki zatrzymał się na przedostatniej literze nazwiska. Przez chwilę panowała cisza.
- Mam wiele powodów.
Kolejne tajemnice.
- Znałeś ich?
- Tak.
- Był o dla ciebie ktoś bliski?
Ryuzaki odłożył pędzel. Właśnie skończył poprawiać napis.
- Tak.
Schował przybory do reklamówki i schował je za grobem. Podszedł do Sui.
Okano odczytała napis.
Luke Longbottom
Żył lat 25
Zm. 5 XI 2015

- Kto to był dla ciebie? – Sui wyrwało się pytanie.
Ryuzaki westchnął.
- To ludzie, którzy pomogli mi, gdy zostałem sam.
Sui spojrzała na niego pytająco.
- Kiedy byłem dzieckiem, w dom moich rodziców uderzył piorun. Tylko mi udało się przeżyć. Zostałem sam. Wedy właśnie poznałem Wammy’ego. Był dla mnie jak dziadek.
- A ten obok?
Ryuzaki zawahał się.
- Nikt ważny.
Sui przyjrzała się mu. Ryuzaki z jakiegoś powodu nie chciał o nim mówić.
- Dlaczego zginęli?
- Ponieważ zdarzył się wypadek. – ton głosu Ryuzakiego wskazywał, że o tym nie chciał mówić. Więc dlaczego jej odpowiedział?
- Ty też tam byłeś?
Ryuzaki skinął głową. Jego spokój był teraz inny. Udawany.
- Nie możesz się obwiniać o ich śmierć.
- Kto mówi, że…
- To się czuje. Może po prostu musiało tak być.
- Wątpię…
- Ja też nie wierzyłam w przeznaczenie. Ale to, co się teraz dzieje, karze mi uwierzyć.
Przez chwilę panowało milczenie.
- Przeznaczenie nie istnieje. Wszystko zależy od ludzi.
- Może i masz rację, ale jesteś potrzebny teraz. Musi istnieć jakiś powód, dlaczego żyjesz. Choćby najbłahszy.

*****

- No i jak wyniki? – Raito odłożył kartkę i podszedł do laptopa, na którym pracował Katsumi.
- Okazuje się, że do opisu pasuje już około pięćdziesiąt osób, w tym siedem z nich ma imię i nazwisko na L. To tak, jakby ludzie uwzięli się na nas.
- To pokaż to, co już znalazłeś. Może coś skojarzę.
Izumi otworzył Word’a i pokazał listę nazwisk.

Lee Langdon – czarne włosy, niebieskie oczy. Słaby z fizyki
Luke Longbottom – ciemnobrązowe włosy, niebieskie oczy. Duży talent matematyczny.
Logan Lovegood – blond włosy, niebieskie oczy. Średnia powyżej 5,8.
Levis Lestrade – ciemnobrązowe włosy, niebieskie oczy. Najlepszy w kraju z matematyki, fizyki i chemii.
Leonardo Lupin – kasztanowe włosy, niebieskie oczy. Najlepszy z egzaminów gimnazjalnych  w 1996r

- I jest tego dużo więcej. – powiedział Izumi.
- Przypuszczałem, że przez kolor oczu będzie sporo wyników, ale nie spodziewałem się, że aż tyle.
Raito odsunął się od biurka i podszedł do okna.
- W ten sposób niczego się nie dowiemy.
- Ale przecież można się tego inaczej dowiedzieć. Musi istnieć jakiś inny sposób.
Raito zacisnął pięści.
- Wiem o tym.
Yagami zaczął chodzić w kółko po pokoju. W jaki sposób poznać nazwisko L’a?
Sztuczka, którą zastosował do Wammy’s House tutaj nie zadziała. Nawet jeśli jego nazwisko jest na tej liście, jak ma je wyłowić z pośród reszty. Ma tylko cztery podejścia. To za mało, by strzelać.
Może istnieją jakieś dokumenty z jego nazwiskiem? L nie jest głupi. Na pewno wszystkie dawno zniszczone. Tak samo dzienniki szkolne. Co jeszcze? Połowa życia to za drogo, nawet jeśli miałby dostać oczy shinigami.
- Cena za oczy się nie zmieniła, Ryuku?
- Raito, to wszystko obowiązuje od tysięcy lat. Z jakiego powodu miałaby się zmienić?
Raito zerknął na artykuł, który przed chwilą skończył. Nie myślał, że będzie go dawać do publikacji.

*****

Matsuda siedział sam w pokoju. Za „bazę główną” wybrano jeden z pokoi w jego domu. Nikt nie chciał siedzieć nad tą sprawą w komisariacie.
Godzinę temu próbował skontaktować się z członkami SPK: Stevem, Halle i Gewannim, jednak nic to nie przyniosło. Nie udawało się to ani prywatnie, ani przez FBI. Tak, jakby przepadli.
Drzwi do pokoju otworzyły się.
- Naprawdę musimy zajmować się tym w niedzielę? – mruknął Ide, wchodząc.
Tuż za nim wkroczył Aizawa.
- Myślałem, że jesteś bardziej poważny, Hideki. Zajmujemy się jedną z najtrudniejszych spraw na świecie.
Aizawa postawił laptopa na stole. Po chwili rozległy się dźwięki włączanej maszyny.
- Jak próby skontaktowania się z SPK, Matsuda?
- Może poczekamy na R’a?
- Słusznie.
Minęło kilka minut. Na ekranie laptopa pojawiła się litera R wypisana czcionką Old English MT.
- Witam. Czy są nowe informacje?
- Nasze próby skontaktowania się z członami byłej organizacji SPK spełzły na niczym. – zaczął Matsuda – Nie odpowiadają ani prywatnie, ani służbowo.
Przez chwilę po drugiej stronie panowała cisza.
- Uważam, że należy ich uznać za martwych.
- Skąd ta pewność?
- Istnieje dokładnie sześćdziesiąt osiem procent szans, że nie żyją. Kira jest sprytny. Zabił N’a i dzieci z Wammy’s House. SPK nie składało się z idiotów. To byli specjalnie wyszkoleni ludzie, którzy wiedzieli o notatniku i mogli zagrażać Kirze.
- To w takim razie dlaczego my żyjemy?
Przez chwilę panowała cisza.
- Bo jesteście ważnym pionkiem w jego grze.
Wszyscy popatrzyli po sobie. Niby ze ONI byli ważni dla Kiry?
Nagle do głowy każdego z nich przyszła myśl. Do ich świadomości zapukała podejrzliwość.
- W takim razie to ty mógłbyś być Kirą. – powiedział w końcu Aizawa.
- Zapewniam was, że nim nie jestem.
- Możesz to udowodnić?
- Gdybym nim był, to czy nie próbowałbym unikać tematów, które spowodowałyby u was podejrzliwość? Powiedziałbym, że popełniłem błąd, a nie wyrażał swoje zdanie. Poza tym nie można jednoznacznie stwierdzić, czy ktoś na pewno nie jest Kirą.
- Coś w tym jest. – odezwał się Matsuda.
Nikt nie odpowiedział.
- Rozumiem was. – przerwał ciszę R – Ciężko jest zaufać czarnej literze i syntetycznemu głosowi, jednak jestem zmuszony zachować te środki ostrożności. Ma do was jeszcze jedną prośbę. Może wydać się wam dość dziwna, ale jest potrzebna.
Cala trójka spojrzała się na monitor.
- Jeśli ktokolwiek zapyta was o nazwisko L’a, odpowiedzcie, że go nie pamiętacie.
Nikt nie krył zdziwienia.
- Dlaczego? Przecież L nie żyje.
- Wiem o tym, jednak to bardzo istotne.
Wszyscy siedzieli jeszcze pięć minut, jednak nic nowego nie wynikło. Matsuda był jak nieobecny. Wydawało mu się, że w R jest coś znajomego. Do tego to podobieństwo. R i L (w japońskim wymawia się je odpowiednio ある(aru) i える (eru)). W tym musiało coś być.
*****

- Moim zdaniem jest to dobry tekst. – powiedział redaktor naczelny gazety – Zmieniłbym tylko ten akapit. Podzielił na części i rozbudował. Poprawisz to za pół godziny, Akatsuka-kun?
- Moim zdaniem nic tu nie trzeba poprawiać. Jeśli rozbudowałbym ten akapit, artykuł przekroczyłby wyznaczoną liczbę znaków. I tak już jest prawie maksymalna.
- Rozumiem. Idź zanieść to do druku. Nienawidzę pracować w niedzielę.
Raito wyszedł na korytarz. Od razu skierował kroki do drukarni.
Takuro Akatsuka. Zdecydowanie dobrze, że przyjął fałszywe nazwisko.
Raito jeszcze raz sprawdził tekst. Nie zawierał żadnej pomyłki, żadnego przekręcenia. Każda litera się zgadzała. Na szczęście dyrektor pozwolił mu zachować formę tekstu.
Otworzył drzwi, które miał po prawej stronie. Znalazł się w białym pokoju. Przy biurku ustawionym tyłem do wejścia siedział młody mężczyzna pracujący na komputerze.
- Hiro, mam coś dla ciebie.
Brunet oderwał oczy od ekranu i obrócił się na krześle.
- To ty, Takuro! Nowy tekst do gazety?
Yagami kiwnął głową.
- Pokaż mi go.
Raito podał mu swój telefon. Hiro podłączył go do komputera, po czym zgrał plik tekstowy.
- A dlaczego tu tak nierówno? – spytał, otwierając dokument.
- Nie wiem. Taki tekst oddał dyrektor.
Hiro zaczął wklejać tekst na stronę.
- Czasami trudno go zrozumieć.
-Nie przeczę.

*****
Był poniedziałkowy poranek. L siedział przy stoliku mieszając herbatę z cukrem (w proporcjach 1:2). Po jego prawej stronie leżała gazeta którą Ookami zostawił na blacie w kuchni (sklep i dom znajdowały się w tym samym budynku).
To miłe ze strony Hidekiego, że pozwala mu korzystać z kuchni.
Ryuzaki sięgnął po gazetę. Zaczął ją przeglądać.
Zapowiedzi, dział sportowy. W sumie nic ciekawego.
Spojrzał na stronę piątą. Znajdował się na niej artykuł o Kirze.
W sumie to nic złego poznać zdanie prasy. Nawet jeśli byłby to bezsensowny bełkot, nie zawierający ani grosza prawdy. Przynajmniej będzie wiedział, co myślą ludzie.

Od środy trzynastego maja br. cyklicznie powtarzają się zawały serca u przestępców. Wiele gazet, a także i prezenterów telewizyjnych ogłaszało, że Kira powrócił, jednak były to tylko pogłoski. Do tej pory.
Premier Japonii osobiście potwierdził powrót Kiry. W wypowiedzi mocno zaznaczał, iż to prawdopodobnie inna osoba. Politycy poszli w jego ślady, nie tylko Japońscy.

Lecz czy to dobrze, że to prawdopodobnie inna osoba? Mogłoby to znaczyć, że umiejętności Kiry może posiąść każdy na świecie.
Policja już wszczęła dochodzenie. ICPO i FBI zadeklarowało pomoc, jeśli nie samo rozwiązanie sprawy.

Świat jest teraz zwrócony ku Japonii. Prezenter
LE Studio oraz amerykańska prasa potwierdziła,
że właśnie w tym kraju, tak ja poprzednio
jest Kira. Światowa organizacja
MEM również przyłącza się do tej tezy.

Obecnie wielu ludzi, stosując rozumowanie L’a, które przedstawił w telewizji, potwierdza tą tezę. Przyjęto ją jako pewność.

Przy obecnie zaangażowanych siłach znalezienie Kiry powinno pójść łatwo, jednak ostatnia walka trwała siedem lat, więc wszystko jest możliwe.

- Nic nadzwyczajnego. – skwitkował Ryuzaki, odkładając gazetę na bok – Zwykła, dziennikarska paplania. Do tego źle wydrukowali piąty akapit.
L drgnął. Chwycił gazetę.

Świat jest teraz zwrócony ku Japonii. Prezenter                                       
LE Studio oraz amerykańska prasa potwierdziła,                                         
że właśnie w tym kraju, tak ja poprzednio                                                   
jest Kira. Światowa organizacja                                                                
MEM …

Ryuzaki nie dokończył czytać. Podniósł się z fotela, wziął kartkę i długopis, po czym wrócił na swoje miejsce.

Świat jest teraz…

Więc świat.
Potem LE.
Że
Jest
Na końcu MEM
ŚWIAT LE ŻE JEST MEM
Chyba się pomylił. Może jest za bardzo stanowczy w tezie, że Yagami-kun…
A może nie?
Piąty akapit.
Piąta strona.
Piąta ofiara, w kolejności od najwcześniejszego do najpóźniejszego zgonu, zostawiła list.
Po pięciu dniach L zaczął działać.
Nawet Kira wrócił po pięciu latach.
W tym musiało coś być. A może faktyczne przesadza, a to tylko zbieg okoliczności…
L przyjrzał się wypisanym wyrazom. Po chwili zrozumiał.
To anagram.
Nadawca chciał, żeby nawet ktoś, kto domyśli się ukrytej wiadomości, nie mógł jej rozszyfrować. To miała być wiadomość dla jednej osoby, która zobaczy w niej więcej, niż zbitkę sylab.
ŚWIAT ŻE JEST MEM
WIEM ŻE JEST TAM ŚLE?
Nie.
WIEM ŻE TAM JESTEŚ L.
Czyli ten ktoś dowiedział się, że żyję. Tylko kto?
Pierwsza myśl to oczywiście Kira. Tyle że powinno rozważyć wszystkie opcje. Może ktoś z Wammy House? Nie ten ton. Poza tym jak by się dowiedział?
Czyli to Kira. Jak na razie ten tor nie daje nic więcej.
A może jednak nie?
Kira zwrócił się do niego pseudonimem. Czyli albo ma inny notatnik, albo jego nazwiska nie ma w zeszycie. Druga opcja jest dużo bardziej prawdopodobna.
„Człowiek, którego imię znajdzie się w notesie, umrze.” To było chyba jakoś tak.
Jego nazwisko musiało zostać wymazane. Do tego notatnik dostał się w ręce kogoś, kto wiedział, gdzie znajdowało się jego imię. Inaczej nawet nie domyśliłby się, że Ryuzaki umarł. Kira wie, że L był uznany za martwego. Do tego nie pamięta jego nazwiska.
L był na siedemdziesiąt procent pewny, że Raito jak on wrócił do życia i od nowa bawi się w boga.
Teraz wystarczy do niego dotrzeć. Kira musi mieć kontakty z prasą. Inaczej nie opublikowałby tego tekstu. Być może jest nawet jednym z dziennikarzy. Trzeba to przebadać, i to jak najszybciej.

*****

- Że co? – Aizawa myślał, że się przesłyszał.
- Potrzebuję listy osób, które wiedzą, że L nie żyje. – ponownie wyjaśnił do mikrofonu.
Trzeba wziąć pod uwagę wszystko. Nie można nikogo pominąć.
- Nie to, że szef nie zrozumiał, tylko zdziwił się, że wszystko, o co prosisz, w jakimś stopniu kręci się wokół świętej pamięci L’a.
- Mówiłem, nie mów na mnie szefie. – przypomniał Aizawa.
- Przepraszam, szefie.
L westchnął. Już prawie zapomniał, jakim Matsuda potrafi być idiotą. Może oglądanie tego wszystkiego przez kamerkę internetową było zabawne, ale zajmują się teraz sprawą Kiry.
- Możemy wrócić do toku rozmowy? – upomniał załogę, która już zdążyła skupić się na czymś zupełnie innym.
- A tak. Przepraszamy, R. – Aizawa ogarnął się jako pierwszy.
- Już więcej nie będę mówił do szefa „szefie”.
- Matsuda!
- To może ktoś pamięta, jakie organizacje wiedzą o śmierci L’a? – Ryuzaki zadał pytanie, zanim od nowa zaczęła się dyskusja na temat „szefa”.
Ekipa po drugiej stronie kamery zaczęła się zastanawiać.
- Wydaje mi się, że tylko FBI i my. – odezwał się Matsuda.
- Dziękuję, tyle chciałem wiedzieć.
L zauważył, że Matsuda zaczął się nad czymś zastanawiać. Ostatnio też się tak zachowywał.
Wszyscy zaczęli się powoli rozchodzić.
- Matsuda, czy mógłbyś zostać na chwilę?
Tota westchnął i ponowie usiadła na kanapie. W tle trzasnęły drzwi.
- Czy wszyscy już wyszli? – zapytał się Ryuzaki.
- Tak, jesteśmy tu sami.
Czy Matsuda ma wrażenie, że zaraz dostanie reprymendę?
- Chodzi mi tylko o to, żebyś sprawdził, kto napisał artykuł o Kirze na piątej stronie w dzisiejszym wydaniu „Gazety porannej”.
- Nie ma sprawy! – krzyknął jak za dawnych czasów.
 - I jeszcze jedno. Zauważyłem, że ostatnio często się zamyślasz. O co chodzi?
Matsuda ewidentnie nie wiedział, co powiedzieć.
- Bo ten… bo pan mi…
- Przypominam ci kogoś?
- Tak.
- Kogo?
- Ten…
- L’a?
Matsuda drgnął. Spojrzał się w kamerkę.
- Czyli przypominam ci L’a.
- Skąd to wiesz?
Może Matsuda i jest idiotą, ale komuś będzie musiał przekazać inicjatywę, gdyby on poległ.
- Z twojego zachowania. Ostatnio miałeś taki wyraz twarzy przy sprawie z Yotsubą. Do tej pory się zastanawiam, jak można było tak głupio postąpić.
Matsuda zmarszczył czoło. Zastanawiał się, co powiedzieć.
- Ryuzaki? – wydukał w końcu.
- Matsuda, ciszej. Nie chcę, żeby dowiedziała się o tym cała reszta. Myślałem, że chociaż trochę się zmieniłeś.
- Ale… w jaki sposób…
- Wyjaśnię ci, kiedy sam się dowiem.
- Nie wiesz, dlaczego żyjesz?
- Nie wiem. Obudziłem się w grobie kilka dni temu.
Matsuda szeroko otworzył oczy. L go rozumiał. To było wprost niemożliwe.
- Pamiętaj, że mowa tu o działaniu Notatnika Śmierci, który sam w sobie jest nadprzyrodzony. I jeszcze jedno. Powiedz reszcie, żeby zmieniła swoje dane osobowe. Tylko nazwisko. Nie wiem, czy to zadziała. Nie mówcie o zmianie nikomu, nawet żonom. Tak im powiedz. I proszę, zachowaj w tajemnicy, że żyję.

*****

Raito wziął gazetę do rąk. Był wtorek, dziewiętnasty maja. Już minął prawie tydzień, od kiedy wrócił na ziemię.
Otworzył „Gazetę poranną” na piątej stronie i, wkładając kanapkę do ust, którą miał na śniadanie, zaczął czytać.

Z relacji policji wynika, że Kira zabił już ponad sto pięćdziesiąt osób. W trzydziestu procentach byli to mordercy, osiemnastu podpalacze, czternastu terroryści, osiemnastu dilerzy narkotykowi, dziesięciu odpowiedzialni za masowe wyłudzenia i kradzieże. Pozostałe dziesięć należy do innych rodzajów przestępstw.

W Japonii i na świecie zaczął nagle spadać wskaźnik przestępczości. Mimo że Kira wrócił dopiero w zeszłym tygodniu, liczba czynów karalnych spadła o czterdzieści procent.

Część krajów ogłosiła akceptację dla działań Kiry. Jako wytłumaczenie uznają lęk przed dużymi stratami w walce z tym przestępcą.

Jednak są ludzie, którzy zamierzają otwarcie walczyć z Kirą. Jednym z nich jest detektyw znany jako Wiliam Michael.

„- Europa nie jest tchórzem. – mówi – Mimo że
zima pierwszego roku twoich działań przyniosła wile strat,
WM nigdy się nie podda. Zatańczę z tobą
Tango, które zwą grą. Mimo że
ty ustalasz zasady, ja prowadzę. Ujawnij się!
Kim jesteś?”

Te słowa pochodzą z konferencji we Francji. Wiliam Michael jest jednym z najlepszych detektywów na świecie. To on rozwiązał sprawę sabotażu amerykańskich łodzi podwodnych sprzed 1946 roku oraz wiele innych, podobnych spraw.

Raito wziął długopis i kartkę, którą miał na boku. Zaczął pisać.
EUROPA ZIMA TANGO TY KIM
WITAM Z POWROTEM YAGAMI-KUN

- Czyli L żyje i wie o moim istnieniu. – pomyślał Raito – Gra dopiero się rozpoczyna.