niedziela, 20 listopada 2016

Epilog

Zanim otworzył oczy, usłyszał stuk obcasów o podłogę. Kobieta ewidentnie kierowała się w jego stronę.
Zdecydował się unieść powieki. Wszędobylska biel nagle poraziła go w oczy. Odruchowo zmrużył powieki i osłonił je ręką.
- Widzę, że już się pan obudził. – Do jego uszu dotarł głos. Był zaskakująco cienki, nieco piskliwy; z pewnością należał do kobiety.
Jego oczy dostosowywały się powoli do pomieszczenia. Rozejrzał się. Gdzie nie spojrzał, wszędzie widział biel. Był przykryty białą pościelą, koło niego stała biała kotara, a przy łóżku znajdował się biały stolik. Biały parapet, białe okna, białe ściany.
Dopiero teraz zrozumiał, że znajduje się w szpitalu.
- Znalazł pana pewien przechodzień. Leżał pan nieprzytomny na ścieżce koło lasu. – Pielęgniarce zupełnie nie przeszkadzało to, że pacjent nie odzywa się ani słowem. – Mówię panu, miał pan szczęście, że ktoś akurat tamtędy przechodził. Nie jest stąd, inaczej bym go znała, ale i tak widać, że jest miły.
Prawdę mówiąc nie rozumiał wiele z jej gadaniny.
Light dopiero teraz postanowił spojrzeć na pielęgniarkę. Była dość niska. Na oko wyglądała na kogoś przed trzydziestką. Włosy (ni to blond, ni brąz, ani nawet czerwień) miała zaplecione w mocno ściśnięty warkocz, związany zieloną gumką. Kitel, który miała na sobie, wydawał się nieco większy, niż być powinien, a buty – czarne obcasy – zupełnie nie pasowały do wyglądu pielęgniarki.
- To jak ma pan na imię?
Musiał stwierdzić, że zaskoczyło go pytanie kobiety. Nie odpowiedział na nie natychmiast, ani po dłuższej chwili. Prawdę mówiąc, nie mógł na nie odpowiedzieć w ogóle. Po prostu nie pamiętał. Próbował przywołać jakiekolwiek inne wspomnienie, jednak bezskutecznie. Wtedy zrozumiał, że nie wie, kim jest.
Już miała otworzyć usta i co odpowiedzieć, kiedy pielęgniarka znowu zaczęła mówić.
- No nie wie pan, jak się nazywa?
Light pokiwał twierdząco głową.
- Słyszałam, że po wypadkach można stracić pamięć, ale nie odnotowaliśmy u pana większych obrażeń… - powiedziała bardziej do siebie, niż do pacjenta, jednocześnie zaglądając w akta leżące na stoliku. – Czy to w ogóle możliwe, że można sobie od tak wszystko zapomnieć?
Yagami zauważył, że pielęgniarka z góry założyła, iż nie pamięta nic. Chwilę potem zrozumiał, co pielęgniarka tak naprawdę chciała przez to powiedzieć.
- Naprawdę nie pamiętam… - odezwał się Light, lecz po raz kolejny pielęgniarka weszła mu w słowo.
- Pójdę po doktora. On się już panem zajmie.
Kobieta wyszła z oddziału, stukocząc obcasami.

*****

~2 lata później~

Cmentarz zawsze był cichym miejscem. No, może z pominięciem czasu, kiedy odbywały się pogrzeby ludzi mających dużo znajomych lub też znanych osobistości.
Tego dnia jednak panowała cisza. Jego zdaniem to był dobry znak.
Stał przed grobem Watariego. Wiele razy zastanawiał się, czy nie lepiej było pochować go jednak w jego ojczystym kraju. Mimo wszystko ciało zostało tu.
Cały nagrobek zbudowano od początku. Teraz wykonano go z biało-szarej płyty. Na tablicy upamiętniającej widniało już tylko jedno nazwisko, wypisane czarnymi, wyraźnymi literami.
Nagrobek, prawdę mówiąc, rzucał się trochę w oczy, między innymi z powodu swojego europejskiego wyglądu.
L przyszedł tu tylko po to, by upewnić się, że wszystko z nagrobkiem jest w porządku. Bynajmniej tak myślał.
Za sobą usłyszał kroki, a po chwili do jego uszu dotarł dziewczęcy głos.
- Dawno cię nie widziałam.
Bez większego problemu rozpoznał, do kogo należy.
Sui Okano stanęła tuż koło niego. Miała na sobie coś, co można było nazwać żeńskim garniturem. Rude włosy zaplotła w dwa warkocze.
- Co właściwie robiłeś przez ten cały czas? – zapytała bez ogródek.
- Powoli wracam do zawodu – odpowiedział L, znów patrząc na nagrobek.
- A ja dostałam się na studia z językoznawstwa.
L wiedział to. Wiedział również, że obecnie mieszka z Ookamim, który zdecydował opłacać jej studia. Można powiedzieć, że stał się już w pełni ojcem zastępczym.
- Gratuluję – odpowiedział L bez większego entuzjazmu.
- Miałam w sumie posprzątać trochę na grobie moich rodziców – zaczęła Sui. – ale, jeśli chcesz, mogę zaprosić cię na kawę.
- Nie, dzięk…
- Będą naleśniki. I ciasto – powiedziała Okano, przerywając L’owi. Co z tego, że spalone na wiór – dodała w myślach.
- Może jednak przyjdę.

*****

- …więc przy napięciu półtora wolta, natężenie prądu będzie równe jeden i pół wolta podzielić przez stałą wynoszącą 10 omów, co, po skróceniu jednostek, da nam wynik zero i piętnaście setnych ampera.
Light odłożył kredę i spojrzał na klasę. Gimnazjaliści patrzyli na tablicę, jakby nauczyciel właśnie napisał magiczną formułkę w języku, którego zupełnie nie rozumieli. Jedni szukali czegoś w podręczniku, inni ze zmrużonymi oczami przyglądali się zapiskom Lighta. Ostatecznie jeden z uczniów, siedzący w przedostatniej ławce od ściany podniósł rękę. Nauczyciel udzielił mu głosu.
- Kanato-sensei, czy mógłby pan wytłumaczyć nam wszystko od początku?
Light westchnął i starł całe swoje zapiski, jakich dokonał przez ostatnie pięć minut. Od nowa zaczął tłumaczyć wszystko. Tym razem jednak mówił wolniej, przypominał również wzory, które uczniowie już dawno powinni znać. Kiedy tym razem obrócił się do klasy, wszyscy pilnie notowali w swoich zeszytach.
To był jego pierwszy pełny rok nauczania w szkole. Kiedy wcześniejszy nauczyciel fizyki zachorował, jemu udało się dostać na posadę tymczasowego zastępcy. W CV nie miał praktycznie co napisać z powodu swojej amnezji, lecz jednak go przyjęli. To było prawdziwe zrządzenie losu.
- W takim razie, kto chce zgłasza się do rozwiązania zadania pierwszego?
Około połowa klasy podniosła ręce. Light wybrał blondyna, którego imienia jeszcze nie zapamiętał, i podał mu kredę. Nastolatek zaczął bez wahania pisać na tablicy.
Lightowi już nie przeszkadzał fakt, że jego dzieciństwo, okres nastoletni a także wczesna dorosłość zniknęły wraz z jego pamięcią. Zdążył przyzwyczaić się do nowej tożsamości.
Może to i dobrze… - pomyślał. W rejestrze zaginionych nie było nikogo choćby podobnego do niego, a to już mogło znaczyć wiele – zaczynając od zwykłych scenariuszy, w których był samotnikiem, aż po kryminalną przeszłość rodem z filmu akcji.

Light Yagami zniknął na zawsze, a właściciel jego imienia stał się normalną, niczym nie wyróżniającą się osobą.

Page 12 - Twarz w tłumie

Light przekręcił klucz w zamku. Ściągnął z siebie kurtkę i powiesił ją na wieszaku, lekko wzdychając.
Na jutro już wszystko przygotowane. Powinno się udać. Jeszcze tylko…
Podłoga lekko zatrzeszczała. W progu stał Katsumi, opierając się o front drzwi. Miał zaczerwienione oczy, zapewne od łez, które wcześniej wylał. Teraz jednak nie wyglądał na załamanego. Przybitego – owszem, ale nie załamanego.
- O co chodzi? – zapytał Yagami, jednocześnie patrząc na Izumi’ego i zdejmując buty.
Katsumi przez dłuższą chwilę milczał. Ręce wsadził w kieszenie.
- Chciałem się tylko o coś zapytać - powiedział tonem małego dziecka.
- Słucham.
- Czy… - zawahał się, po czym spojrzał na Light’a. – moją moc możemy wykorzystać przeciwko L’owi?
Katsumi parzył się mu prosto w oczy.
Aż tak bardzo…?
- Myślę, że tak – odpowiedział bez zająknięcia.
Izumi znów zaczął się przyglądać swoim butom.
- To dobrze.
Po raz kolejny zapanowała pomiędzy nimi cisza. Oboje stali w bezruchu.
- L jest naszym wrogiem, tak? – Izumi zadał kolejne pytanie, przerywając tym chwilowe milczenie. – Jako jedyny może nas powstrzymać?
- Tak…
- W takim razie trzeba go jak najszybciej zlikwidować – powiedział Katsumi, nie dając nawet szansy na kontynuację wypowiedzi przez Light’a. Miał zaskakująco stanowczy i opanowany głos.
Light uśmiechnął się pod nosem. Nawet nie będzie musiał zajmować się namawianiem Katsumi’ego na wzięcie udziału w akcji, którą przygotował. Wystarczy, że teraz…
Przytaknął Izumi’emu.
- Jeśli chcesz, mógłbym zająć się tym nawet dzisiaj…
- Dałbyś radę?
Katsumi podniósł głowę, po raz kolejny spoglądając na Light’a.
- Myślę, że tak – odpowiedział nieco wymijająco. – Jeśli jednak mi się uda, możemy zacząć akcję nawet jutro.
Poszło aż za gładko…

*****

Komórka leżąca na stole zadrgała. L chwycił ją w dwa palce, po czym odebrał połączenie, naciskając zieloną słuchawkę drugą ręką.
Nawet dobrze się składa, pomyślał.
- Tu Ryuzaki, o co chodzi, Matsuda?
- Hideki nie żyje. Zmarł na atak serca.

*****

Ryuk usiadł na dachu budynku, trzymając jabłko w ręce. Z tego miejsca miał doskonały widok na całą okolicę. Bez problemu mógł śledzić ruchy FBI, Lighta i Katsumi’ego oraz obserwować budynek, w którym obecnie znajdował się L.
Jeśli zaczną się przemieszczać, podążę za nimi – pomyślał. – Nie powinno być problemu…
Ugryzł soczysty owoc. Po raz kolejny przypomniał sobie, dlaczego woli ziemskie jabłka od tych ze świata shinigami. Zaczął w myślach porównywać oba światy.
Istoty stąd są dużo ciekawsze niż te, skąd pochodzę. Są bardziej nieprzewidywalne, co sprawia, że ten świat jest dużo ciekawszy.
Spojrzał na nadgryzione jabłko. Zrozumiał, że jeśli Katsumi zniknie mu z oczu i umrze, będzie miał przerąbane.
Raczej to wątpliwe, by umarł – pomyślał. – Ma jeszcze tak długie życie…
Ostatecznie jednak odrzucił owoc i wzbił się w powietrze. Jabłko rozbryzgało się na chodniku.
Gdy chodzi o Notes Śmierci, nic nigdy nie jest pewne.

*****


Light wpatrywał się w budynek po przeciwnej stronie ulicy – sklep zoologiczny. Słońce, znajdujące się już nad horyzontem, ale jeszcze nie w zenicie, raziło go w oczy.
Nie mógł uwierzyć, że to już koniec.
Rozejrzał się po okolicy, upewniając, że wszystko zapiął na ostatni guzik, po czym pewnym krokiem przeszedł przez ulicę. Otworzył drzwi do sklepu. Starszy człowiek, wkładający karton na półkę, odwrócił do niego głowę.
- Dzień dobry – powiedział Light w naturalny, lecz uprzejmy sposób. – Chciałbym się spotkać z niejakim Ryuzakim.
Mężczyzna skinął tylko głową, po czym wskazał na drzwi prowadzące do zaplecza, drugą ręką podtrzymując karton.
Light zwinnie przeszedł pomiędzy rozstawionymi na podłodze pakunkami stojącymi w przejściu za ladę. Chwilę później stał w korytarzu za drzwiami. Upewnił się, że był sam – nie mógł pozwolić na to, by został zaskoczony atakiem z tyłu. Sprawdził również telefon.
Chwycił klamkę ręką. Nie wiedzieć czemu, nie mógł opanować ekscytacji.
Szybkim ruchem otworzył drzwi, po czym gwałtownie się cofnął. Mimo że to nie było to do końca w stylu L’a, głupotą byłoby choć nie mieć cienia podejrzeń, że ktoś nie czeka tuż za drzwiami, gotowy go zabić.
Jednak żaden atak nie nastąpił. Po kilku chwilach wszedł ostrożnie do pokoju, wszędzie się rozglądając.
Duże okno, wychodzące na ogródek, było otwarte na oścież. Wnioski, które automatycznie pojawiły się w głowie Light’a, były aż nazbyt oczywiste.
Wyjął telefon, po czym nacisnął tylko jeden przycisk.

*****

- Nie będziesz musiała nic więcej zrobić, niż wyskoczyć przez okno do ogrodu, po czym zacząć uciekać – powiedział Ryuzaki do Sui, mieszając łyżeczką w herbacie.
Okano, siedząca na kanapie naprzeciwko Ryuzaki’ego, tylko skinęła głową. Kiedy siedziała sam na sam w jego pokoju czuła się trochę nieswojo. Mimo wszystko z jakiegoś powodu chciała mu pomóc.
- Nie wiem jednak, kiedy Light zamierza zaatakować. Moim zdaniem powinnaś powiedzieć swojej przyjaciółce, że nie będzie cię przez jakiś czas.
Telefon, znajdujący się na stoliku, zawibrował. Połączenie już drugi raz mu przerwało. Powinien ją wyłączać.
Chwycił w dwa palce telefon, po czym nacisnął zieloną słuchawkę i przystawił komórkę do ucha.
- Tu Ryuzaki, o co chodzi, Matsuda?
- Hideki nie żyje. Zmarł na atak serca. – Jego głos był roztrzęsiony.
Ryuzaki jednak starał się tą wiadomość przyjąć ze spokojem. W ciszy, która obecnie panowała, powoli kalkulował nowe informacje.
- Sui – zwrócił się do Okano dopiero po kilku długich chwilach. – Myślę, że wystarczy, byś została tu najwyżej do pojutrza. Powiedz o tym Date. Panie Matsuda, ma pan może czarną perukę?

*****

- Tak, ścigamy L’a - powiedział jeden z dwóch agentów FBI na tyle cicho, by usłyszała go tylko mężczyzna po drugiej stronie słuchawki.
Ewidentnie miał trudności ze złapaniem oddechu. W sumie nic dziwnego, skoro biegł za dość smukłą osobą w jeansach i białej koszulce. Nie mógł zobaczyć jego twarzy, gdyż zakrywała ją biała maska bez określonego kształtu.
Agent jednak ulegał złudzeniu, że te ruchy nie są odpowiednie. Nie chodziło tu jednak o taktowność czy coś podobnego. Po prostu nie pasowały do mężczyzny, którego opisał im dowódca. Nie, ogólnie nie pasowały do mężczyzny.
Agent w te chwili zrozumiał, co się stało.
- Szefie, to podpucha – o mało nie krzyknął do słuchawki.
- Wiem – odpowiedział mu spokojny głos. Brzmiała w nim praktycznie niezauważalna nutka kpiny. – Pomyśl, dlaczego goni go tylko dwójka osób? Proszę jednak nie zaprzestawać pościgu.

*****

L wyszedł cicho tylnymi drzwiami do zakładu, nasuwając białą maskę – identyczną co do tej, którą nosiła Okano – na twarz. Rozejrzał się po okolicy.
- Light! – Głos w słuchawce należał do Katsumiego. -  Nie zdążyłem zapamiętać jego imienia!
Yagami zignorował ten komunikat. Spodziewał się, że L wyjdzie od razu w masce, więc nie przywiązywał do tego większej wagi.
Tak, Ryuzaki, wyjdź dalej – pomyślał Light. – W budynku się nie schowasz, a jeśli się nie pośpieszysz, to ludzie, szukający cię w tym domu, wyjdą tymi samymi drzwiami, co ty. Zadbałem o wszystko. Postarałem się, by to wyjście było jedynym, jeśli nie liczyć głównego.
Doszedł do wniosku, że zbytnio się cieszy. Jednak, jak na razie wszystko szło zgodnie ze scenariuszem, który sam ułożył.
L szedł środkiem ulicy, co jakiś czas oglądając się za siebie. Wiedział, że wszedł prosto w pułapkę. Light patrzył na niego, chcąc poznać jego prawdziwe emocje.
L, jak się czujesz, wchodząc w sieć zarzuconą przez twojego największego wroga?
Ryuzaki zaczął biec. Agenci, którzy znajdowali się na tej samej linii, co on, ruszyli za nim. Light również się nie ociągał.
Biegnąc, wyjął telefon. Wcisnął kilka numerów na klawiaturze, po czym nacisnął przycisk „Połącz”.
- Zawróćcie – powiedział, kiedy osoba, do której dzwonił, odebrała. – Działamy tak, jak uprzednio mówiłem.

*****

- Rozumiem – przyjął agent FBI, zatrzaskując telefon i gwałtownie się zatrzymując. Pochylił głowę, chwytając się za kolana.
- Co ty robisz? – zapytał drugi, również przestając biec.
- Rozkazy od szefa. Zawracamy - poinformowała go jego współpracownik.

*****

Light minął kolejną latarnię. W ciemności, jaka już spowiła ulicę, była jedną z niewielu, które pozwalały coś dostrzec. Jako taka ciemność mu jednak nie przeszkadzała.
- To ty jesteś Light Yagami? – usłyszał za sobą głos.
Odwrócił się. Na skraju światła latarni stała młoda dziewczyna. W pierwszej chwili jej nie rozpoznał. Potem jednak przypomniał sobie, że widział ją parę razy – w kawiarni, na ulicy…
- To ty jesteś osobą, która mnie śledziła? – zapytał prosto z mostu.
Skinęła tylko głową.
Założę się, że wie o mnie dość sporo… W dodatku najlepiej, żebym nie przyznawał się przed nią do bycia Kirą. Jeśli ona byłaby podstawiona przez L’a, pewnie kazałby jej to nagrać, a potem będzie chciał to wykorzystać przed sądem, co znaczy, że ma plan, jak mnie schwytać. Ostatecznie Japonia jeszcze oficjalnie nie uznała mojej władzy. Muszę się pilnować.
- Mam do ciebie sprawę – słowa dziewczyny przywróciły go do porządku, zaczął jej słuchać. – Posiadam pewne informacje, które mógłbyś jutro wykorzystać.
Aiko przyglądała się jego twarzy, jednak ta nie wyrażał żadnych emocji.
- Co chcesz w zamian? – zapytał Yagami.
- Chciałabym, żebyś nie robił krzywdy pewnej dziewczynie, która jest w to zamieszana. Zapewne nie jest nawet do końca świadoma, co robi.
Bo to była prawda – bynajmniej tak to widziała Date.
Zauważyła lekki błysk przy kieszeni spodni Light’a, jednak nie zwróciła na niego większej uwagi.
- Chodzi o to, że L już wie, iż zamierzasz go jutro zaatakować. Zorientował się po tym, jak usłyszał wiadomość o Hidekim, który zmarł na atak serca.
Zapewne wpisałeś i resztę – pomyślała Date. – Tylko jak zdobyłeś ich nowe nazwiska? – Do głowy przyszedł jej obraz człowieka, którego wszyscy nazywają Matsudą - Chociaż, chyba to nie było aż nazbyt trudne…
Na twarzy Light’a zakwitł lekki uśmiech.
- Wiesz może, co zaplanował?
Skinęła głową. Opowiedziała mu o wszystkim, co usłyszała od Sui. O tym, że to Sui wybiegnie pierwsza, by zmylić pościg – L uważał, że Kira nie ma pojęcia, że on się spodziewa, dlatego ta stara i tandetna sztuczka ma prawo zadziałać; że Hideki zmarł na atak serca, że właściciel sklepu zoologicznego prawdopodobnie nie ma zielonego pojęcia, o co w tym wszystkim chodzi, a jeśli ma, to skrzętnie to ukrywa. Light wysłuchał wszystkiego ze spokojem. Tylko raz czy dwa zadał pytanie.
- Czy ty posiadasz oczy Boga Śmierci? – powiedział, kiedy skończyła opowiadać.
Po raz kolejny odpowiedziała tylko ruchem głowy.
- Więc dlaczego nie powiesz mi, jak się nazywa? Wtedy ta cała farsa nie byłaby potrzebna, a twojej przyjaciółce nic by nie zagrażało.
Zacisnęła usta. Pyta się, dlaczego?
- Mam swoje powody – odpowiedziała tonem, którym chciała zasygnalizować, że powinni zmienić temat. – Więc jak? Powiedziałam ci wszystko, co mogłam. Ona jest niewinna, nie zrobiła nic złego…
- Rozumiem – przerwał jej. I tak wiedział, co dalej powie. – I zgadzam się na twoje warunki.
Odwrócił się do niej plecami i zaczął iść szybkim krokiem.
Kiedy zniknął za zakrętem, wyjął telefon. Zdjęcie zrobione ukradkiem nie wyszło aż tak źle. Twarz dziewczyny była w miarę wyraźna.

*****

L biegł ulicą, przewracając po drodze kosz. Agenci FBI siedzieli mu tuż na ogonie. Nie musiał się odwracać, by wiedzieć, że Light i Izumi również tam są.
Spojrzał na nazwę ulicy.
Niedobrze – pomyślał, po czym skręcił w boczną alejkę.
Miał nadzieję, że mu się uda.
Parę osób, które mijał, spojrzało się na niego dziwnie. Nie zważał na to. Zrobiłby to każdy zwyczajny człowiek.
Jeszcze raz ostro skręcił. Nic to jednak nie dało. FBI było nawet bliżej niż myślał.

*****

- Tak, zajdźcie go od drugiej strony ulicy – Yagami wydał rozkaz do urządzenia komunikacyjnego. Spojrzał na Katsumiego, który powoli tracił siły. Miał nadzieję, że jeszcze będzie mógł iść.
Na horyzoncie pojawiło się dwóch biegnących ludzi. Light rozpoznał ich jako agentów.
Zwolnił do lekkiego chodu. Katsumi zrobił to samo.
Light przyglądał się przebiegowi zdarzeń z niemałą satysfakcją. Widział, jak wokół Ryuzaki’ego formuje się krąg ludzi. Parzył, jak ulica pustoszeje. Przyglądał się, jak L próbuje jeszcze uciec.
Wiedział, że to już koniec.
To on wygrał trzeci set.
Podszedł powoli do kręgu. L klęczał na ziemi, a agent FBI trzymał mu z tyłu ręce. Już się nie szarpał.
Już się poddałeś, L? Czujesz się upokorzony? Łatwo oddałeś mi to zwycięstwo, więc powinieneś…
Agenci FBI rozstąpili się na moment, by on i Katsumi mogli wejść. Light czuł, że jest podekscytowany.
- I oto przed wami człowiek, który zatrząsnął całą ziemią – powiedział teatralnym głosem – Kira!
Podszedł bliżej do L’a i spojrzał się na niego z góry. Przykucnął koło niego.
- Przegrałeś – szepnął mu do ucha. – Zwycięstwo należy do mnie.
L drgnął. Czy przez bliski kontakt ze śmiercią w tak czystej postaci zaczynał tracić zmysły? Light nie dziwiłby się temu.
Podniósł się po czym oddalił się nieco od L’a.
- To co teraz z nim zrobimy? – zapytał jeden z agentów.
- Należy potwierdzić jego tożsamość, po czym zawieść przed sąd i wykonać wyrok. Chociaż sąd to tylko formalność.
Light obrócił się ponownie w stronę podejrzanego.
- Zdejmij mu maskę – rozkazał, wskazując na bruneta stojącego tuż obok Ryuzaki’ego. – Zaczniemy od upewnienia się, że to naprawdę L.
Brunet zbliżył się do klęczącego. Light rozpoznał w nim agenta, który obserwował L’a.
Członek FBI chwycił maskę. Zawahał się.
Co jest? – zapytał w myślach Yagami. – Pokaż w końcu jego twarz!
Agent jednak tkwił bez ruchu. O czym myślał?
Po chwili odwrócił głowę w stronę Light’a i skierował pytanie prosto do niego.
- Czy tylko ja mógłbym zobaczyć jego twarz?
Yagami’ego zaskoczyło to pytanie. Starał się jednak nie okazywać emocji.
- Przykro mi, ale ktoś oprócz Ciebie powinien potwierdzić jego tożsamość, więc zdejmij tą maskę.
Ten człowiek podejrzewa mnie o bycie Kirą? Jest po stronie L’a?
- Przykro mi, ale nie mogę tego zrobić.
Light westchnął.
- W takim razie ja również powinienem go zobaczyć. Wybacz, ale nie możemy ufać jednej osobie.
Agent skinął głową.
- Rozumiem, jednak mam pewne podejrzenia, że ten człowiek nie jest Kirą.
Wokół przeszedł lekki pomruk. Agent kontynuował.
- Ten człowiek widział mnie, że go szpiegowałem, jednak do tej pory żyję. Znał moje nazwisko, a nawet z nim rozmawiałem…
- To czyni cię jednak podejrzanym o współpracę z nim – odezwał się Katsumi, który przez cały czas siedział cicho. – A teraz pozwól. Jeśli nie chcesz zdjąć maski, ja, jako najbliższy współpracownik N’a, to zrobię.
Postawił krok w stronę L’a, jednak w tym momencie koło bruneta stanął inny agent FBI.
- Owszem, schwytany jest podejrzany – uciekał przed nami, ma na sobie maskę – ale to nie znaczy, że jego tożsamości nie może potwierdzić ktoś inny, niż wy.
Dwójka innych agentów dołączyła do strony bruneta. Light Yagami jednak zaczął cicho chichotać. Po chwili wybuchł, śmiejąc się w głos. Odgłos sprawiał, że ciarki mogły przejść po plecach.
Wiedziałem, że plan L’a jest zbyt prosty. Spodziewałem się czegoś takiego.
Przelotnie zerknął na cyfrowy zegar znajdujący się nad przystankiem. Liczba minut skoczyła o jedną.
Agenci FBI automatycznie zgięli się w pół. Z ich ust wydobywał się okropny, rozdzierający wrzask. Ten, który trzymał L’a za nadgarstki, w bolączce próbował chwycić się jego głowy, kiedy on wstawał. Sznurek trzymający maskę rozwiązał się, jednak L był już odwrócony od Light’a i Katsumi’ego. Znów zaczął uciekać.
Teraz nie ma maski – pomyślał Light. – wystarczy, że go dogonimy.

*****

Bieganie to nie coś, w czym był dobry. Jego ciało miało ochotę się poddać. Krzyczało głośno i wyraźnie „Dość!”. Nie mógł jednak stanąć i dać się zabić, gdy był tak blisko celu.
Udało mu się nawet znaleźć zastępczą maskę. Co prawda była ona papierowa i przedstawiała bliżej nieznaną mu osobę, prawdopodobnie kogoś sławnego, ale lepsze to, niż nic.
Poczuł siny ból w nogach. Jego kończyny stały się jak z ołowiu.
Jeszcze góra pół minuty, próbował sobie wmówić.
Obejrzał się za siebie. Dosłownie kilka kroków za nim biegł Yagami.
Siedemdziesiąt procent szans, że mnie złapie…

*****

W końcu się udało.
Yagami’ego ogarnęła euforia. L leżał na ziemi tuż przed nim, przytrzymywany przez Katsumi’ego.
Zwycięstwo. Wydawało mu się, że słyszy fanfary na jego cześć. Fanfary godne Boga.
Już nie pamiętał, ile czekał na ten moment. Nareszcie wygrał ostatecznie. L niedługo zginie. Wszyscy jego zastępcy nie żyją. Wczoraj wpisał do notatnika członków policji. Już niedługo zginą wszystkie osoby, które wiedzą cokolwiek o notatniku.
Spojrzał jeszcze raz na ciało przed sobą. L leżał twarzą do ziemi. Nie próbował się nawet wyrywać. Już zrozumiał, że przegrał?
W jednej chwili stan euforyczny zamienił się w strach. Mięśnie zesztywniały, a po plecach przeszedł zimny dreszcz.
L, ten, którego on znał, nigdy by się nie poddał. Przegrana byłaby dla niego gorsza od śmierci.
Nie powinien dłużej zwlekać. Być może on na coś czeka…
W momencie, w którym pochylał się, by zdjąć maskę L’owi, obrócić go i poznać jego nazwisko, usłyszał szczęk metalu. Na szyi poczuł zimno, które mogło pochodzić tylko od jednej rzeczy.
Kto mógł stać jeszcze za L’em?
- Jeśli drgniesz, wystrzelę z broni – zagroził mu dobrze znany głos. Light bez problemu zidentyfikował, od kogo on pochodzi.
Aizawa stał za nim i groził mu bronią.
Ale… On powinien nie żyć…
Na chodniku w pewnym oddaleniu stał Mogi.
Widział, jak Matsuda zakuwa zszokowanego Katsumi’ego i nakazuje mu klęczeć. Izumi nie stawiał oporu. Czyżby nie rozumiał sytuacji? Dlaczego nie wpisuje nazwisk do notatnika?
- Jak..? - wyjąkał Light pytającym tonem.
L powoli podniósł się z ziemi i stanął, garbiąc przy tym plecy. Zdjął maskę z głowy.
- Pozwól, że ci wszystko wyjaśnię – rzekł spokojnie.
Wszystkie oczy skierowane były na L’a.
Detektyw obrócił się w stronę Light’a. Jego twarz znowu była spokojna i niewzruszona.
- Po tym, jak zabiłeś Tomiko, zrozumiałem, co chcesz zrobić. Wykorzystałeś ją, by Izumi wymienił oczy…
- To nieprawda! – krzyknął Katsumi. – To ty tu jesteś zły! Ten świat potrzebuje kogoś takiego jak Kira! Kiedy on obejmie rządy, ludzie zrozumieją, że…
- Zamknij się! – krzyknął Tota, przykładając mu lufę do głowy.
- Proszę go zostawić, panie Matsuda – wtrącił się L. –Nie chciałbym również, żeby pan stracił panowanie nad sobą.
Policjant spojrzał się na niego dziwnie, jednak Ryuzaki to zignorował. Postanowił wznowić swój wywód:
- Wystarczyło tylko, by Izumi Katsumi zobaczył moją twarz…
- Czemu nie zaprzeczasz?! –krzyknął Izumi w stronę Yagami’ego, podrywają się. Matsuda musiał go przytrzymywać siłą.
Oczy Katsumi’ego odzwierciedlały wiele niezrozumiałych emocji. Po chwili jednak przygasły, zmatowiały. Izumi opadł na ziemię, spuszczając głowę.
- Więc to wszystko prawda…
- Stwierdziłeś, że nie będę się spodziewał ataku i postanowiłeś wejść do budynku bezpośrednio. Dla pewności obstawiłeś cały dom i wpisałeś do notatnika policjantów. Nie wiedziałeś jednak, że mają zmienione nazwiska. Ja z kolei pozwoliłem ci uwierzyć w niezawodność twojego planu. Postanowiłem wykorzystać dublera, by rozdzielić siły. Okazało się, że jednak o nim wiedziałeś. Prawdę mówiąc niewiele brakowało, by twój plan się powiódł. Jednak dzięki łutowi szczęścia udało mi się uciec i doprowadzić cię do miejsca, gdzie czekała już zasadzka. Może cię również zdziwić fakt, że nie ma tu ludzi. Aizawie udało się zablokować ruch w tym miejscu..
Z lewej strony rozległ się krzyk. Katsumi zaczął się miotać po asfalcie.
- Kto ma notatnik? – spytał głośno L. Wszyscy zaczęli rozglądać się wokoło.
Krzyki ucichły. Izumi umarł.
Matsuda schylił się i zaczął przeszukiwać Katsumi’ego w poszukiwaniu notatnika. Miał niezbyt wyraźną minę.
- Katsumi nie miał przy sobie Notatnika – odezwał się Light. Wszyscy zwrócili się ku niemu. – Ukryłem go. Tylko ja wiem, gdzie on jest.
- Przestań blefować – upomniał go Aizawa, mocniej przykładając lufę do jego szyi. – Nic na tym nie…
- Wierzę mu – przerwał L. – Panie Aizawa, proszę skończyć…
Light, wciąż nieskuty kajdankami, postanowił wykorzystać nieuwagę obecnego zastępcy komendanta. Uchylił się na bok, jednocześnie wytrącając Aizawie broń. Zaczął uciekać.
Rozległ się huk, a chwilę potem Light upadł na ziemię.
- Mam nadzieję, że pan posłuchał, panie Mogi. – L odwrócił się w stronę dość barczystego mężczyzny.
Policjant skinął głową na tak.
- Mogi… - wyjąkał Matsuda, nadal stojąc przy ciele Katsumi’ego.
- Środki nasenne – objaśnił L. – Obawiam się jednak, że nie będziemy mogli postawić go przed sądem. Za mało dowodów.
L spojrzał na ciało Katsumi’ego. Zmrużył na chwilę oczy.
- Panie Matsuda, co on trzyma w ręce?
Tota przez chwilę zastanawiał się, co ma zrobić, po czym kucnął i wyjął skrawek papieru z ręki jeszcze do niedawna żyjącego Izumi’ego. Spojrzał na nią, po czym podszedł i podał L’owi. Detektyw przyjrzał się kartce.

L Lawil
月夜

- Katsumi na początku chciał zabić mnie, po czym zdecydował się jednak wpisać Light’a. Ostatecznie nie zdążył zabić nikogo, ponieważ sam zginął za zawał. Light musiał wpisać do notatnika również i Izumi’ego – powiedział, po czym zaczął się rozglądać.
Być może jednak jest inny sposób na odnalezienie Notatnika, niż informacja od Light’a.
Chwilę później zauważył wielką, czarną postać siedzącą na latarni i ze znużeniem wpatrującą się w niebo.
- Hej, Boże Śmierci! – krzyknął L w stronę osobistości. – Chciałbym z tobą porozmawiać!

*****

- Czyli, jeśli dobrze zrozumiałam, Kira utracił wszystkie wspomnienia i nie wie, kim jest? – spytała Sui shinigami’ego, patrząc w górę.
Ona, L oraz trójka policjantów siedzieli w pokoju „wynajmowanym” przedtem przez Ryuzaki’ego i popijali herbatę. Aizawa, znajdujący się najbliżej drzwi,  pochylał się do przodu, Matsuda rozłożył ręce na zagłówku kanapy i drzemał, a Mogi trzymał sztywną postawę. L zaś, jak to miał w zwyczaju, balansował na krawędzi fotela. Sui, mimo wolnego miejsca, wolała oprzeć się o ścianę. Nadal ubrana tak samo, jak L, trzymała notatnik na kolanach.
- Mhm… - mruknął Ryuk, wisząc w powietrzu. – Jak kazaliście, zabrałem mu wszystkie wspomnienia, łącznie z tymi ze wczesnego dzieciństwa. Mógłbym więc dostać już te jabłka? – zapytał, po czym z ociąganiem dodał – No i, oczywiście, notatnik też…
Okano wstała i podeszła do boga śmierci.
- Jabłka znajdują się w worku na dachu budynku – powiedziała, podając notatnik shinigami’emu. – Niniejszym zrzekam się praw własności do tego Death Note’a.
Chwilę później zemdlała i upadła na podłogę. Bóg śmierci znikł.
Masuda podbiegł do Sui.
- Wszystko dobrze? – spytał.
Okano otworzyła oczy i, z pomocą policjanta, wstała.
- Matsuda, zaprowadź ją do kuchni i daj jej wody – wydał polecenie L, nawet nie patrząc na dwójkę. – Wyjaśnij, co przed chwilą tu zaszło.
Policjant skrzywił się.
- Znowu się zaczyna… - mruknął pod nosem Tota, jednak mimo wszystko wykonał polecenie.
Kiedy drzwi się zamknęły, Aizawa zadał pytanie.
- Co teraz planujesz zrobić?
- Jeśli chodzi ci o to, czym będę się zajmował, zapewne wrócę do swojego zawodu sprzed śmierci. Będzie trochę trudno od nowa zbudować autorytet oraz zasięgi, jakimi dysponowałem przed śmiercią, jednak nie jest to niewykonalne.
- A co stanie się z Light’em?
- Właśnie, panie Aizawa. Nie możemy w nieskończoność trzymać go w stanie uśpienia. Myślę, że można go wywieść gdzieś w miarę daleko od Tokio, by zaczął nowe życie. Nie pamięta, kim był. Niech zbuduje wszystko od nowa.
Aizawa lekko się uśmiechnął.
- Gdyby Matsuda tu był, powiedziałby, że to dobry tekst do wykorzystania w trzeciorzędnej książce lub telenoweli.
- Bardzo możliwe, panie Aizawa.


środa, 16 listopada 2016

Page 11: Czerwień

Kiedyś wstawię do tego obrazek. Kiedyś...
________________
Tomiko rozejrzała się wokoło. Neonowe szyldy i reklamy aż raziły w oczy swoją jaskrawością, walcząc o przyciągnięcie uwagi potencjalnego klienta. Wiele osób mijało ją, nawet nie patrząc w jej stronę.
Statystyczny człowiek jest niewidzialny w tłumie.
Tylko że ona nie chciał być niewidzialna. Chciała krzyczeć. Wiedziała, kto jest Kirą i chciała to ogłosić całemu światu. Wtedy on dostałby zasłużoną karę.
Przystanęła. W jej głowie pojawiła się myśl. Jeśli zrobiłaby to teraz, Light nie byłby zdolny ich wszystkich zabić.
Wzięła głęboki oddech… Trzy… Dwa…
Nie! Już to przerabiała. Jeśli to zrobi, jej brat zginie. Szybko wypuściła powietrze z płuc, by się nie rozmyśleć.
Jej głos i tak zapewne zniknąłby w tłumie.
Ruszyła dalej. Zastanawiając się dłużej, doszła do wniosku, że być może Kira nawet nie trafiłby przed sąd. Ludzie za bardzo by się bali.
Skręciła w boczną uliczkę. Mimo wszystko Kirze zależało, by ta informacja nie dosłała się nigdzie. Może po prostu nie chce się ujawnić? Nie, ktoś go dalej ściga. Tak przynajmniej jej się wydaje.
Rozmyślała o tym przez kilka chwil, po czym kolejny raz skręciła. Wyciągnęła telefon, by sprawdzić godzinę.
Jeszcze tylko parę kroków i jest w domu.

*****

Tomiko Izumi     Wypadek samochodowy
Nie wyjawić niczyjego sekretu
Zginąć na ulicy Yamanote pięć minut po następnym wpisaniu jej imienia do notatnika

*****

Katsumi spoglądał na nagranie zarejestrowane przez jedną z ulicznych kamer. Co chwila odtwarzało się od nowa, pokazując scenę, na którą nie mógł już patrzeć. Im dłużej się przyglądał, tym mocniej bolało go serce. Przez to jeszcze trudniej było mu odejść od monitora.
Nie, powtarzał sobie w myślach, to nie może być prawda.
Na nagraniu jego siostra przechodziła na pasach koło skrzyżowania na ulicy Yamanote. Okolica była cicha. Z racji późnej pory oraz pewnego oddalenia od centrum tylko pojedynczy ludzie wracali w pośpiechu do domów. Tomiko stała przed przejściem, wkładając telefon do kieszeni jeansów. Rozejrzała się raz w lewo, raz w prawo, po czym weszła na jezdnię.
I wtedy właśnie stało się coś strasznego. Czerwona Toyota  z dużą prędkością uderzyła w jego siostrę. Krew rozlała się po czarnym asfalcie, robiąc na nim widoczną plamę. Jeden z przechodniów podbiegł do niej i zaczął sprawdzać funkcje życiowe. Inny zadzwonił po karetkę. Bliżej nieznana, młoda kobieta zwymiotowała prosto na chodnik.
Po kilku chwilach Tomiko prawdopodobnie nie żyła. Karetka przyjechała za późno. Sprawca wypadku odjechał.
Izumi po raz kolejny przyglądał się nagraniu. Ustawione na odtwarzanie w pętli, co chwila pokazywało, jak jego siostra umiera.
Nie mógł znieść tego widoku. Makabryczna scena wyryła mu w umyśle ranę.
To musi być tylko sen, próbował się oszukać.
- Sprawca to bliżej nieznany mężczyzna – powiedział dość młody, blondwłosy funkcjonariusz, wstając od monitora i podając mu kartkę z wykadrowaną i powiększoną częścią jednej z klatek nagrania. Był na niej dość widoczny zarys ludzkiej twarzy. – Rozpoznaje go pan?
Izumi zaprzeczył ruchem głowy. Pierwszy raz widział tego człowieka.
- Rozumiem… - mruknął policjant. – Roześlemy zdjęcie po wszystkich komisariatach, może uda nam się go zidentyfikować. Zawsze jeszcze zostają środki masowego przekazu, ale w obecnej sytuacji w takim wypadku należałby uznać go za martwego. – Zaśmiał się ze swojego żartu, jednak po chwili przestał, rozumiejąc, że jego reakcja jest nie na miejscu. – Proszę mi wybaczyć.
Izumi ignorował go. Wpatrywał się w zdjęcie jak zahipnotyzowany.
Czyli to on zabił moją siostrę…
- Czy mógłbym je zatrzymać? – zapytał policjanta.
Funkcjonariusz skinął głową, nieco zdziwiony prośbą.
- Nie widzę problemu.
W tym momencie podszedł do niego młodszy stopniem policjant i szepnął mu coś na ucho.
- Wybaczy pan – powiedział do Izumi’ego, kiedy drugi funkcjonariusz skończył – ale mam ważną sprawę w innej części komendy. Jeśli chciałby pan wiedzieć coś jeszcze, proszę śmiało spytać kogokolwiek.
Funkcjonariusze szybko się oddalili, zostawiając Katsumi’ego samemu sobie. On nadal ściskał wydruk.
To zdjęcie osoby, która zabiła moją siostrę…
On… zabił… Tomiko…
Nie mogę mu… tego wybaczyć…
Izumi drżącą ręką wyciągnął telefon, po czym go odblokował. Wszedł w kontakty. Poprawiając po kilka razy każdy znak, wpisał w wyszukiwanie „Yagami”, po czym połączył się z wybranym numerem. Light odebrał praktycznie natychmiast.
- O co chodzi? – zapytał. Miał spokojny, opanowany głos.
- Czy mógłbyś… przyjść na komisariat?
- Nie widzę celu, dla którego miałbym…
- Tomiko nie żyje – powiedział jednym tchem Katsumi, mając łzy w oczach. – Chciałbym również… byś przyniósł notatnik.
- Cały?
- Cały – jego głos łamał się z każdym wypowiedzianym wyrazem.
- Czekaj na mnie – powiedział Light, po czym się rozłączył.

*****

L siedział w fotelu i spoglądał na pustą ścianę naprzeciwko siebie. Trzymał w ręku ogromnego, tęczowego lizaka, co chwila przykładając go do ust. Myślał nad kolejnym krokiem, który powinien podjąć. Tej rozgrywki nie mógł przegrać.
Nagle zadzwonił telefon. Nieco zaskoczony odebrał połączenie.
- Ryuzaki – rozległ się w słuchawce głos Matsudy – Tomiko Izumi nie żyje.
Nie żyje?
- Została śmiertelnie potrącona przez samochód. Sprawca jest nieznany.
Została potrącona przez samochód. Czyżby znalazła notatnik? Może wiedziała, gdzie się znajdował? Ale… czy to na pewno ma związek ze sprawą? Kira mógł wybrać jakikolwiek inny sposób śmierci. Wypadek, którego sprawca jest nieznany, za bardzo rzuca się w oczy. A może chciał przez to coś osiągnąć?
- Ryuzaki, słyszysz mnie?
L uświadomił sobie, że nadal trzyma telefon przy uchu. Dotarło do niego również, że od początku rozmowy nie odezwał się ani słowem.
- Tak, słyszę.
Z drugiej strony rozległo się westchnienie ulgi.
- Już myślałem, że zmarłeś na zawał serca po tym, co usłyszałeś…
- To nie jest śmieszne, Matsuda – w tle odezwał się Aizawa.
Cała ekipa śledcza…
- Czyli nie wiecie, kto ją potrącił? – zapytał dla pewności.
Matsuda zaprzeczył.
- Nie, ale jego twarz została rozesłana po komisariatach.
- Rozumiem, dziękuję – odpowiedział. - Czy jest jeszcze coś, co powinienem wiedzieć?
- Nie…
Ryuzaki nacisnął czerwoną słuchawkę w podniszczonym telefonie.
Tomiko Izumi nie żyje. To może dużo zmienić.

*****

Katsumi i Light znajdowali się sami w pomieszczeniu. Yagami upewnił się, że nigdzie nie ma kamer. Nie mógł pozwolić sobie na tak głupi błąd, jak nagranie siebie przez urządzenia policyjne.
Light wyrwał kartkę z notatnika, po czym zgniótł ją i trzymał w lewej ręce.
- Gotowy? – zapytał.
Katsumi wziął głęboki oddech. Skinął głową.
- Ryuku, zrzekam się praw własności tego notesu – wyrecytował Light, patrząc na boga śmierci stojącego koło nich, po czym upuścił zeszyt na ziemię.
Katsumi pochylił się i wziął Death Note’a do ręki.
- Teraz jest… moją własnością… - powiedział.
Spojrzał na Yagami’ego, szukając potwierdzenia jego słów. Light skinął głową, dając mu przyzwolenie.
- Ryuku… - jego głos drżał – chciałbym… wymienić oczy…

*****

Funkcjonariusz policji siedział przed monitorem i popijał kawę.
Eh… Zawracanie dupy z tym wszystkim…
Dzisiejsza noc zapowiadała się tak spokojnie, ale oczywiście musiał zdarzyć się wypadek. Miał nadzieję trochę się zdrzemnąć na dyżurze. W dodatku sprawca jest nieznany, co jeszcze bardziej dokłada roboty…
Odłożył kubek, wzdychając. A miało być tak spokojnie.
Zadzwonił policyjny telefon. Funkcjonariusz zmarszczył czoło, po czym podniósł słuchawkę.
- Komenda policji, słucham.
- Wiem, kto spowodował wypadek, w którym zginęła Tomiko Izumi – osoba, która to mówiła miała spokojny, opanowany głos. – Nazywa się Mikado Yasuda.
Mikado Yasuda? Ostatnio słyszał to nazwisko…
Wstukał informacje do komputera. Jak się okazało, Yasuda był oskarżony o spowodowanie paru wypadków. Z tego, co pisało, nie mógł już legalnie prowadzić samochodu.
Ale jednak jeździł i potrącił tę biedną kobietę.
Westchnął. Teraz go sobie przypomniał.
Odwrócił się od komputera, po czym poprawił słuchawkę, którą trzymał ramieniem. Musiał jeszcze zadać parę pytań.
W głośniku rozległ się sygnał rozłączania.
Eh... Czyli uznamy, że od anonimowego informatora.
Ostatecznie wzruszył ramionami i poszedł powiedzieć o tym przełożonemu.

*****

L siedział przed komputerem. Kciuk trzymał w ustach, rozmyślając.
Sprawca wypadku jest nieznany, tak przynajmniej twierdzi policja. Co on chciał tym osiągnąć?
Postanowił wpisać hasło o wypadku do przeglądarki. Był ciekaw, jak szybko nazwisko sprawcy trafi do internetu, o ile w ogóle się tam znajdzie.
Ku jego zaskoczeniu internet już huczał od tej informacji. Na wielu stronach pojawiło się nazwisko sprawcy. Mikado Yasuda – osoba, która miała już na koncie inne wypadki, w tym śmiertelne.
Na pierwszy rzut oka wszystko nie wzbudzało podejrzeń. Szalony kierowca, który spowodował swoim samochodem niejeden wypadek i tylko dzięki dobrym prawnikom nie siedzi za kratkami, po raz kolejny jeździ nieostrożnie. Jednak, jeśli wziąć pod uwagę, że ofiarą była siostra osoby, która ma w posiadaniu Death Note’a, wszystko wyglądało aż za idealnie.
A jeśli to jednak przypadek? Ostatecznie nie miałoby to większego celu dla Kiry, zabić ją w ten sposób.
Chociaż na początku imię osoby prowadzącej samochód było nieznane…

*****

- Szefie, znaleźliśmy sprawcę wieczornego wypadku – powiedział jeden z policjantów do komunikatora.
Samochód policyjny stał na poboczu. Po drugiej stronie ulicy leżało rozbite, czerwone auto.
Wjechało ono z wielka siłą w przydrożne drzewo.
Umysł policjanta powoli odtwarzał zdarzenia. Rubinowa Toyota jechała z prędkością około stu kilometrów na godzinę. Droga na przedmieściach nie było tak zapchana, jak główne ulice Tokio, toteż patrole pojawiały się tu rzadziej. Jechał prostą, co dało mu sygnał, by przyspieszyć. Licznik wskazywał więcej niż sto trzydzieści kilometrów na godzinę. Wtedy na ulicy pojawił się zakręt. Próbował go przejechać bez hamowania. Ostro skręcił kierownicą. Prawie się udało.
Prawie.
Na jego nieszczęście stało tam drzewo. Było potężne i dobrze się trzymało. Siła uderzenia nie zrobiła mu praktycznie krzywdy, jeśli nie liczyć paru gałęzi, które spadły na ziemię. Jedna z nich uderzyła w dach, lekko go zarysowując.
Samochód jednak nie miał tyle szczęścia. Maska została praktycznie zmiażdżona. Przednia szyba była już tylko wspomnieniem, a jej szczątki walały się wkoło pojazdu, a także w jego wnętrzu.
Kierowca był w opłakanym stanie. Jego jasne włosy pokrywała ciemnoczerwona krew. Odłamek szkła wbił mu się w kark, kończąc jego żywot.
Szyba? To raczej niemożliwe, jeśli patrzeć na jej budowę. A może od czegoś innego?
Policjantowi robiło się niedobrze na ten widok. Nie mógł uwierzyć, że coś takiego jest możliwe.
- Odbiór! – usłyszał krzyk przełożonego wydobywający się z komunikatora.
- Jestem – odpowiedział niezbyt przytomnie.

*****

Mikado Yasuda   Wypadek samochodowy
Spowodować wypadek pięć minut po kolejnym wpisaniu jego imienia na ulicy Yamanote
Zostać nagranym na taśmę z kamery ulicznej
Umrzeć po trzecim wpisaniu jego imienia do notatnika


*****

Zabójca mojej siostry nie żyje, pomyślał Katsumi. Siedział na krawędzi łóżka w wynajmowanym pokoju. Przebywał tam sam. Potrzebował na chwilę odciąć się od innych, również od Yagami’ego.
 Powiedział swoją myśl na głos. Słowa brzmiały niczym balsam na jego uszy. Koiły ból. Można nawet powiedzieć, że sprawiały mu radość.
- I dobrze! – krzyknął, wstając z łóżka i rozkładając ramiona. – Zasłużył sobie na to!
Ten idiota nie powinien jeździć tak szybko. W dodatku to nie był pierwszy raz, kiedy potrącił człowieka. On miał szansę się opanować, przestać robić to, co robił. Był zły. Ktoś musiał go w końcu powstrzymać…
W jednej chwili pojawiła się w jego głowie myśl. Kubeł zimnej, wyimaginowanej wody został wylany na jego głowę.
Powinien zrobić to już wcześniej.
Powinienem… zabić go… wcześniej…
Opadł na łóżko, ukrywając twarz w dłoniach. Ogień, który przed chwilą w nim rozgorzał, zniknął równie szybko, jak się pojawił, a po jego policzkach pociekły słone łzy.
Zabójca już nie pierwszy raz powodował wypadki. Był niebezpieczny. Dlaczego go wcześniej nie zauważył?
Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego?
Wściekał się na siebie z tego powodu. Nie potrafił znieść myśli, że mógł go powstrzymać i nie dopuścić do tego, by wsiadł ponownie do samochodu.
To wszystko… moja wina…
Płakał jeszcze przez kilka minut. Ciężar na sercu urósł. Coraz trudniej mu się oddychało.
W jednej chwili przestał. W jego wnętrzu znów zatlił się ogień.
Nie… to nie moja wina. Dlaczego w ogóle mogłem o tym tak pomyśleć?
Wstał powoli, lekko się chwiejąc. Przeszedł parę razy drogę pomiędzy przeciwległymi ścianami pokoju. W tym czasie jego krok stał się pewniejszy.
Mogłem go po prostu nie zauważyć. W obecnych czasach, przy tylu przestępcach, miałem prawo go ominąć.
Jego nogi poruszały się coraz szybciej. Płomień rósł z każdą sekundą.
Tak, to on jest winien. On i cała reszta czyniących zło. To przez NICH Tomiko nie żyje.
Usiadł przy biurku i włączył komputer. Ogień stał się już pożarem.
Skoro oni są winni, należy im się kara. Dla dobra ludzkości.

*****

Lampa uliczna zamigotała. Light jednak minął ją, nawet nie spoglądając w tamtą stronę.
Szedł wolnym, spokojnym krokiem. Ciche stuknięcia butów o podłoże roznosiły się echem po pustej ulicy.

Już niedługo pokonam L’a, pomyślał. Wszystko jest na dobrej drodze ku temu. Zyskałem oczy, więc mam możliwość poznania jego nazwiska. Do gry dołączył potężny pion.


________________________________________
Powiedzmy, że mi się umarło