No cóż... Dość długo mnie nie było. Zwalam wszystko na psujący się komputer. Poza tym postanowiłam zmienić wszystkie "Raito" na "Light". Miejmy nadzieję, że uda mi się zrobić to dość sprawnie. I dzięki Natalii Sajdak za ostateczne zmotywowanie mnie do tego.
Przy okazji pozdrawiam wszystkich, którzy to czytają. Wrzucając to, myślałam, że nikt tu nawet nie zajrzy.
L siedział w fotelu w swojej
zwyczajnej pozie. Mebel, jak również i stolik, przestawiono tak, by wszyscy
mogli dobrze widzieć Ryuzakiego. Na wprost L’a, centralnie po środku kanapy,
siedział Aizawa. Miał poważną minę, jednak oczy cały czas uważnie przyglądały
się osobie znajdującej się naprzeciwko. Po jego prawej stronie, najbliżej
wyjścia znajdował się Matsuda. Zazwyczaj gadatliwy, tym razem siedział cicho. Z
lewej strony Shuichiego Ide spoglądał na zegarek.
Na stoliku leżały kartki z danymi.
Tworzyły one dwa stosy – w jednym z nich znajdowały się dane na temat
przestępców zabitych przez Kirę, w drugim – główni, żyjący poszkodowani.
- Czy jest jeszcze coś, co
chcielibyście wiedzieć? – zapytał Ryuzaki, patrząc na twarze wszystkich.
Już przez jakiś czas odpowiadał na
pytania zadawane przez grupę policjantów. Jedne były dziwne, inne niepotrzebne,
a jeszcze inne po prostu głupie (szczególnie te zadawane przez Matsudę).
Każdy z nich przecząco pokręcił
głową.
- W takim razie przejdźmy do
bieżących spraw. Jak już wspomniałem, obecnym Kirą jest Light Yagami. Tak samo
jak ja, wrócił z zaświatów. Prawdopodobieństwo tego, co się zdarzyło, wynosiło
zaledwie tysięczne części procenta, jeśli nie zero.
Aizawa chrząknął, przykładając
pięść do ust. Obrączka na jego palcu, narażona na upływ czasu, już zmatowiała.
- A skąd masz pewność, że to on?
- Mówiłem już, że spotkałem się z
nim osobiście. Teraz jednak powinniśmy się zająć tym – powiedział Ryuzaki,
przysuwając w stronę policjantów pierwszą kartkę z drugiego stosu. Wszyscy,
łącznie z Ide, wychylili się do przodu.
- Co to jest? – zapytał Matsuda,
sięgając po arkusz.
- Lista poszkodowanych osób, które
ucierpiały w wyniku przestępstw dokonanych przez pierwsze ofiary Kiry –
wyjaśnił L. – Istnieje prawdopodobieństwo, że osoba, która wpisywała nazwiska
pierwszego dnia jest z nimi powiązana.
- Jak wysokie? – dopytywał Aizawa.
- Biorąc pod uwagę zaistniałe
fakty oraz moje wnioski, może… - Ryuzaki zrobił małą pauzę, przez chwilę się
zastanawiając. - szesnaście procent? - powiedział w końcu. - Ostatecznie nie tak
łatwo znów trafić na osobę poszkodowaną w jej odczuciu tak mocno, że od razu
zacznie zabijać przestępców, więc może czternaście…
Aizawa przyglądał się kartce,
którą dostał przed chwilą od Toty. Trzymał ją kilkanaście centymetrów od oczu i
czytał linijka po linijce.
- Rozumiem… To i tak dużo, jeśli
wziąć pod uwagę fakt, jak niskie było prawdopodobieństwo tego, że Light jest
Kirą.
Ryuzaki kiwnął głową.
*****
- Nie rozumem, jak mogłaś zjeść
tego podwójną porcję… - powiedziała Aiko do Sui, szczelniej okrywając się
niebieską bluzą.
Obie dziewczyny szły brukowanym
chodnikiem w stronę sklepu Ookamiego. Okano prowadziła. Niebo było zachmurzone,
jakby zbierało się na deszcz. W dodatku wiał wiatr.
- No co ty, Aiko – zwróciła się do
niej przyjaciółka, obracając się na pięcie w jej stronę. – Ja mogłabym jeść to
codziennie.
Date przewróciła oczami,
zgarniając włosy na jeden bok. Zabieg ten jednak dał niewiele, gdyż silne ruchy
powierza pchnęły je na poprzednie miejsce.
- Sui, przestań iść tyłem, bo w
końcu w coś uderzysz.
Okano wzruszyła ramionami. Po kilku
krokach jednak obróciła się.
Jak dziecko, pomyślała Date, patrząc
na przyjaciółkę, po czym lekko się uśmiechnęła. Sui zawsze taka była – zbyt
swobodna i optymistyczna.
Po kilku minutach znalazły się na
miejscu. Sui pchnęła lekko drzwi i weszła do środka.
- Ookami-san! – krzyknęła w progu.
– Jest Ryuzaki?!
Aiko weszła za koleżanką. Od razu
zauważyła siwego staruszka sypiącego coś do klatki chomików i nucącego pod
nosem bliżej nieokreślony utwór. Na dźwięk głosu jej przyjaciółki lekko drgnął,
po czym spojrzał w stronę wejścia.
- A czy on kiedykolwiek wychodzi?
– zapytał.
- W sumie… - zamyśliła się Sui,
zatrzymując się na środku sklepu.
Date ominęła ją szybki krokiem, lekko zawadzając prawym
ramieniem o półki. Okrążyła ladę.
- Chodzi o to, że Ryuzaki
prawdopodobnie znowu „pożyczył” od nas komputer – wyjaśniła, obracając się w
stronę przyjaciółki i lekko opierając o ścianę koło wejścia do dalszej części
budynku.
Okano myślami była już daleko od
miejsca, w którym się znajdowała. Dźwięk głosu koleżanki wyrwał ją z lekkiego
transu.
- Widzi pan, panie Ookami –
powiedziała. – Wychodzi, by wziąć od nas komputer.
- …a nam jest na obecną chwilę
potrzebny – dokończyła Aiko. – I po to tu przyszłyśmy. Prawda, Okano-kun?
Sui skinęła głową. Jej rude włosy
lekko zafalowały.
- Więc dlaczego jeszcze nie
wychodzimy z nim i nie wracamy do naszego pokoju?
Date obróciła się, po czym ruszyła
wzdłuż niewielkiego korytarza.
- Idziesz? – zapytała, odwracając
głowę w stronę przyjaciółki.
Sui przez chwilę nie ruszała się z
miejsca, patrząc zieloną papugę. Po kilku sekundach jednak poszła w ślady koleżanki.
Obie stanęły przed białymi
drzwiami. Okano lekko zapukała, po czym, nie czekając na zaproszenie, weszła do
pokoju.
W pomieszczeniu, oprócz
Ryuzaki’ego, znajdowały się trzy osoby. Najbliżej drzwi siedział mężczyzna
około czterdziestki. Miał łagodne rysy twarzy. Lekko się uśmiechał. Pozostała
dwójka była od niego widocznie starsza. Włosy na ich głowach już powoli
siwiały.
Wszyscy czworo patrzyli się na Sui
i Aiko. Twarz najmłodszego nieznajomego wyrażała zaskoczenie. Osoba która
siedziała w środku uniosła brwi do góry. Przyglądała się raczej z zaciekawieniem.
Twarze pozostałej dwójki nie wyrażały żadnych emocji. Były kamienne niczym przy
rozgrywce pokera.
- Co… - zawahała się Okano. Do tej
pory miała Ryuzaki’ego za samotnika.
- Kto to jest? – zapytał mężczyzna
znajdujący się najbliżej drzwi, wskazując na dziewczyny.
- To Sui Okano, pomocnica pana
Ookami’ego, właściciela sklepu i tego lokalu, którego już spotkaliście –
wyjaśnił Ryuzaki. - Obok niej stoi Aiko
Date, jej przyjaciółka.
Aiko lekko się uśmiechnęła. Sui
jednak postanowiła posunąć się o krok dalej.
- Sui Okano – przedstawiła się, po
czym podała rękę osobie najbliżej.
- Tota Matsuda – odwzajemnił
uścisk, uśmiechając się szeroko. – Za mną siedzi Shuichi Aizawa, który jest
naszym szefem oraz Hideki Ide.
Aizawa chwycił się za czoło.
- Matsuda, co ci mówiłem o
ostrożności? – powiedział zrezygnowanym głosem.
Tota momentalnie się skrzywił.
- Przepraszam, szefie – wyjąkał.
- Chodzi nam tylko o to, by
odzyskać laptopa – powiedziała Aiko, zanim rozmowa rozwinęła się dalej.
Ryuzaki skinął głową.
- Matsuda, mógłbyś go podać? Leży w
najniższej szafce w komodzie.
Tota mruknął coś w stylu ”Znowu
się zaczyna…”, jednak wykonał prośbę Ryuzaki’ego. Położył laptopa na stole.
Date wyciągnęła po niego rękę, by go zabrać, jednak Ryuzaki ją ubiegł.
Przesunął go bliżej siebie, po czym otworzył klapkę. Przez sekundę szukał wzrokiem
przycisku włączania.
Kilka chwil później rozległ się
dźwięk charakterystyczny dla uruchamiania systemu Windows.
Aizawa chrząknął, patrząc na
Ryuzaki’ego. Brunet spojrzał na niego znad komputera.
- Nie mamy zbyt wiele czasu –
powiedział Shuichi. – Musimy się dzisiaj jeszcze stawić na komendzie głównej.
Ryuzaki milczał. Ponownie spojrzał
w monitor komputera.
- Jeśli panowie chcą, możemy
kontynuować naszą rozmowę.
Aizawa zawahał się.
- A one? – Hideki wskazał palcem
na dziewczyny stojące w progu.
- Mam do nich zaufanie.
Przez chwilę wszyscy milczeli.
Aizawa rozmyślał, czy powinni kontynuować rozmowę. Zaczął rozważać wszystkie za
i przeciw. Ale… Ryuzaki nie zaprotestował…
Sui próbowała wyłapać z sensu
zdań, o czym była rozmowa, którą przerwały wejściem. Hideki spoglądał w
przestrzeń przed nim lekko nieobecnym wzrokiem. Matsuda i Date po prostu
patrzyli się na Ryuzaki’ego, który nie odrywał wzroku od komputera. Pisząc na
klawiaturze, podnosił wysoko dłonie.
Ostatecznie pierwsza odezwała się
Sui.
- Możemy usiąść?
Tota spojrzał w jej stronę. Miał
minę taką, jakby coś sobie przypomniał. Szybko wstał z miejsca.
- Proszę – powiedział, rumieniąc
się lekko, za co miał ochotę zrobić sobie krzywdę. Najlepiej taką, by oduczyła
jego policzki zmiany koloru, kiedy nie jest to potrzebne.
- W sumie racja – powiedział Ide,
idąc w ślady Matsudy. Sam był zszokowany swoim zachowaniem.
- Myślałam, że po prostu usiądę
przy ścianie – rzekła Aiko nieco ponuro, po czym przeszła w wymienione przez
siebie miejsce. Obróciła się na pięcie i usidła po turecku, opierając plecy o przeciwległą
od kanapy ścianę. Widok na ekran laptopa był zasłonięty przez zgarbione ciało
Ryuzaki’ego.
Sui jednak skorzystała z
propozycji Matsudy, po czym zajęła jego miejsce. Tota stał teraz koło niej,
opierając się o ścianę, podobnie jak Date.
Aizawa zrozumiał, że teraz nie
wyprosi nowo przybyłych z pokoju.
- No więc… - zaczął, wyraźnie się
wahając. – Ilu potencjalnych podejrzanych udało ci się wytypować?
Ryuzaki podniósł wzrok znad
laptopa i spojrzał na Shuichi’ego.
- Sześcioro, jednak ta liczba może
się zwiększyć, jeśli żadna z tych osób nie okaże się tą, o którą chodzi.
Ostatecznie przecież nie musi być to któraś z nich. Niemniej jednak należy ich
sprawdzić.
Czyli Ryuzaki jest detektywem,
pomyślała Sui. Ciekawe, czego jeszcze się dowie.
- No to czemu nie zaczniemy od
razu? – zapytał Matsuda.
- Najpierw musimy ustalić, w jaki
sposób to zrobimy. Należy pamiętać, że Light wie, jak wyglądamy. Zapewne
zauważy, gdy któreś z nas zacznie śledzić jego wspólnika. A wtedy stracilibyśmy
jedyną szansę na to, by go złapać.
- Czyli potrzebny jest ktoś z
zewnątrz – stwierdził Aizawa. – Musimy pomyśleć…
- To musi być ktoś, komu ufamy –
przerwał mu Ryuzaki. – Potrzebujemy kogoś, kto na pewno nie stanie po stronie
naszego przeciwnika. W dodatku musimy mieć pewność, że nigdy wcześniej go nie
spotkał.
Ekipa śledcza zaczęła się zastanawiać,
kto pasuje na takie miejsce. Ludzie z policji odpadają – Light na pewno by ich
rozpoznał. Agencjom detektywistycznym nie można ufać. Więc to musi być ktoś,
kogo zna się na tyle, by stwierdzić, po czyjej jest stronie, a jednocześnie
darzy się tą osobę dużym zaufaniem. Do głowy przychodziła im tylko ich własna
rodzina, ale żaden z nich nie zamierzał powiedzieć tego głośno. Aizawa nie
wyobrażał sobie, że osoba spokrewniona z nim miałaby śledzić Kirę. Hideki i
Matsuda nie mieliby nawet kogo prosić o tą przysługę. Więc kto…
Ryuzaki wyłączył laptopa i zamknął
klapkę.
- Możecie już go zabrać -
powiedział.
Aiko wstała i podeszła do stolika.
Wszystkie oczy skierowały się na nią.
Ryuzaki powiedział, że ma do niej
i do jej przyjaciółki zaufanie, pomyślał Matsuda.
- A może Date-kun i Okano-kun by
to zrobiły?
Tym razem wszyscy zwrócili się w
stronę Matsudy.
- Dlaczego pan tak myśli, panie
Takao? – zapytała Aiko.
- Matsuda. – Poprawił ją. – Tota
Matsuda.
Tym razem to policzki Date się
lekko zaróżowiły.
- Przepraszam, pomyliłam się.
Ryuzaki skupił na niej wzrok.
Tymczasem w reszcie grupy wybuchła dyskusja, czy można im zaufać, czy nie są za
młode i czy w ogóle powinno się je wtajemniczyć we wszystko. Wyglądało to tak:
Hideki i Aizawa próbowali przekonać Totę i Sui o słabych punktach tego pomysłu, tymczasem
tamta dwójka wytaczała coraz to nowe argumenty.
Okano naprawdę chciała w tym
uczestniczyć. Wyglądało na to, że jeśli wszyscy się zgodzą, będzie mogła
dowiedzieć się czegoś więcej o Ryuzakim. Fakt, że nic o nim nie wie, denerwował
ją tak bardzo, iż każdy opcja zdobycia o nim informacji wydawała się dobra.
- To niech Ryuzaki zdecyduje –
odezwała się Sui.
Wszyscy automatycznie spojrzeli na
detektywa. Ten nadal przyglądał się Aiko z uwagą.
- Moim zdaniem Sui Okano i Aiko
Date mogłyby z nami współpracować.
- Co?!! – Wykrzyknęli
automatycznie Aizawa i Ide.
- Mam pewność, że Light ich nie
zna, a ja im ufam. W tej chwili wydaje się to najlepszym rozwiązaniem.
- Ale… - zaczął protestować
Shuichi.
- Przepraszam, ale czy panowie przypadkiem
nie spieszyli się na Komendę Główną? Jest już po szesnastej.
Aizawa ewidentnie chciał coś
powiedzieć, jednak poruszył tylko ustami i wyszedł. Ide i Matsuda ruszyli za
nim.
*****
Dość wysoki szatyn w płaszczu stał
w pewnym oddaleniu od sklepu. Nie przeszkadzała mu zła pogoda. Uporczywie
wpatrywał się w wystawę sklepu zoologicznego.
Czynność, którą wykonywał, powoli
go nużyła. Miał za zadanie obserwować trójkę policjantów. Obecnie znajdowali
się w tym budynku, do którego nie mógł wejść. Musiał się trzymać możliwie
daleko od obserwowanych.
Chuchnął sobie w ręce ciepłym
powietrzem, po czym zaczął je pocierać o siebie. W ten sposób stawały się
cieplejsze.
Wiatr miotał na prawo i lewo
liście, papierowe śmienie, a nawet foliowe torebki. Skąd się to wszystko
wzięło, pomyślał. W tym kraju raczej nikt nie rzuca śmieci byle gdzie.
Czekanie opłaciło się. Z budynku
wyszli trzej policjanci, których śledził. Przeszli kawałek i weszli do małej
knajpki parę budynków dalej.
Nigdzie jednak nie było śladu
dziewczyn, które pojawiły się na tej ulicy może godzinę temu. Jednak
niepotrzebnie się martwił. Nawet jego policjanci nie zdążyli dobrze zjeść,
kiedy z budynku wyszła ruda nastolatka z laptopem pod pachą.
Wyjął komórkę z dolnej kieszeni
płaszcza i zadzwonił pod jedyny numer w kontaktach.
- Tutaj N, słucham. – W słuchawce
zabrzmiał komputerowy głos.
- Osoby opuściły budynek. Jest to
sklep zoologiczny.
- Dobrze się pan spisał. Czy
mógłby pan jeszcze upewnić się, czy faktycznie znajduje się w nim podejrzany?
Skinął głową. Przypomniał sobie
jednak, że to rozmowa przez telefon.
- Tak.
- W razie czego niech pan pod
adres lokalu.
- Wyślę SMS’em.
- Dziękuję panu. I jeszcze jedno,
proszę nie wchodzić do tego budynku, tylko obserwować z zewnątrz. Nie możemy
dopuścić, by podejrzany pana zobaczył.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz