wtorek, 8 marca 2016

Page 8: N

Hejcio! Przy tym rozdziale dopadł mnie troszkę leń i postanowiłam przedstawić tylko początek listy, a nie całość (w sumie tylko początek będzie ważny). Nie zajmuję już czasu.



Page 8: N

- A tak właściwie, dlaczego nie zabiłeś Tomiko? – zapytał bóg śmierci, przyglądając się temu, co robi Raito.
Yagami spojrzał na Ryuka znad notatnika. Obecnie znajdowali się sami w pokoju. Raito już od dłuższego czas siedział nad Death Note, na przemian wpisując coś i się zamyślając.
W końcu odłożył długopis na blat biurka i obrócił się na krześle w jego stronę.
- Nie domyśliłeś się? – odpowiedział spokojnym tonem.
Podniósł się z krzesła, po czym odstawił je na miejsce i podszedł do regału. Zaczął przeglądać książki.
Ryuk przyglądał się temu w ciszy.
- Nie – odpowiedział po krótkiej chwil.
- Widzisz, Ryuku… – zaczął Raito, odkładając słownik na miejsce i biorąc do ręki następną książkę. – Plan, który nakreśliłem ci w drodze do domu, zawalił się w momencie, w którym Tomiko dowiedział się o notatniku. Miałem jednak przygotowany scenariusz awaryjny. – Sięgnął po kolejną książkę. – Ta też nie – westchnął, wkładając tomik pomiędzy dwie niebieskie encyklopedie, po czym znów odwrócił się do Ryuka. – Jeśli wszystko się powiedzie, L najpóźniej za dwadzieścia pięć dni zginie.
Shinigami stał pochylony nad biurkiem i  odczytywał zapis w notesie.
- O co w tym chodzi, Raito? – zapytał bóg śmierci, wskazując na tekst.
Yagami lekko się uśmiechnął.
- Robię mały eksperyment.
- Myślałem, że wszystko, co potrzebujesz wiedzieć o notatniku, już sprawdziłeś…
- Okazuje się , że nie.
Raito podszedł do biurka i wziął zeszyt w ręce.

Tono Watanuki, zawał serca
Zginie 40 sekund po kolejnym wpisaniu jego nazwiska do notesu.

Jeśli to nie zadziała, zabiję Tomiko od razu, pomyślał Raito. Do tej pory nie powinna jeszcze nikomu powiedzieć o fakcie, że jestem Kirą.
Yagami ponownie usiadł przy biurku, pochylając się nad notesem.
Wszystko będzie zależeć od tego eksperymentu.
- Tak właściwie, to nie powiedziałeś, na czym polega twój plan – zauważył shinigami.
- Naprawdę chcesz wiedzieć, co będzie dalej? – zapytał Raito, po czym wyrwał jedną stronę z notesu.

*****

Raito Yagami alias Takuro Akatsuka to Kira. Ale czy Katsumi o tym wie?
Taka myśl przemknęła przez głowę Tomiko. Do tej pory uważała, że jej brat nie byłby w stanie zabić nawet psa, a co dopiero człowieka. Teraz jednak nie miała pewności.
Jeśli poszłaby z tym na policję, Kira mógłby ją zabić. Nie, na pewno by to zrobił, gdyby się dowiedział. Do tego jeśli Katsumi także wpisywał nazwiska do Death Note, jej braciszek miałby kłopoty.
Zerknęła przez okno. Na dworze już zapadł zmrok. Przez zachmurzone niebo nie przedostawał się blask księżyca. Jedynym źródłem światła była wysoka latarnia stojąca po przeciwnej stronie ulicy.
Izumi podniosła się z łóżka. W półmroku podeszła do stolika, z którego wzięła laptop. Wróciła i ponownie okryła się kołdrą.
Nacisnęła przycisk startowy. Podświetlane klawisze zamigotały na niebiesko. Chwilę potem pojawił się panel logowania. Tomiko wpisała hasło, po czym nacisnęła klawisz Enter. Kilka sekund później otworzyła przeglądarkę.
Data na komputerze wskazywała na dwudziestego piątego maja, a zegar na pierwszą trzydzieści sześć. Nie wyśpi się do szkoły, ale to chyba najmniejsze zmartwienie.
Kliknęła na okienko wyszukiwania. Wpisała tekst „Pierwsze ofiary Kiry”, po czym ponownie nacisnęła Enter. Zaczęła przeglądać wyniki. W dużej części były to blogi fanowskie, o ile można tak to nazwać. Tomiko brzydziła się takimi rzeczami. Artykuły z bardziej fachowych stron okazywały się pochodzić z dwa tysiące trzeciego roku.
Tomiko zrozumiała, że tak nie uzyska informacji, na których jej zależało. Otworzyła nową kartę i zmieniła frazę wyszukiwania na „przestępcy umierają na zawał 2015”.
Już na pierwszym wyniku znalazła to, czego szukała. Pominęła niezwykle długi artykuł i od razu przeszła do listy ofiar.

Koichi Kitamuda            14 V 2015            21:03
Ryoko Ushiba                14 V 2015            21:32
Kimitada Masako           14 V 2015            21:35
David Case                     14 V 2015            21:37

Tomiko nie czytała dalej. Wystarczyło tylko tyle.
Ryoko Ushiba zginął jako drugi. Jeśli zestawić to z dziwnym zachowaniem Katsumi’ego, można być pewnym, że jej braciszek jest Kirą.

*****

Sui siedziała na lekcji, zapisując temat z matematyki. U góry kartki znajdowała się obecna data.
Ile to dni, pomyślała, a ja nadal nic nie wiem o Ryuzakim. Kim on jest?
Ścisnęła długopis w rękach tak, że prawie się połamał. To uczucie było irytujące. Dlaczego ona nic o nim nie wie?
Otworzyła zeszyt na tyle, gdzie zawsze miała czystą kartkę. Zaczęła powoli wypisywać daty, miejsca oraz szczegóły, które zauważyła. Wszystko jednak zdawało się nie mieć najmniejszego sensu. Czuła się tak, jakby ktoś wyjął z bębna losującego przypadkowe rzeczy, po czym kazał jej  połączyć w sensowną całość. Wychodził czysty bełkot.
- Okano-kun, jaki będzie wynik? – zwróci się do niej czarnowłosy, młody mężczyzna stojący przy biurku, wskazując na tablicę zapisaną ciągiem liczb.
Sui podniosła głowę, zaskoczona głosem nauczyciela. Spojrzała tam, gdzie pokazywał wykładowca. Pierwiastki sześcienne, powiedziała w myślach lekko zdenerwowana. Przez dłuższą chwilę milczała, próbując rozwiązać przykład.
- Na przyszłość uważaj, Okano-kun, i pamiętaj, że w tym roku masz egzaminy – zwrócił się do niej nauczyciel karcącym tonem. – A teraz wracamy do lekcji.

*****

Katsumi wyłączył telewizor pilotem. Razem z Yagamim właśnie skończyli oglądać wieczornie, wtorkowe wiadomości w salonie właścicieli domu.
- Izumi – powiedział Raito, spoglądając w jego stronę. – W najbliższym czasie będziemy musieli ukryć notatnik w innym miejscu, niż pokój.
Katsumi spojrzał się w stronę Yagami’ego.
- A po co? – ton jego głosu zdradzał zdziwienie.
- Ostatnio dotarło do mnie, że tak będzie bezpieczniej. Ktoś, kto będzie przeszukiwał pomieszczenie, nie znajdzie notesu. My będziemy w posiadaniu tylko kartek – wyjaśnił Raito.
- Chcesz powiedzieć, że możemy być śledzeni?
- Nie mogę wykluczyć takiej opcji.

Pół godziny później Yagami wchodził po schodach do pokoju. Izumi oglądał film, nadal siedząc w salonie.
- O co chodzi z tym ukryciem notatnika? – zapytał się Ryuk, lecąc koło niego.
- A tego już nie powiedziałem? – Yagami odpowiedział pytaniem na pytanie.
Bóg śmierci przez chwilę nic nie mówił.
- Nie gadaj, że na serio spodziewasz się przeszukania.
- Spodziewam się, Ryuku.
Raito wspiął się na ostatni stopień. Przystanął i obrócił się do tyłu, chcąc sprawdzić, czy Katsumi za nim nie idzie.
- Poza tym, ważniejsze, że eksperyment się udał – odezwał się, stwierdziwszy, że nie ma nikogo.
Skręcił w stronę pokoju i przeszedł korytarz. Nacisnął klamkę, po czym otworzył drzwi do pomieszczenia. Nie patrząc na nic innego, skierował się do biurka, wyjął notatnik z szuflady. Usiadł na obrotowym krześle, przysuwając się bliżej blatu. Obok niego leżał czarny długopis. Raito wyrwał ostrożnie jedną ze stron notatnika.
Byle tylko zdążyć zanim Tomiko wpadnie do głowy cos wypaplać.
- Ryuku, pilnuj drzwi i powiedz, jeśli Katsumi będzie się zbliżał – oświadczył w pośpiechu, chwytając długopis.

Tomiko Izumi …

Yagami chwycił kartkę i zgiął ją na pół. Zaczął przetrząsać szufladę.
Gdzieś tu powinny być zapałki, pomyślał.
W końcu znalazł to, czego szukał. Wyjął jedną i odpalił ją. Zapałka z sykiem zajęła się ogniem.
Raito przystawił do ognia skrawek kartki. Żywioł powoli pochłaniał papier. Yagami wolną ręka otworzył okno. Dym ze spalania wylatywał na zewnątrz.
W ten sposób Katsumi nie dowie się, że wpisałem Tomiko, pomyślał Raito. Teraz wystarczy pozbyć się spopielonych resztek. Powinienem zacząć działać.
Yagami puścił skrawek papieru, który jeszcze się nie dopalił. Kartka wylądowała na biurku koło popiołu. Napis „Tomiko” powoli znikał w płomieniach.
- No i nie dałeś mi przeczytać tego, co napisałeś… - westchnął Ryuk.

*****

Mason wszedł właśnie do swojego biura, kiedy na komputerze wyświetliła się informacja o połączeniu.
 - O co może chodzić? - zdziwił się, po czym odebrał.
Na ekranie wyświetliła się czarna litera N.
- Witam pana, panie Mason – rozległ się zmodyfikowany komputerowo głos. – Proszę nie robić takiej zdziwionej miny.
Szef FBI patrzył na ekran szeroko otwartymi oczami. Near jednak żyje?
- N… - wyjąkał.
- Tak, panie Mason, to ja.
- Ale… Przecież ty…
- Wiem, że wszyscy uważają mnie za zmarłego – przerwał mu N – ale tak nie jest. Chciałem, żeby Kira uwierzył, że nie żyję. To był mój cel.
Steve Mason zaczął powoli się uspokajać. Pierwszy szok minął, zaś na jego miejsce wstąpiło inne uczucie.
- Nie rozumiem tylko, po co pan mnie o tym informuje. Jak już pewnie wiesz, N, Ameryka ogłosiła akceptację dla działań Kiry…
- Oboje wiemy, że to tylko oficjalna wersja.
Steve skrzywił się. Przeczuwał, że N zaraz o coś go poprosi. O coś, co będzie miało związek z Kirą.
- Pan nigdy nie zgodziłby się na pozwolenie temu zbrodniarzowi chodzić bezkarnie. – W biurze rozległ się zmodyfikowany komputerowo głos. - Proszę sobie przypomnieć, jak potraktował niewinnych agentów FBI, jak zabił waszego prezydenta, jak i dlaczego zabijał i zabija ludzi na całym świecie…
- O co chodzi, Near? – Mason przerwał wypowiedź N’a.
- Czy mógłby pan wyświadczyć mi przysługę?
Steve westchnął.
- Jaką?
- Udało mi się ustalić wygląd obecnego Kiry, jak również i to, że przebywa gdzieś w Tokio. Nie posiadam jednak jego adresu. Czy moglibyście dla mnie go zdobyć?
Co ten Near kombinuje? Czy myśli, że jeśli się nagle pojawi i powie, że chce złapać Kirę, to od razu wszyscy będą chcieli dla niego pracować?
- Near, mając w pamięci tych dwunastu agentów FBI, których Kira zabił, nie mogę ryzykować, od tak, życia moich ludzi – rzekł stanowczo Steve.
- Rozumiem to – powiedział spokojnie N. – Proszę jednak wziąć pod uwagę, że tym razem to JA dowodzę, nie L. Obiecuję, że będę dużo ostrożniejszy niż mój poprzednik, a życie agentów stanie się moim priorytetem. W dodatku mamy inne cele. Mi zależy na tym, by poznać dane tego człowieka. L chciał go śledzić. Czy to nie różnica?
Mason chwycił się za podbródek.
- Faktycznie, możesz mieć rację.
- Proszę więc rozważyć moją prośbę. I jeszcze jedno – niech wasi agenci w Japonii nie wykonują żadnych ruchów bez mojej wiedzy. Nie chciałbym narazić zbytnio osób, które biorą w tym udział.
Szef FBI aż zerwał się z krzesła.
- Skąd wiesz, że mamy w Japonii agentów próbujących wytropić Kirę?! Przecież nakazałem im jak największą dyskrecję!
- Nie wiedziałem. Ale teraz wiem. Proszę więc powstrzymać ich ruchy, dobrze?
Mason znów usiadł na fotelu przed biurkiem. W sumie mógł spełnić prośbę Near’a. Grupa i tak nic do tej pory nic nie osiągnęła…
- Dobrze – odpowiedział.
- Skontaktuję się z panem, o ile wydarzy się coś ważnego. Na najbliższy czas nie planuję już żadnych „wakacji”. A co do przysługi – kiedy mam skontaktować się z panem po odpowiedź?
Steve zmarszczył czoło.
- A kto powiedział, że rozważę tą opcję?
- Ja – powiedział stanowczo Near. – Proszę skonsultować się z prezydentem, jeśli trzeba. Niech pan zastanowi się nad odpowiedzią. Obiecuję uchronić tych agentów przed Kirą.
Steve zrozumiał, że Near nie da za wygraną. Poza tym naprawdę będzie musiał to przemyśleć.
- Proszę dać mi czas do jutra rana.
- Rozumiem, że mam skontaktować się z panem w czwartek, dwudziestego ósmego maja o godzinie ósmej?
- Tak, dobrze pan zrozumiał.
- W moim wypadku będzie to godzina dwudziesta druga.
- Przebywa pan w Tokio? – zapytał się Mason.
- Tak. Jestem obecnie w tym mieście. Szczegółowo zajmuję się sprawą. Wybaczy pan, ale nie mogę już dłużej rozmawiać.
- Rozumiem. Do widzenia.
- Do widzenia.
Na monitorze komputera znów wyświetlił się pulpit. Tapeta, typowa dla systemu Windows, wydawała się być Mayson’owi niezwykle jaskrawa.
Steve oparł plecy o fotel. Zaczął rozmyślać, co powinien zrobić.
Po dłuższej chwili zastanowienia doszedł do wniosku, że N może nie być tak naprawdę N’em, tylko osobą, która się pod niego podszywa. Przypomniał sobie jednak jego słowa – „Na najbliższy czas nie planuję już żadnych „wakacji””. W ostatniej rozmowie Near użył tego samego terminu. Uznał, że w ten sposób chciał dać do zrozumienia, że jest prawdziwy.
Kilka minut później podniósł się z fotela, i poszedł stronę gabinetu prezydenta.

*****

Jedna z osób znajdujących się na tej liście jest wspólnikiem Kiry.
L przyjrzał się dokumentowi, który wczoraj dostał mailem od Matsudy. Znajdowały się tam osoby najbliżej powiązane z pierwszymi przestępcami zmarłymi na zawał. Tak jak prosił, grupa pominęła ludzi, którzy nie postawiły stopy w Japonii oraz tych poniżej dziesiątego roku życia. Nie zmienia to faktu, że nie spieszyli się z odpowiedzią…
Zastanawiała go jednak obecna sytuacja w grupie dochodzeniowej. Tak jak wcześniej, ludzie nie chcą pracować z osobą, której nie znają twarzy. W dodatku, gdy nie wykluczone, że ona jest Kirą.
Z tego co zauważył, tylko Matsuda mu ufa. Aizawa i Ide są dużo ostrożniejsi. I słusznie. W dowolnej chwili będzie mógł zerwać z nimi kontakty, jeśli uzna to za konieczne.
Zajmijmy się teraz Kirą, pomyślał L, po czym przesunął listę na samą górę.




Sądząc po zachowaniu drugiego Kiry można wywnioskować, że zapewne zabił swojego na samym początku. Pytanie tylko, czy od razu, czy dopiero po kilku innych przestępcach?
Z pięćdziesięcioprocentową pewnością można stwierdzić, że zrobił to później. Jednak istnieje również pięćdziesięcioprocentowa pewność, że zabił go od razu. Ta analiza niczego nie da.
Nie, właśnie, że może coś dać, pomyślał L. Zapominam, że to nie jest Raito. On myśli całkowicie inaczej. Nie zauważa śladów, które za sobą zostawia.
Możliwe, że wcześniej ani Kira, ani jego wspólnik nie wiedzieli, że teraz żyję. Nie obawiali się policji, bowiem Raito i tak by dał sobie z nimi radę. Tak, wspólnik Kiry musi być na początku listy.
Kitamuda prawdopodobnie był osobą, która miała potwierdzić moce Death Note’a i sprawić, że wspólnik Kiry uwierzy w moc notesu.
L zaczął ponownie wszystko czytać. Mimowolnie przytknął kciuk do dolnej wargi i lekko zwęził oczy.
Analizując dane, pomyślał, jako wspólnika Kiry można wytypować rodzeństwo Izumi, państw Kagawów (chociaż i tak to wątpliwe), Noriko Hamę i Yuri Chibę. Teraz należałoby sprawdzić każdą z tych osób.
Ryuzaki usunął plik z komputera Sui. Rzucił okiem na prawy dolny róg wyświetlacza. Był dwudziesty dziewiąty października, godzina jedenasta osiemnaście.
L postanowił porozmawiać z grupą śledczą. Kilka chwil później nawiązano połączenie. Pojawił ię obraz z domu Matsudy.
- Co to ma znaczyć, R! – krzyknął Aizawa. – A może raczej Kira?!!
Kira? Zrozumiałe jest, że mi nie ufają, ale na pewno nie aż do tego stopnia, by wykrzyczeć to prosto w twarz…
- N tak naprawdę żyje, wiemy o wszystkim – powiedział chłodno Ide.
- Kończymy współpracę z tobą, R. Sam nie wiem do końca, czemu ją rozpoczęliśmy, ale teraz ją kończymy.
Jeśli to blef, to naprawdę słaby…
L zauważył, że Matsuda siedział cicho w rogu kanapy. Twarz miał poza kadrem.
- Po pierwsze - powiedział Ryuzaki -  jeśli naprawdę byłbym Kirą, to tekst, który właśnie pan powiedział, panie Aizawa, równałby się z prośbą o zabicie waszej trójki. Po drugie – jeśli N naprawdę by żył, zapewne kazałby wam siedzieć cicho i próbował wykorzystać ten kontakt w celu ustalenia mojej tożsamości. Więc jaka jest prawda, panie Aizawa?

*****

Czwartek, dwudziesty ósmy maja, godzina ósma pięć czasu Nowego Yorku.
- Tak, omówiłem wszystko z prezydentem. Zgadzamy się, by pan przejął oddział naszych agentów w Japonii – rzekł szef FBI w stronę komputera stojącego przed nim.
- Bardzo się cieszę z takiego obrotu spraw, panie Mason – powiedział N. – I jeszcze raz przepraszam, że musimy kontaktować się przez komputer.
 - Nic nie szkodzi, Near. – Steve oparł łokieć na blacie biurka. – Rozumiem, że nie opłacało się panu przylatywać do USA z takiego powodu.
 - Dziękuję za wyrozumiałość. Czuję, że jesteśmy blisko schwytania Kiry. I jeszcze jedno. Wydaję mi się, że ktoś steruje japońską policją. Proszę powiedzieć im, co uzna pan za konieczne.
- Rozumiem. Postaramy się skontaktować z japońskim oddziałem ścigającym Kirę.
                                                                                                                          
Po skończonej rozmowie N rozłączył się. Steve odsunął się od komputera. Postanowił przejść się trochę po gabinecie.
Obecny prezydent sprawuje całkowici inne rządy niż ten, który żył w czasach Kiry, pomyślał. Ten jest odważny, umie działać po cichu. Taki człowiek na tym stanowisku to skarb.
Mason wyjął telefon z prawej kieszeni swoich czarnych, materiałowych spodni i wybrał numer do agentów znajdujących się w Japonii,. Z japońską policją będzie mógł porozmawiać dopiero za kilkanaście godzin.

*****

Matsuda zerknął na zegarek. Była dwunasta pięćdziesiąt siedem.
Grupa dochodzeniowa pieszo przemierzała miasto. Bez cienia zainteresowania mijała sklepy spożywcze, księgarnie, salony i tym podobne obiekty.
- Zupełnie nie rozumiem, po co tam idziemy – rzekł Ide. – Od początku nie ufałem ani L’owi, ani N’owi, ani tym bardziej R’owi, ale nikt mnie nie słuchał…
- … no i wpakowaliśmy się w niezłe bagno – zakończył za niego Matsuda zrzędliwym tonem. – Przestałby już pan, panie Ide. Nic, tylko na okrągło to samo.
- Ty też bądź cicho, Matsuda – zwrócił się do Toty Aizawa. – Próbuje myśleć.
Zastępca komendanta próbował ułożyć zaistniałe fakty w głowie, jednak nie rozumiał wielu rzeczy.
Co R chciał osiągnąć, zapraszając ich do siebie? Jeśli byłby Kirą, i tak zna ich twarze i nazwiska, więc nie miałoby to sensu…
- To chyba tutaj – powiedział Ide, wskazując na budynek tuż koło nich.
Aizawa spojrzał we wskazanym kierunku. Jak się okazało, był to… sklep zoologiczny? Teraz już kompletnie nic nie rozumiał. Po co R miałby ich tu ściągać?
Pierwszy do drzwi podszedł Matsuda. Nacisnął klamkę i wszedł do środka. Aizawa i Ide podążyli za nim.
Znaleźli się w miejscu pełnym klatek i akwariów. Na półce przy prawej stronie od wejścia stały karmy dla zwierząt, zaś po lewej – ryby akwariowe. Nieco w głębi sklepu ustawiono rzędami klatki różnej wielkości, w których siedziały kolorowe ptaki. Nie brakowało również chomików, świnek morskich, królików, a także i kotów. W powietrzu unosił się zapach żwirku. Jednym słowem – typowy sklep zoologiczny.
- Czego sobie panowie życzą? – zwrócił się do nich starszy mężczyzna stojący za ladą.
- Byliśmy tu umówieni z pewną osobą - zaczął Aizawa. – Szukamy R’a.
- Czy to jakiś pseudonim?
- Wszystko na to wskazuje.
Sprzedawca przez chwilę milczał. Wzrok miał utkwiony gdzieś ponad ich głowami.
- Może chodzi wam o Ryuzakiego?
Aizawa lekko się zdziwił. Od razu do głowy przyszedł mu L.
- Tak, możliwe, że o niego – powiedział, starając się, by to zabrzmiało w miarę normalnie.
- Faktycznie, wspominał mi coś o tym – starszy pan powiedział to bardziej do siebie, niż do nich. – Zaraz go zawołam.
Sklepikarz żwawym krokiem udał się w stronę zaplecza. Aizawa i Ide obejrzeli się za siebie. Matsuda stał koło klatki z chomikami i przyglądał się jednemu - białemu w brązowe plamki.
Aizawa chwycił się za głowę.
 - Matsuda  – burknął na swojego podwładnego.
- O co chodzi? – zapytał Tota dziecinnym tonem.
Co za idiota… Ile on ma lat?
Aizawa przywołał go gestem do siebie. Matsuda szybkim krokiem odsunął się od klatki ze zwierzętami i stanął przy reszcie grupy.
- Zastanawiałem się tylko, czy nie kupić jednego swojej siostrzenicy… - zaczął się tłumaczyć. – Wiecie, niedługo skończy dziewięć lat.
Aizawa, spojrzał się groźnie na Matsudę. Tota uśmiechnął się głupio.

- Panowie, zajmijmy się może innymi sprawami, niż chomiki – odezwała się osoba stojąca w drzwiach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz