środa, 23 grudnia 2015

Page 6: Kawiarnia

Siemka (o ile ktoś to czyta, ale gdzieś muszę umieszczać obrazki, które stworzyłam)! Bez zbędnych formalności wrzucam kolejny rozdział.



Page 6 -–Kawiarnia

- I jak wyniki, Matsuda?
- Dość marnie. Redaktor gazety zarzeka się, że nie pamięta, kto dał mu ten artykuł. Nie chciał również dać listy dziennikarzy.
L jeszcze raz rozejrzał się po pomieszczeniu, w którym znajdował się Matsuda.
- W ten sposób nic nie osiągniemy. Jeśli przedstawiłeś się jako policjant, redaktor musiał się przestraszyć. Widocznie są jakieś przekręty w gazecie. Czyli ktoś musi przeniknąć do środka. Wtedy wszystkiego się dowiemy.
Matsuda patrzył się w ekran laptopa. Wyglądał, jakby się nad czymś zastanawiał.
- Chyba masz rację, L. Tylko kto pójdzie?
- Myślę, że będę musiał sam to zrobić.
Matsuda otworzył szeroko oczy.
- Musimy zachować to w jak największej dyskrecji. Ciebie już znają. Zostałem ja.
- Ale przecież możemy wtajemniczyć w to jeszcze jedną osobę.
- To zbyt ryzykowne. Im więcej ludzi, tym większe ryzyko błędu. Poza tym dałem już jeden artykuł do gazety.
- A co, jeśli tamten człowiek będzie miał oczy shinigami?
- W takim razie ty będziesz musiał wszystkich powiadomić i kontynuować moją pracę.

*****

L wyłączył laptopa. Sui chyba już przyzwyczaiła się, że pożycza jej sprzęt.
Jeśli Raito działa sam, to prawdopodobieństwo posiadania przez niego oczu shinigami wynosi około połowy procenta. Ostatnim razem nie dokonał wymiany, ponieważ cena była zbyt duża. Jeśli jednak ma wspólnika, to sytuacja się zmienia. Bardzo możliwe, że ten drugi wymienił oczy.
Należy wziąć pod uwagę fakt, że Raito będzie spodziewał się kogoś nowego w gazecie. Pytanie tylko, czy zaskoczy go widok Ryuzaki’ego.
L spojrzał na wydrukowane pliki, które leżały na stole. Oprócz listy przestępców, którą aktualizował codziennie, znajdowały się tam artykuły z tokijskich portali informacyjnych.
Jeszcze raz przejrzał stronę, która wzbudziła w nim zainteresowanie.

Seryjnie napady na banki

W ostatnich dniach w Tokio jest niespokojnie. Bliżej nieznany mężczyzna seryjnie napada na banki. Jego ofiarami stało się dziesięć placówek takich firm jak Bank Japonii (日本銀) czy MUFG (Mitsubishi UFJ Financial Group ; 株式会社三菱UFJフィナンシャル・グルー). W napadach do tej pory zginęło osiem osób.

Poniżej znajdowało się bardzo wyraźne zdjęcie przestępcy. Ścigany miał blond włosy sięgające do ramion, kościstą twarz i brązowe oczy. Jego ostatni napad odbył się wczoraj, pierwszy – piętnaście dni temu.
Ta sprawa stała się jedną z najgłośniejszych w Japonii. Jeśli Kira nie mógł go zabić, to znaczy, że nie posiada oczu. Powinien jednak liczyć się ryzykiem. Choć prawdopodobieństwo posiadania oczu prze Raito lub jego wspólnika jest małe, nie może go wykluczyć.
Ryuzaki wziął z komody nową paczkę ciastek.
Następnym krokiem powinno być spenetrowanie gazety.

*****

Raito zapukał do drzwi redaktora.
- Otwarte. – Yagami usłyszał gruby, męski głos.
Wszedł do pokoju. Jasne oświetlenie poraziło go w oczy.
- O, już jesteś, Takuro. Siadaj. Chciałbym z tobą porozmawiać.
Raito podszedł do biurka i usiadł na krześle obok.
- O co chodzi, panie redaktorze?
- Dzisiaj był policjant w związku z twoim artykułem.
- Czy było coś z nim nie tak? – w glosie Raito było słychać niepokój – Tekst był niepoprawny politycznie?
- Nie, skąd?! Wypytywał się, kto jest jego twórcą. Nic poza tym. Chciałem się tylko dowiedzieć, czy może wiesz, o co mogło chodzić?
Raito pokiwał głową.
- Niestety nie, panie redaktorze.
- W takim razie nic więcej do ciebie nie mam, Aktsuka-kun. I pośpiesz się z tym nowym artykułem.
- Tak jest, panie redaktorze.
Raito skłonił się i wyszedł z pokoju. L jest szybki. Zadziałał już następnego dnia po opublikowaniu tekstu. Do tego współpracuje z policją.
W najbliższym czasie  w gazecie powinien pojawić się ktoś nowy. Szpieg L’a. A wtedy po nitce do kłębka.
Już niedługo zagrożenie powinno zostać zlikwidowane.

*****

Tomiko chodziła po mieście i przyglądała się wystawom. Miała trochę wolnego czasu, więc postanowiła wyjść na zakupy.
Minęła bank i weszła do księgarni. Od razu poczuła woń druku. Kochała ten zapach.
- Dzień dobry. Czy szuka pani jakiegoś konkretnego tytułu? – spytała się sprzedawczyni.
- Dzień dobry. Nie, przyszłam wybrać coś nowego do czytania.
Izumi spojrzała na najbliższą półkę. Ostatnio jej brat dziwnie się zachowywał. O co mogło chodzić?
Wzięła do ręki „Na skraju jutra”. Zaczęła czytać opis znajdujący się z tyłu książki.
Jej brat stał się taki w momencie, w którym Kira zaczął działać. A może on ma coś na sumieniu?
Izumi podeszła do kasjerki, zapłaciła za książkę i wyszła. Postanowiła udać się do starszego brata i porozmawiać z nim.

*****

Ktoś zapukał do drzwi.
- Otwarte! – powiedział Raito. Obecnie znajdował się w pokoju sam.
Drzwi otworzyły się.  Do pomieszczenia weszła wysoka brunetka.
- To ty, Izumi. – Yagami uśmiechnął się – Chciałem cię przeprosić za ostatnie spotkanie. Zachowałem się nietaktownie.
- Nic się nie stało. – zapewniła Tomiko – Nie powinnam się tak łatwo obrażać, Yagami-san.
- Akatsuka. – poprawił ją Raito – Nazywam się Takuro Akatsuka.
Tomiko zmieszała się. Była pewna, że przyjaciel je brata miał na nazwisko Yagami.
- Przepraszam. – powiedziała.
- Nic się nie stało. – rzekł Raito beztroskim tonem – Co cię tu sprowadza?
- Wiesz może, gdzie jest mój brat?
- Nie, ale zaraz powinien wrócić. A co się stało?
Izumi usiadła na łóżku swojego brata i wyjrzała przez okno.
- Katsumiego-sana coś trapi. Zmienił się. Stał się taki, od kiedy Kira znów zaczął działać. Martwię się, że Nii-san zrobił coś głupiego.
Raito spojrzał się w stronę Tomiko.
- Izumi nie jest taki.
- Skąd możesz to wiedzieć? – Tomiko spojrzała mu w oczy – Ja ma wątpliwości, chociaż znam go, od kiedy jestem na świecie.
- Uwierz mi. On nie robi nic złego. Po prostu o tym wiem.

*****

L zapukał do drzwi.
- Proszę. – odezwał się głos redaktora gazety.
Ryuzaki wszedł do białego pokoju. Na biurku leżały stosy papierów.
Redaktor podniósł głowę znad tekstu i spojrzał się na przybyłego. Przez chwilę próbował sobie przypomnieć, kto to.
- To ty jesteś od artykułu od Kiry?
Brunet skinął głową.
- Czyli zdecydowałeś się jednak na pracę w naszej gazecie?
- Tak.
Redaktor przyjrzał się mu jeszcze raz. Dość dziwny wygląd, niezbyt rozmowny, ale jego artykuł robi furorę. Poza tym przydałby się ktoś jeszcze. Co jak co, ale ostatnio odeszło dwóch dziennikarzy, a przybył tylko jeden.
Po raz kolejny rozległo się pukanie do drzwi.
- Wejść. – powiedział krótko redaktor.
Zawiasy lekko skrzypnęły. Do pokoju wszedł szatyn z teczką w ręce. L poznałby go na końcu świata, a może i jeszcze dalej.
- Mam artykuł, o który pan prosił. – powiedział Raito, nie zwracając uwagi na L’a. A może go po prostu nie zauważył?
- To dobrze, Akatsuka-kun. Przy okazji poznaj nowego. Nazywa się Ryuzaki.
Yagami drgnął. Po chwili odwrócił się w stronę L’a.
- Milo cię poznać, Ryuzaki-san. – w głosie Raito było słychać lekką radość. Oczy jednak mówiły co innego.
Yagami wyciągnął rękę w geście powitania.
- Wzajemnie, Akatsuka-san. – L uścisnął dłoń Raito.
Cała scena brzmiała jak najzwyklejsze przywitanie nowego pracownika. L i Raito jednak nie spuszczali z siebie wzroku. Każdy z nich próbował prześwietlić drugiego spojrzeniem. Wysondować. Wedrzeć się jak najgłębiej.
- Mhmmm… - chrząknął redaktor – Może oprowadzisz nowego po budynku, Takuro-san?
- Nie ma problemu. – Raito otworzył drzwi i wyszedł na korytarz – Idziesz, Ryuzaki?
Brunet wyszedł z gabinetu i ruszył za Yagami’m. Po kilku chwilach byli już wystarczająco daleko od miejsca spotkania, by zacząć rozmowę.
- Dlaczego to robisz? – zaczął Raito.
- Mógłbym spytać się ciebie o to samo.
- Nie jesteś już najlepszym detektywem na świecie. Nie masz obowiązku ze mną walczyć. Stań po mojej stronie…
- Yagami, kun. – przerwał mu L – Doskonale wiesz, że to, co robisz, jest złe.
- Ja zaś wiem, że ty również po części czujesz to samo, co ja. To jedyna droga do zapanowania pokoju. – Raito spojrzał się uważniej na Ryuzaki’ego. Nie znalazł nawet śladu zrozumienia.
- Wszystko zbudowane jest na strachu. Są dobrzy nie dlatego, że chcą tacy być, tylko dlatego, że muszą. To jest forma niewoli. Tylko nieliczni mogą ci się postawić. Nie zamierzam się poddawać.
Przez kilka chwil szli w milczeniu.
- I jak ci się podoba redakcja? – Ryuzaki poczuł ciężar ręki na lewym ramieniu. Koło nich zmaterializował się redaktor.
- Właśnie miałem go zaprowadzić do drukarni, szefie. – powiedział Raito.
- Myślę, że nie trzeba. Wiem gdzie się znajduje. – odrzekł spokojnie Ryuzaki, po czym obrócił się na pięcie i ruszył w stronę wyjścia.
- Tylko pamiętaj! Jeśli zabraknie ci weny, przyjdź do tej kawiarni, o której ci mówiłem. W soboty od godziny szesnastej mają nawet promocję! – krzyknął Raito za odchodzącym L’em.

*****

Raito siedział w wynajmowanym pokoju. Jego wzrok był skierowany w okno.
- Raito!
Yagami po raz kolejny zignorował Ryuka, który od kilkunastu minut próbował wydusić z niego jakąkolwiek odpowiedź.
- Hej, Raito! Czemu się na mnie obraziłeś?
Yagami westchnął.
- Nie obraziłem się, Ryuku, tylko usiłuję myśleć.
- Nad czym takim?
Raito położył się na łóżku i spojrzał na biały sufit.
- Wczoraj rano spotkałem L’a.
- ???
- W gazecie. Przypuszczałem, że pojawi się ktoś nowy. Ktoś, kto będzie szpiegował dla L’a. Nie sądziłem jednak, że Ryuzaki pofatyguje się osobiście. Jeśli wynająłby kogoś do szpiegowania ruchów gazety, mógłbym dojść, gdzie on mieszka. L jest jednak sprytny i nie wierzę, by udało się go w jakikolwiek sposób śledzić. Ryuzaki wiele zaryzykował, ale mimo to nic mu nie mogę zrobić.
Shinigami wzniósł się w powietrze, po cym zawisł do góry nogami.
- Przypominam ci, Raito, o możliwości wymiany oczu.
- Już to omawialiśmy, Ryuku. – Yagami westchnął lekko znudzony – Naprawdę mam aż tak dużo życia, że pokusa zdobycia połowy jest silniejsza niż nuda, gdy pokonam L’a?
- Chciałem tylko być uczciwy. – bóg śmierci wzruszył ramionami – Skoro nie udało ci się namówić Izumi’ego, myślałem, że sam wymienisz oczy. Pogramy w Mario Golfa?

*****

L układał karmę w fioletowych opakowaniach na półkach. Sklepik Ookami-sana cieszył się dużym powodzeniem.
Ryuzaki zaczął rozmyślać o spotkaniu z Raito. Nawet jeśli uda mu się nagrać rozmowę, w której Yagami oświadcza, że jest Kirą, niczego nie udowodni bez notatnika. Trzeba jednocześnie przejąć zeszyt i udowodnić mu winę. Sam notatnik nie wystarczy jako dowód.
Tylko w jaki sposób trzeba to zrobić? W sumie zawsze można się pozbyć zeszytu i problem z głowy. Wystarczy dojść, gdzie Yagami-kun obecnie mieszka i odebrać mu notatnik. W takim wypadku trzeba by przeszukać cały budynek. Prawdopodobieństwo znalezienia zeszytu wynosi wtedy około siedmiu procent. To za mało, by podjąć takie działania. Poza tym Raito może mieć ukryte zapasowe kartki.
Plan B. Zamontować kamery w jego domu i obserwować go przez okrągłą dobę. Tak jak ostatnio.
Tylko że wtedy był największym detektywem na świecie i mógł sobie na coś takiego pozwolić. Poza tym lepiej nie stosować tej samej sztuczki kolejny raz.
Pytanie numer dwa. Po co Kira chce się z nim spotkać?
Sobota, dwudziesty trzeci maja dwa tysiące piętnasty rok. W kawiarni, w której rozmawiali, kiedy byli razem na uczelni. Czas i miejsce podał naprawdę jasno. Co znaczy, że w redakcji najprawdopodobniej nie ma kamer, a sam redaktor nie jest zbyt bystry.
Co Kira planuje? Czy to jakiś podstęp?
Czy powinien się z nim spotkać? Nie.
Czy chce tam iść? Tak.
Mówią, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła. Żeby złapać Kirę, trzeba zajść jeszcze dalej.

*****

Kelnerka postawiła przed Ryuzaki’m  porcję lodów. L siedział teraz w kawiarni. Tej samej, co przed laty.
- Przepraszamy, ale nie może pan przebywać z zakrytą twarzą w miejscach publicznych.
L zdjął maskę i odłożył ją na bok. Jeśli zaprotestowałby, kelnerka wezwałaby policję. Pojawiłby się wtedy problem z tajnością. Możliwe, że byłby notowany. Ciekawe, jakby policja zareagowała na wieść, że nie posiada żadnych dokumentów…
Ryuzaki nabrał na łyżeczkę trochę białej, zimnej masy, po czym wsadził do ust.
Możliwe, że Raito ściągnął go tu tylko po to, by go zabić. Przecież śmierć można wywołać nie tylko notatnikiem.
Lody zaczęły powoli się roztapiać. Ryuzaki postanowił podsumować wszystko, co już wiedział.
Raito Yagami to Kira. By tego dowieść potrzebny jest notatnik oraz jednoznaczne dowody.
Mello, Near i członkowie SPK nie żyją. O notatniku wiedzieli tylko on, grupa śledcza oraz, prawdopodobnie, szef FBI. Poza tym należało uwzględnić pomocników Raito.
On i Yagami, mimo że zostali wpisani do notatnika, żyją. Więc można wskrzeszać ludzi którzy umarli przez zeszyt. Wystarczy, by wpis zniknął z notatnika. Czy do tego wystarczy zwykła gumka? Jeśli nie, to jak powinno się wymazać nazwisko? Czy Yagami może zabić kogoś, a potem przywrócić do życia?
Drzwi do lokalu otworzyły się. W progu stanął Raito. L przyglądał się, jak Kira szuka go wzrokiem. Po chwili Yagami zauważył go i podszedł do stolika. Znajdowali się dokładnie w tym samym miejscu, co poprzednio.
- Witaj, L. – powiedział Raito, siadając.
- Nawzajem. Chciałbym się dowiedzieć, po co mnie tu sprowadziłeś. – L włożył do ust kolejną porcję lodów.
- Czy musi być jakiś cel? – Yagami uśmiechnął się lekko.
- Nie zrobiłbyś czegoś, co nie ma celu.
Do stolika podeszła blondwłosa kelnerka. Ta sama, która obsługiwała Ryuzaki’ego.
- Witam szanownego pana. Może kawy? – spytała się. W ręku trzymała niewielki notesik.
- Poproszę. – Raito posłał jej uśmiech.
Kelnerka oddaliła się szybkim krokiem do kuchni.
- Mam do ciebie kilka pytań, L. – uśmiech a twarzy Raito znikł równie szybko, jak się pojawił.
- Odpowiem ci na nie, jeśli ty odpowiesz na moje.
Ryuzaki odstawił pucharek na bok. Oblizując dokładnie łyżeczkę, przyglądał się Yagami’emu.
Raito skinął głową.
- Ja zaczynam. Czy na pewno nie chcesz przejść na moją stronę?
- Przecież znasz moje zdanie na ten temat, Yagami-kun.
Raito westchnął.
- Szkoda. Mógłbyś się naprawdę przydać. Dawałem ci szansę, więc nie miej do mnie żalu, kiedy cię zabiję.
- Teraz moja kolej. Dlaczego oboje żyjemy?
- A więc to cię dręczy? Na to mogę ci odpowiedzieć. Istnieje specjalna gumka, którą można wymazać nazwiska z Death Note’a.
Czyli Kira ma ten sam notes, co poprzednio. Do tego wie o gumce. Żaden shinigami nigdy w życiu nie wymazałby nazwiska z Death Note’a. To działanie wbrew ich usposobieniu.
Raito ma wspólnika.
- Jeszcze jakieś pytanie?
- Near, SPK, Wammy’s House. Czy musiałeś ich zabijać?
Raito przez chwilę milczał. Czyżby po tylu latach egzekucji wciąż miał sumienie?
- Musiałem. – odpowiedział stanowczo – Jesteś świadomy, że w przyszłości podzielisz ich los?
- Co ci daje gwarancję, że wygrasz?
Raito pokiwał głową.
- To już trzecie pytanie. Teraz ja.
Blondwłosa kelnerka podeszła do stolika i podała Yagami’emu kawę.
- Chciałbym zamówić jeszcze jedną porcję lodów. – powiedział Ryuzaki.
- Jaki pan smak wybiera?
- Waniliowe.
Kelnerka wzięła pucharek ze stołu i oddaliła się. Łyżeczka została na stoliku.
- Współpracujesz z policją? – spytał się Raito.
- Tak.
- Mógłbyś odpowiadać bardziej szczegółowo?
- Nie. Dlaczego byłeś pewny, mówiąc o wygranej?
Yagami uśmiechnął się.
- O tym później. Wiesz, dlaczego wybrałem liczbę pięć do naszej komunikacji?
L zaczął się bawić łyżeczką od lodów.
- Po pięciu latach wróciłeś. Po pięciu dniach od rozpoczęcia twoich działań zacząłem z tobą walczyć. Piąty więzień napisał „L, czy wiesz”…
- Nie tylko.
L przyjrzał mu się uważnie. Czego jeszcze nie zauważył?
- Shi. – Yagami uśmiechnął się. Ryuzaki wnet pojął, o co chodzi.
Shi – japoński wyraz oznaczający jednocześnie śmierć i cztery.
Pięć jest po czwórce.
Pięć jest po śmierci.
- Chciałbym ci zadać jeszcze jedno pytanie. Kogo wyznaczyli do pracy nad ujawnieniem Kiry?
- Doskonale wiesz, że ci tego nie powiem.
- Rozumiem. – Yagami westchnął - Uważam, że przydałoby się to już skończyć. Pytałeś mnie, dlaczego jestem pewny wygranej. Ostatnim razem cię pokonałem. Dlaczego nie teraz?
Nie, Yagami nie może mieć oczu. A może jego wspólnik je posiada?
- Jestem pewien wygranej z jednego, prostego powodu. Za kilka minut zginiesz. Jeśli wstaniesz od stolika, bomba przytwierdzona do ławki wybuchnie. Żeby nie było nudno, ma dodatkowo ustawiony zapłon na pięć minut. Jeśli podniesiesz alarm teraz, ja odpalę ładunek pilotem, który mam w kieszeni. Masz wybór. Albo umrzesz teraz i zabierzesz do grobu mnie i wszystkich w tej kawiarni, albo zginiesz tylko ty. Żegnaj, Ryuzaki.
Raito wstał od stolika. Po chwili był już za drzwiami.
L automatycznie zmienił pozycję na taką, by zobaczyć, co jest pod ławką. Faktycznie, znajdował się tam tykająca bomba.
Cztery minuty trzydzieści sekund. Yagami miał rację. Nawet jeśli wezwałby ludzi do rozbrojenia bomby, nie zdążyliby na czas. Ale on nie może tak po prostu zginąć!
Cztery minuty piętnaście sekund. Do bomby prowadziło dwadzieścia kabli. Raito chciał zminimalizować szanse przecięcia właściwego do pięciu procent. Kabel może znajdować się w losowym położeniu. Nawet jeśli zacząłby teraz krzyczeć, by wszyscy wyszli (co mu i tak nie bardzo pasowało), na początku zostałby uznany za żartownisia. Zanim ludzie zrozumieją, czas minie.
Trzy minuty trzydzieści sekund. Musi być jakieś wyjście.
Chwila. Bomba musi mieć jakiś wyłącznik. Jakby Ryuzaki się nie pojawił, a Raito niechcący ją włączył, musiałby ją jakoś unieszkodliwić.
L zaczął szukać przycisku do wyłączania. Nic jednak nie znalazł.
A może Raito po prostu wie, który kabel należy przeciąć? Albo ma wyłącznik w pilocie?
Dwie minuty. Materiał wybuchowy jest połączony dwudziestoma kablami z systemem odpalającym. Ładunek można zdetonować pry użyciu pilota a odległość (albo Raito blefował).
Minuta trzydzieści sekund. Myśl, Ryuzaki.
- Przepraszam pana, że musiał pan tyle czekać na lody. – L usłyszał głos tuż nad sobą – Mieliśmy drobne problemy.
A może powiedzieć kelnerce o tym wszystkim? Zrobi dużo niepotrzebnego szumu i nic to nie da.
Ryuzaki wrócił do swojej dawnej pozycji.
- Nic się nie stało. Proszę się nie martwić.
Kelnerka odeszła, lekko postukując butami. Ryuzaki wrócił do rozmyślań.
Zostało około trzydziestu sekund. Czy naprawdę nie może nic zrobić?
L mimowolnie spojrzał się na stół. Raito nawet nie tknął kawy.
I wtedy go oświeciło. Detonator musi być elektroniczny. Jest mała  szansa, że to zadziała, ale i tak większa niż w sytuacji, w której będzie musiał przeciąć kabel.
Ryuzaki chwycił kawę ze stolika, po czym znów pochylił się nad bombą. Przechylił kubek i zalał płynem system odpalający. Po obudowie przeszło parę niebieskich iskierek.
Licznik zatrzymał się na dziesięciu sekundach.

4 komentarze:

  1. Wiedz, że czekam! To opowiadanie jest wspaniałe! Ubóstwiam Cię za śmierć Near'a i przywrócenie ich do życia ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Super! Strasznie mnie wciągnęło. Tylko mała sprawa...Raito? w amatorskich tłumaczeniach może, ale to tylko wymowa japońska imienia Light (czyt. Lajt). Japończycy wymawiają to jakoś "Laito", bo nie potrafią poprawnie wymówić głoski "R", a to "O" na końcu, to po prostu japoński akcent - takie przeciąganie. W każdym bądź razie, nie obraź się, ale wymowa, jak i pisownia Raito jest błędna. Japończycy faktycznie tak mówią, ale nie jest to niezamierzone.
    Pozdrawiam, masz talent literacki!

    OdpowiedzUsuń