niedziela, 8 listopada 2015

Page 4 - Imię



Page 4 : Imie


Sobota 16 maja

Tego dnia świat obiegły dwie wiadomości.
Pierwsza to wyciek gazu w sierocińcach na terenie całego świata. Najdziwniejsze było to, że wszystko zdarzyło się tej samej nocy.
Druga z nich dotyczyła tylko jednej osoby. W Wielkiej Brytanii znaleziono ciało dwudziestoczteroletniego mężczyzny. Był on dość charakterystyczny. Raz – to albinos i dwa – wcale nie wyglądał na dwadzieścia cztery lata. Policja jeszcze nie zidentyfikowała tej osoby.

*****

L odłożył gazetę na bok.
Znajdował się teraz w niebieskim pokoju. Tym samym, w którym rozmawiał z Hidekim o pracę. Ookami-san pozwolił mu tu zamieszkać.
Pierwszą myślą, jaka przyszła mu do głowy po przeczytaniu gazety to to, że Near nie żyje. Jego zdjęcie pojawiło się wszędzie, jednak nikt nie mógł go zidentyfikować. Prawdopodobieństwo wynosiło sześćdziesiąt procent.
Druga sprawa to wycieki gazu w sierocińcach. Były one rozmieszczone na całym świecie. L od razu skojarzył je z Wammy House.
Przyjął, że Kirze w jakiś sposób udało się uzyskać nazwiska dzieci z sierocińca. Do tego umarł Near. Kira musiał znać i jego nazwisko.
Ale jeśli N nie żyje, to kto się zajmie tą sprawą?
- Ja. – powiedział w myślach.
Z Wammy House nikt nie został. Widać, że nowy właściciel notesu jest piekielnie inteligentny.
Pierwszym, co musi zrobić, to skontaktować się z policją.
Nie.
Pierwszym, co musi zrobić, to upewnić się, że jego nazwisko nie będzie łatwo dostępne.
*****
- Katsumi.
Izumi podniósł wzrok znad podręcznika.
- Wybacz za to, jak potraktowałem twoją siostrę.
Cisza.
- Gdyby dotknęła notatnika, wpadlibyśmy oboje. Nazwiska da się wytłumaczyć, ale Ryuka już nie.
- On ma rację. – dodał swoje bóg śmierci – Przestań się już humorzyć, bo zaczyna robić się nudno.
Katsumi westchnął.
- Niech wam będzie. Powiedzmy, że ci wybaczam. Pod warunkiem, że przeprosisz moją siostrę.
- Zgoda.
- Wiesz, że będziesz musiał znaleźć sobie jakąś pracę? Prędzej czy później wyda się to podejrzane, że tylko siedzisz w domu.
- Już to zrobiłem. Piszę artykuły do gazety.
Ryuk i Katsumi spojrzeli na niego pytająco.
- W ten sposób będę mógł przynajmniej po części kontrolować przepływ danych.

*****

- Co?
- Pytam, czy mogłabyś mi pomóc.
Sui zaczęła się uważnie przyglądać Ryuzakiemu. Wydawało jej się dziwne, że on ją o coś prosi.
- W jaki sposób?
- Będziesz musiała odwrócić uwagę pewnej osoby.
- Niby dlaczego ja?
- A znasz kogoś, kto mógłby cię zastąpić? – w głosie bruneta było słychać lekkie zniecierpliwienie, jednak Okano nie chciała dać za wygraną, a przynajmniej nie tak prędko.
- Jest jeszcze Aiko …
- … która mi nie ufa.
- … i Ookami-san …
- … którego wolałbym nie wtajemniczać.
Sui westchnęła. Nikt więcej nie przychodził jej do głowy.
- Niech ci będzie, Ryuzaki.

*****

Ryuzaki i Sui weszli na teren kościoła rzymskokatolickiego. Przed nimi stała monumentalna budowla pokryta białym tynkiem. Dach wykonano z żelaza, a na jego szczycie znajdował się krzyż.
Drzwi otworzyły się z lekkim skrzypieniem. Okano i Ryuzaki znaleźli się w ogromnej, białej sali. Naprzeciwko nich stał ołtarz zdobiony złotem i srebrem. Wyżej widniał wielki, okrągły witraż, na którego tle wisiał krzyż.
W kościele znajdowały się dwa rzędy drewnianych ławek z oparciami. Pomiędzy nimi leżał długi, czerwony dywan.
Obecnie nie było tu nikogo, jeśli nie liczyć Okano i Ryuzakiego.
Dwójka skierowała swoje kroki do zachrystii. Kiedy stanęli przy drzwiach, Sui zapukała. Otworzył siwowłosy ksiądz ubrany w czarną sutannę.
- Słucham. – powiedział, przyglądając się Ryuzakiemu.
Okano chrząknęła. Zakonnik spojrzał na nią.
- Jesteśmy z organizacji, która odnawia stare groby. Nazywam się Tamaki Yoshitomi, a to Shigeru Gensai. Na cmentarzu, który należy do tego kościoła, znaleźliśmy obiekt, który chcielibyśmy odnowić.
Ksiądz uśmiechnął się.
- Dobrze się składa, że jestem tutaj proboszczem. Wejdźcie.
Duchowny zaprosił ich gestem do pomieszczenia. Sui i Ryuzaki usiedli przy małym, okrągłym stoliku.
- No więc, który grób chcielibyście odnowić?
- Chodzi nam o grób z dwa tysiące czwartego roku. Znajduje się w sektorze 32a. – powiedział Ryuzaki – Kamień jest całkiem w porządku, ale litery starły się całkowicie. Były malowane farbą.
- Rozumiem. Macie jeszcze jakeś szczegóły z nim związane?
- Leżą w nim dwie osoby. Jedna jest po siedemdziesiątce.
Starszy pan podszedł do mosiężnych drzwi. Nacisnął klamkę i wszedł. Sui i Ryuzaki podążyli za nim.
Znaleźli się w małej, kamiennej komórce. Po prawej stronie znajdował się ogromny regał.
Ksiądz otworzył jedną z szuflad. Była ona podpisana „32a”. Przerzucił kilka kart.
W tym momencie Sui osunęła się na ziemię. Przestraszony ksiądz uklęknął koło niej.
Tą sytuację wykorzystał Ryuzaki. Szybko, ale po cichu podszedł do szuflady. Zaczął przerzucać karty.
Dziewięćdziesiąt osiem … dziewięćdziesiąt dziewięć … dwa tysiące … dwa tysiące dwa …
Jest. Dwa tysiące cztery. Były tylko trzy karty. Ryuzaki błyskawicznie znalazł te właściwą.
Chwilę potem już klęczał przy Sui. Wyjął z jej kieszeni inhalator i podał jej dawkę. Po kilku sekundach Sui otworzyła oczy.
- C… co się stało? – zapytała lekko oszołomiona.
- Zemdlałaś, młoda damo. – odpowiedział jej duchowny.
Ryuzaki pomógł Sui wstać.
- Zaprowadzę ją do domu. – oświadczył.
- Na pewno nie wzywać pogotowia?
- Na pewno.
Sui oparła się o ramię Ryuzakiego i oboje wyszli z kościoła. Gdy tylko upewnili się, że ksiądz ich nie zobaczy, automatycznie odsunęli się od siebie.
- Dobrze grasz. – powiedział Ryuzaki.
- Naprawdę tak uważasz? – zapytała Sui pełna życia – Rozważałam wiele opcji mojej przyszłości, ale chyba nigdy jako aktorka.
Przez chwilę szli w milczeniu.
- Nie uważasz, że powinieneś założyć buty? – Sui wskazała bose stopy Ryuzakiego.
- Nie.
- A widziałeś, jak staruszek się na ciebie patrzył? Jeszcze chwila, a oddałby ci swoje.
Brunet najwyraźniej zignorował to pytanie.
- A tak z innej beczki, po co ci te dokumenty?
Ryuzaki przez chwilę zastanawiał się nad odpowiedzią.
- Muszę je zniszczyć.
Okano uniosła brwi.
- Dlaczego?
- Zawierają dane, które mogą tylko zaszkodzić.
- Komu? W jaki sposób? – Sui próbowała coś z niego wyciągnąć.
Nie doczekała się odpowiedzi na to pytanie.

*****

Raito siedział na ławce w parku i pisał tekst do gazety. Wybrał miejsce, gdzie mało kto przechodził. W obecnych godzinach nie było tu nikogo.
- Co tam bazgrzesz, Raito? – spytał się Ryuk.
- Artykuł do gazety. – odpowiedział zwięźle Yagami.
- A dlaczego nie w Death Note?
Yagami westchnął.
- Przecież nie mogę wiecznie karać przestępców. W pewnym momencie ludzie przestana czynić zło. Nie całkowicie, ale ich liczba będzie dużo mniejsza. Ja też zamierzam żyć w utopi, którą stworzę.
Ryuk chwilę się zastanawiał.
- Czyli po części robisz to dla siebie?
- Brzmi to tak, jakbym był samolubny, Ryuku. Ja tylko sprawiam, że świat staje się lepszy. Powoli wyeliminuję zabójstwa, kradzieże, wyłudzenia. Chcę stworzyć świat, w którym żyłoby się spokojnie. Ja strzegłbym porządku. Jako Sprawiedliwy, który zmienił świat.
Yagami patrzył prosto w słońce. Promienie oświetlały wszystko wokół. Dawały życie na tej ziemi. Pomagały przetrwać wszystkiemu, co dobre.
- Myślę, że moje działania można porównać do słońca.
Ryuk spojrzał na niego ze zdziwieniem.
- Bo widzisz, moje działania są teraz duże, bo wielu ludzi popełnia przestępstwa. Tak samo jest ze słońcem. Teraz świeci na horyzoncie przez długi czas. Jednak kiedy przyjdzie zima, dni będą stawały się coraz krótsze. Powoli będzie zmniejszać się liczba przestępców na świecie. Kto wie, czy nie nadejdzie dzień, w którym nie będę miał kogo wpisać do Death Note? Ale ludzie szybko zapominają. Pojawi się ktoś, kto pomyśli: „Może Kira już nie żyje lub nie umie już zabijać?” i pójdzie czynić zło. Powoli znów zacznie nadchodzić lato. W konsekwencji zawsze będzie potrzebny ktoś taki jak ja.
Ryuk przez chwilę trawił jego słowa.
- A dlaczego wybrałeś zawód dziennikarza?
- Ze względu na to. – Yagami wyciągnął z kieszeni marynarki legitymację i pokazał ją Ryukowi – Z tym papierkiem można zrobić więcej, niż przeciętny człowiek. Nawet policja czasami nie ma takiego dostępu, jak dziennikarze. To proste. Więcej osób zaufa dziennikarzowi, niż policjantowi. Szczególnie, jeśli miała konflikty z prawem.
Ryuk zmarszczył czoło. Zaczął się przyglądać legitymacji. Coś mu w niej nie pasowało.
- Takuro Akatsuka? – odezwał się w końcu.
- A myślałeś, że napiszę Raito Yagami?
Bóg śmierci spojrzał się w niebo.
- Ryuku, jakbym napisał swoje imię, a potem spotkał kogoś z przeszłości, to nie uważasz, że to byłby zbyt duży zbieg okoliczności, że wyglądam i mam tak samo na imię, jak zmarła osoba? Jeśli będę miał inne dane osobowe, uznają mnie najwyżej za sobowtóra.
- Rozumiem. Ale przecież siostra Katsumiego zna twoje prawdziwe nazwisko.
Yagami lekko się uśmiechnął.
- Była wzburzona i prawie się rozpłakała na moich oczach. Została chwilowo zdezorientowana. W takim stanie każdemu może się coś pomylić.
Yagami schował swoje rzeczy do torby i ruszył przez miasto.

*****

L siedział w fotelu w pokoju i patrzył się w okno. Zaczął się zastanawiać, gdzie jeszcze może być jego nazwisko.
- Ryuzaki?
L spojrzał się na Sui, która siedziała na kanapie.
- Co było w tych dokumentach?
- Rozumiem. Dziwi cię, jak dane osobowe zmarłego mogą wpłynąć na czyjeś losy.
- W sumie to tak.
Nastąpiła chwila milczenia.
- Mogłabyś mi pomóc jeszcze raz?
Sui lekko irytował fakt, że Ryuzaki nie odpowiada na część pytań.
- Zależy jak. – odpowiedziała.
- Chciałabym, abyś wymieniła jak najwięcej rzeczy, miejsc lub instytucji, które mają, miały lub będą mieć twoje nazwisko na papierze.
- Na to akurat mogę się zgodzić.
- Więc słucham.
- Na akcie urodzenia ….
Akt urodzenia L’a został zniszczony.
- … w dzienniku szkolnym …
Były tylko do czwartej klasy, wszystkie zniszczone.
- … na dyplomach …
Do szkoły chodził stosunkowo krótko, więc nie było ich wiele. I tak, wszystkie zniszczone.
- … w szpitalu i tym podobnych …
Nadal nic.
- … oprócz tego legitymacje i zeszyty …
Tego też już dawno nie ma.
Ryuzaki pokazał ręką, by się zatrzymała. Wstał, podszedł do szafki na drugim końcu pokoju i wyjął wielkie pudło ciastek, po czym postawił je na stoliku. Wrócił na swoje miejsce na fotelu.
- Masz ochotę? – Ryuzaki wskazał pudło z ciastkami.
- Nie dzięki.
L wziął jedno i wsadził je do ust.
- Kontynuuj. – powiedział lekko niezrozumiale.
- Jeszcze w pamiętniku, w notatkach przyjaciół i instytucjach typu dom dziecka.
Nie ma. Nie ma. Nie ma. Fakt, że według urzędów Ryuzaki nie istnieje, jest niezwykle pomocny.
- Nie wymieniłaś tych w przyszłości. – zauważył.
- To w takim razie wszystko powiększy się o dowód osobisty i dokumenty, które będę podpisywać.
I nadal nic. Wyglądało na to, że jego nazwisko nie trafi tak łatwo w ręce Kiry.

*****

- Sporo tu tych nazwisk. – powiedział Katsumi.
 Cała trojka, czyli Raito, Ryuk i Izumi przeglądali kolejne strony Death Note. Powoli zbliżała się dwudziesta pierwsza.
- Przecież działałem od 2003 do 2010 roku. To chyba normalne, że będzie ich sporo.
Katsumi przewracał dalej kartki.
Yagami’emu coś jednak nie pasowało. I to od początku. Coś było nie tak.
Już jak pierwszy raz wziął notes do ręki, wydał mu się lekko za ciężki. Uznał jednak, że to tylko złudzenie. Po prostu nie miał go dawno w rękach. Jednak kiedy zaczął go przeglądać, uczucie powróciło.
Raito znów spojrzał na zeszyt. Przypominało to oglądanie rodzinnego albumu, tylko że zamiast zdjęć były nazwiska.
Shibumaru Takuo. Jego wpisał siedem razy. Jeśli się przyjrzeć, to nawet jego charakter pisma się zmienił.
Yagami przypomniał sobie dzień, w którym znalazł notatnik. Te dwie osoby, Otoharada Kurou i Shibumaru Takuo, były początkiem.
Były początkiem.
Raito zaczął powtarzać to słowo w myślach. To był klucz do czegoś. Tylko do czego?
Były początkiem.
Były początkiem.
Miał wrażenie, że te słowa coś oznaczają. Tylko co?
Były początkiem.
Były początkiem.
BYŁY początkiem.
Były POCZĄTKIEM!!!
Nazwiska tych dwóch osób POWINNY być na pierwszych stronach! Katsumi POWINIEN dawno je ominąć!
Yagami wyrwał z rąk Izumiego zeszyt. Zaczął przewracać kolejne strony. Notatnik przeplatały dwa charaktery. Dwie osoby.
W mgnieniu oka przewracał dalej kartki. Teraz już był pewien, że jego pismo przeplata się z pismem Misy.
- Przecież oboje wydawaliśmy wyroki. – tłumaczył sobie w myślach, jednocześnie próbując się uspokoić. Katsumi ścierał gumką nazwiska. Czy jest możliwe, że starł jeszcze jedną osobę?
Nagle zatrzymał się na jednej ze stron. Jego twarz nagle pobladła.
- Ryuku, dlaczego nie powiedziałeś, że złączyłeś notatniki?
- Nie miałem obowiązku ci o tym mówić. – bóg śmierci wzruszył ramionami.
- Katsumi, ile wytarłeś nazwisk tego dnia, kiedy dostałeś w ręce notatnik?
- Chyba … - Izumi zaczął się zastanawiać – Chyba dwa.
Na twarzy Raito strach ustąpił miejsca wściekłości.
- I ty mi mówisz to dopiero teraz? – Yagami chwycił koszulkę Katsumiego i przyciągnął go do siebie.
Zeszyt w tym czasie upadł na podłogę. Ryuk zobaczył, że na środku strony było wolne pole. Czyli to tak wzburzyło Raito?
Ostatnim wpisanym nazwiskiem przed przerwą był „Quillish Wammy”.

*****

- Nie do wiary, że szefostwo przydzieliło do tej sprawy tylko trzy osoby! – krzyknął Aizawa.
Razem z Matsudą i Ide znajdowali się w jednym pokoju. Wszyscy troje siedzieli na dwóch kanapach ustawionych na środku prostopadle do siebie. Koło nich stał stolik, a na nim laptop.
- Myślę, że chodzi  o to, by nie ryzykować zbytnio życia ludzi. – wtrącił się Matsuda – Wiecie, to my ostatnio zajmowaliśmy się tą sprawą.
- A mi się wydaje, że szefostwo nie wierzy, że cokolwiek zdziałamy. – rzucił Ide.
- Ale i tak trzeba próbować.
Aizawa westchnął. On sam nie wierzył, że uda im się cokolwiek zdziałać.
- Wtedy był z nami L,  a i tak niewiele mogliśmy udowodnić. Teraz jesteśmy tylko my. Trzeba od czegoś zacząć. Co już wiemy?
- Moim zdaniem Kira znów jest w Japonii. – zaczął jako pierwszy Matsuda – Dane o przestępcach były dostępne w japońskich mediach. W niektórych przypadkach tylko w japońskich.
- To było oczywiste, inaczej policja nikogo do tej sprawy by nie przydzieliła. Ale podsunąłeś mi pomysł. Spróbujmy zacząć tak samo, jak zaczął to L. Matsuda, upewnij się w tym jeszcze raz.
- Zrozumiałem, szefie.
Matsuda odpalił laptopa leżącego na stoliku. Po chwili dało się słyszeć stukanie palców w klawiaturę.
- Co było następnym krokiem L’a?
- Wygląda na to, że ten występ w telewizji.
Aizawa pokręcił głową. Tego nie można skopiować.
- Lepiej trzymajmy się od tego z dala.
- Ale nigdy nie zaszkodzi spróbować. – wtrącił się Matsuda – Co może się stać? Najwyżej wyjdziemy na debili.
- Aizawa ma rację. – z laptopa rozległ się zmodyfikowany komputerowo głos.
Wszyscy podskoczyli i spojrzeli się na ekran laptopa. Wyświetlała się na nim czarna litera R na białym tle. Wszyscy rozpoznali czcionkę jako tę, której używał L.
- To byłoby nierozsądne wykonywać tą sztuczkę dwa razy. – kontynuował głos.
- R?
- Tak, jestem R.
- Jak długo nas słuchałeś?
- Od momentu, w którym Matsuda włączył przeglądarkę. Miałem szczęście, że zjawiliście się tu wszyscy. Chciałbym z wami współpracować.
- Niby w jaki … - zaczął Matsuda, ale Aizawa go uciszył.
- Czy zgadzacie się?
Grupa popatrzyła po sobie.
- Musimy odbyć małą naradę. – zadecydował zastępca komendanta.
Wyłączyli mikrofon i odeszli na kilka kroków od komputera.
- Ja nie mam zastrzeżeń co do tego, by R do nas dołączył, – wyraził swoje zdanie Aizawa – jednak chciałbym usłyszeć, co wy o tym sądzicie.
- Ja jestem za. – odezwał się Hideki – A ty, Matsuda?
Cisza.
Matsuda zaczął przyglądać się twarzom osób.
- A co jeśli R to Kira?
Nikt nie odpowiedział.
Aizawa zaczął rozważać tą opcję. Jeśli R to Kira, to i tak podsłuchiwałby nasze rozmowy. To geniusz informatyczny. Jeśli umiał ustalić, z którego komputera będą korzystać, to bez problemu odpali go na odległość. Jeśli R nie jest Kirą, mogłoby to im znacznie pomóc.
- Myślę, że warto zaryzykować. – odrzekł w końcu Aizawa.
Reszta grupy przytaknęła. Wrócili na miejsca i włączyli mikrofon.
- R, zgadzamy się na współpracę.
- To może na początek wymienimy się danymi i spostrzeżeniami?

*****

L rozłączył się.
Policja nie posiadała wiele informacji. Był teraz bogatszy o daty i godziny zgonów przestępców.
Zaczął przeglądać zdobyte dane, jednak niewiele to dało. Kira był zbyt inteligentny, by pierwsze ofiary wiązały się z nim. A może chciał, żeby tak myśleć?
Odłożył kartki na bok. To być może kiedyś się przyda.
Podszedł do kredensu i wyjął paczkę biszkoptów. Położył ją na stoliku, po czym wrócił na fotel. Rozerwał foliowe opakowanie. W pokoju było słychać lekki trzask.
Ktoś zapukał do drzwi.
- Otwarte. – powiedział Ryuzaki.
Do pokoju weszła Sui z kartką w ręce.
- Co to ma być? – spytała się ze złością w głosie.
- Co masz na myśli?
- To! – krzyknęła Sui i położyła kartkę na stoliku (choć położyła to za słabe słowo).
Na kartce znajdowały się tylko trzy wyrazy.


Pożyczyłem laptopa.
Ryuzaki

L  wziął karki z danymi ze stolika i zaczął je od nowa przeglądać.
- Był mi potrzebny. – wyjaśnił ze spokojem w głosie.
- A nie pomyślałeś, że mogę się na to nie zgodzić?
Pomyślał. Dokładnie wtedy, kiedy wychodził z ostatniego pokoju na pierwszym piętrze. No ale potrzebował laptopa. Jak inaczej mógłby kontaktować się z policją?
Lista rzeczy do kupienia. Numer jeden – laptop.
- Poczęstuj się biszkoptem.
- Czekam na wyjaśnienia.
Ryuzaki westchnął, nadal patrząc się w kartki.
- To nieodpowiednia pora.
- Czyli to kolejne pytanie be odpowiedzi?
- Tak. Usiądź i ochłoń. – Ryuzaki wskazał gestem na kanapę.
Sui zrobiła to, o co poprosił. Przez chwilę miała ochotę rzucić się na niego. Wszedł do jej pokoju, wziął laptopa i nawet nie powiedział „przepraszam”. A ona myślała, że to Aiko jest ta nieopanowana.
Złość powoli ustępowała. Sui zdążyła nawrzucać mu w myślach takie rzeczy, o których nawet nie śniła. Rozumiała – jeden raz skorzystać z czyjegoś laptopa w jego pokoju bez wiedzy właściciela, ale to zdarzyło się już drugi raz. I do tego wziął go siebie.
W sumie była już teraz spokojna. Ryuzaki pożyczył go. Do tego zostawił wiadomość.
- Czy teraz masz do mnie jakieś pytanie? – zapytał się Ryuzaki z tym samym spokojem, co poprzednio.
- A obiecasz, że dasz mi na nie odpowiedź?
- Nie mogę tego obiecać.
Sui wzięła głęboki oddech.
- Czy istnieje jakiś ważny powód, dla którego nie wyjaśniasz mi tylu rzeczy?
- Owszem, jest.
- Jaki?

- Tego też nie mogę ci powiedzieć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz